Liczba oraz wartość ofert publicznych była w 2001 r. najniższa od połowy lat dziewięćdziesiątych. Nic nie wskazuje na to, że sytuacja szybko się poprawi.
Od 1998 r., kiedy to wartość ofert publicznych osiągnęła rekordowo wysoki poziom 8 mld zł, rynek pierwotny cieszy się coraz mniejszym zainteresowaniem zarówno emitentów, jak i inwestorów. Jak wynika ze statystyk Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, od 1 stycznia do 9 listopada 2001 r. na rynku pierwotnym sprzedano zaledwie 22 emisje. Spółki pozyskały z rynku jedynie 2,1 mld zł. Ostatni raz podobnie niską wartość ofert osiągnięto w 1996 r.
— Jest oczywiste, że rynek pierwotny jest nierozerwalnie związany z rynkiem wtórnym. Z tego powodu spadki cen akcji na GPW muszą mieć negatywny wpływ na liczbę oraz wartość ofert publicznych — tłumaczy Robert Drążykowski, dyrektor emisji pionu transakcji rynku kapitałowego DM BIG BG.
Wśród czynników, które zdecydowały o braku publicznych subskrypcji i sprzedaży akcji, znalazły się również te wynikające ze spadku wzrostu produktu krajowego brutto.
— Wiele przedsiębiorstw osiąga dziś zdecydowanie gorsze wyniki finansowe niż przed rokiem. Z tego powodu spółki zainteresowane debiutem na GPW musiały przełożyć emisje — twierdzi Bogdan Duszek, naczelnik wydziału rynku pierwotnego BDM PKO BP.
Jego zdaniem, w pozyskaniu przez giełdę nowych spółek nie pomogła również konkurencja w postaci oferty banków komercyjnych. Instytucje te coraz częściej umożliwiają pozyskanie kapitałów poprzez emisję instrumentów dłużnych na rynku niepublicznym.
Wśród spółek, którym w 2001 r. nie udało się uplasować swoich akcji na rynku, znalazły się m.in. portal internetowy Arena i ZA Puławy. Pierwsza firma nie znalazła wystarczającej liczby chętnych ze względu na kryzys branży internetowej, a przede wszystkim — na zerwanie strategicznej współpracy z Tel-Energo. Z kolei fiasko prywatyzacyjnej oferty Puław było efektem lekceważenia rynku.
— Cena akcji ZA Puławy nie była adekwatna do warunków rynkowych. Skarb Państwa powinien ją przełożyć na później — mówi Bogdan Duszek z BDM PKO BP.
W ocenie specjalistów fatalna sytuacja na rynku pierwotnym powinna w końcu ulec zmianie.
— W I kwartale 2002 r. nie oczekiwałbym istotnych zmian. Na ożywienie liczę natomiast w następnych kwartałach — uważa Robert Drążykowski.
Jego zdaniem, o większym zainteresowaniu przeprowadzeniem emisji zdecyduje wzrost gospodarczy i ewentualna koniunktura na rynku wtórnym. Mimo nietrafionych ocen dotyczących perspektyw rozwoju w 2001 r., podobnego zdania są też inni specjaliści.
— Gdyby uwzględnić ubiegłoroczne deklaracje spółek zainteresowanych debiutem na GPW, to zapewne dziś sytuacja na rynku pierwotnym nie byłaby najgorsza — twierdzi Bogdan Duszek.
W jego opinii, rynek ożywić mogą przede wszystkim duże oferty. Tradycyjnie spore nadzieje wiązane są z kontynuacją procesów prywatyzacyjnych w branży energetycznej, chemicznej oraz właśnie w PZU. Znacznie mniejsze oczekiwania analitycy mają natomiast wobec spółek prywatnych.