Do referendum doprowadzili przeciwnicy planów burmistrza niemieckiej stolicy Klausa Wowereita (SPD) oraz Senatu (rządu krajowego), którzy chcą zamknąć lotnisko w październiku w związku z budową nowego stołecznego portu lotniczego BBI (Berlin Brandenburg International).
Uprawnionych do głosowania jest ponad 2,43 miliona osób. O wyniku zdecyduje poparcie większości głosujących, jednak nie mniejszej niż 25 procent uprawnionych (ok. 611 tysięcy).
Rezultat nie będzie wiążący dla berlińskiego rządu, jednak zwycięstwo zwolenników utrzymania Tempelhof byłoby dotkliwym ciosem dla Klausa Wowereita.
Od kilku tygodni w stolicy trwa kampania zarówno zwolenników, jak i przeciwników utrzymania lotniska.
Inicjatywę na rzecz ratowania Tempelhof poparli m.in. politycy CDU, w tym kanclerz Niemiec Angela Merkel, która nazywała je "symbolem historii tego miasta".
Głosowanie, rozpoczęte o 8.00 rano, zakończy się o 18.00. Wyniki będą znane prawdopodobnie ok. 23.00.
Położone w śródmiejskiej dzielnicy o tej samej nazwie lotnisko Tempelhof zostało otwarte w 1923 roku. Podjęta w 1934 roku rozbudowa budynków portowych według projektu architekta Ernsta Sagebiela nie została do wybuchu wojny ukończona.
Nazwany kiedyś "matką wszystkich lotnisk" Tempelhof był jednym z trzech miejsc, w których lądowały alianckie samoloty transportowe, zaopatrujące mostem powietrznym zachodnie sektory Berlina podczas radzieckiej blokady połączeń lądowych w latach 1948-49.
Rolę głównego portu lotniczego Berlina - a po wojnie tylko jego zachodnich sektorów - Tempelhof pełnił do 1975 roku. Mające monopol na obsługę połączeń lotniczych Berlina Zachodniego towarzystwa PanAm i British Airways korzystały odtąd z lotniska Tegel.
W dobie jumbo-jetów i Airbusów Tempelhof stanowi techniczny anachronizm - jego pas o długości tylko nieco ponad 2100 metrów uniemożliwia starty większych maszyn z pełnym obciążeniem. Cywilny ruch lotniczy na Tempelhof wznowiono w 1985 roku, ale już tylko w ograniczonym zakresie.