W debacie zabrakło nie tylko Tuska

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-10-03 00:00

Za wielkiego nieobecnego poniedziałkowej debaty jednogłośnie został uznany lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk. Skądinąd słusznie, ale warto zauważyć, że nieobecnych było znacznie więcej. Ot, na przykład dziesiątki pacjentów, którzy właśnie są ewakuowani z kilku, a może nawet kilkunastu szpitali. Nie z powodu alarmu bombowego lub pożaru, ale dlatego że zabrakło lekarzy. Obaj kandydaci na premiera po temacie ochrony zdrowia ledwie się prześlizgnęli, poprzestając na konstatacji, że z pustego i Salomon nie naleje i że potrzebny jest szybki wzrost nakładów. Jedynym punktem spornym było to, kto ciągnął za włosy pielęgniarki. Prawda, że niefortunna formuła programu (zaledwie 1,5 minuty na odpowiedź) uniemożliwiła rzeczową dyskusję, sprowadzając sprawę do haseł. Ale też hasła były dość mizerne.

Lekarze strajkują od kilku miesięcy, złożenie przez nich wymówień nie powinno zaskakiwać. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że rząd, który od początku przyjął strategię przeczekania protestu, wydaje się zaskoczony, że lekarze złożyli wypowiedzenia „tak na poważnie” i nie była to jedynie strategia negocjacyjna. Można teraz narzekać, że odchodzą od łóżek pacjentów, ale nie można powiedzieć, że odeszli niespodziewanie. Był czas, żeby przygotować plan awaryjny. Opozycja, która mogłaby znakomicie wykorzystać ten biały kryzys, zachowuje zadziwiającą wstrzemięźliwość, która nie powinna dziwić, biorąc pod uwagę to, że jedynym ujawnionym dotychczas pomysłem związanym z systemem ochrony zdrowia były odwiedziny pielęgniarskiego miasteczka pod gmachem kancelarii premiera.

Minister Zbigniew Religa jeździ teraz do opustoszałych szpitali na rozmowy „ostatniej szansy”. Jego apele mogą niektórych lekarzy skłonić do wycofania wymówień, jak wczoraj w Radomiu. Innych pewnie nie. A nadal jedynym pomysłem na zażegnanie kryzysu jest osobisty urok ministra. Chociaż niewątpliwie wielki, może okazać się niewystarczający. Z problemem finansowania publicznej służby zdrowia zmagają się — z różnymi skutkami — kraje znacznie od Polski bogatsze. Ten temat jest przedmiotem wielu gorących (naprawdę gorących) debat polityków. U nas politycy wolą rozprawiać o wyższości Czwartej RP nad Trzecią lub na odwrót. Zawsze łatwiej rozmawiać o ogólnych koncepcjach — bo te trudno zweryfikować — niż o konkretnych rozwiązaniach. Oczywiście, rząd zaraz przypomni, że ma pomysły na służbę zdrowia — przesunięcie na ten cel części pieniędzy na walkę z bezrobociem (pewnie właściwy minister już myśli, skąd przesunąć pieniądze na tę walkę) i podwyżka składki. Chodzi o to, by Salomon nie nalewał z pustego. Sęk w tym, że nie naleje, jeśli wiadro wciąż będzie dziurawe.

Adam Sofuł