Czy inwestycja w fundusz akcyjny jest dzisiaj rozsądnym
pomysłem?
Oczywiście, że tak. Inwestycje w akcje są bardziej
ryzykowne od lokaty bankowej, ale zmniejszamy ryzyko, wydłużając czas
inwestycji. Naszym klientom zawsze mówimy, że inwestycja w fundusze akcyjne, a
zwłaszcza takie, które posiadają akcje małych i średnich spółek, powinna trwać
pięć lat – żeby uniezależnić się od gwałtownych wahań na giełdzie, które mogą
wystąpić w trakcie krótkoterminowej inwestycji.
Może jednak lepiej przeczekać niepewną sytuację na giełdzie i
zainwestować w fundusz za kilka, kilkanaście tygodni?
Ryzyko jest
dość duże – pokazują to różne wskaźniki. – aAle prawdą jest też, że
przeciętny inwestor zamierzający ulokować oszczędności w funduszach
inwestycyjnych, nie jest w stanie precyzyjnie trafić w dołek notowań. Nawet
profesjonaliści nie potrafią wyczuć dobrego momentu wejścia na rynek i nie
stosują powszechnie timingu, bo taka strategia jest nieopłacalna i przynosi w
dłuższym terminie więcej strat niż korzyści.
Najgorsze chwile polskie fundusze akcyjne mają już za sobą, czy też
może się zdarzyć, że niektóre towarzystwa sięgną po możliwość wstrzymania
umorzeń jednostek udziałowych swoich klientów?
Takie ryzyko jest
czysto hipotetyczne. Musiałby ziścić się czarny scenariusz wydarzeń na rynkach,
żeby towarzystwa funduszy inwestycyjnych zdecydowały się na wstrzymanie wypłat.
Taka decyzja uderzyłaby w cały rynek funduszy, a także postrzeganie
wiarygodności towarzystw. Można być pewnym, że TFI zrobią wszystko, aby takiej
sytuacji uniknąć. i jJak na razie radziły sobie nawet w bardzo gorących
chwilach.
Jaka była strategia funduszu, którym Pan zarządzał w ubiegłym
roku?
W pierwszym półroczu akcje największych spółek zajmowały w
naszym portfelu zdecydowanie mniej miejsca niż w drugim półroczu – wyraźna była
przewaga spółek średnich i mniejszych. Od maja do lipca sprzedawaliśmy akcje
spółek mniejszych spółek – uznaliśmy, że ich wzrost był już za nami. Nowe
środki, które wpływały do funduszu w drugim półroczu, były już lokowane już
raczej w akcje spółek większych. Po pierwsze dlatego, że są bardziej płynne, a
po drugie, ich wartość obniżała się w ciągu trendu spadkowego, który nastąpił w
drugim półroczu, wolniej niż spółek mniejszych i średnich.
Na jakich aktywach udało się wypracować największe
zyski?
Spektakularne wzrosty w zeszłym roku osiągnęliśmy na
przykład. na Polnordzie i Intercarsie. Dzięki nim zarobiliśmy procentowo
najwięcej.
Fundusz akcyjny w czasach bessy skazany jest na podążanie za
indeksem.
Nie zgadzam się z tą opinią. Właściwej selekcji portfela
można dokonać zarówno w trakcie trendu wzrostowego, jak i w trendzie spadkowym.
Naturalne jest, że zarządzający stara się dokonać rotacji akcji, które są
bardziej ryzykowne i tracą na równi z indeksem giełdowym. Skłania się do zakupu
papierów defensywnych, które są mniej wrażliwe na koniunkturę i których wartość
spada wolniej niż wskaźnik WIG.
Jakich informacji Pan potrzebuje, aby podjąć decyzję o wejściu lub
wyjściu z akcji wybranej spółki?
Decyzja o umieszczeniu akcji w
portfelu jest decyzją fundamentalną. Chcę wiedzieć, czym zajmuje się ta spółka,
kto nią zarządza, jaka jest perspektywa wzrostu rynku, na którym działa, oraz
jaka jest jej rentowność. Wybierając spółki średnie i mniejsze, nie można nie
uwzględniać analizy fundamentalnej. Analiza techniczna, owszem, ma dla mnie
znaczenie w momencie podejmowania decyzji, kiedy należy kupić akcje. Na tej
podstawie próbuję dobrać moment wejścia lub wyjścia z inwestycji. Można również
stosować analizę techniczną dla całego rynku i grać alokacją, czyli zwiększyć
liczbę akcji w chwilach korzystnych z punktu widzenia analizy technicznej i
sprzedać część akcji w momencie, kiedy wykresy pokazują, że jest duże ryzyko
spadku. Podkreślam, zasadnicze założenia budowy portfela akcji powstają w
oparciu o analizę fundamentalną.
Jakie przesłanki decydują o tym, ile kupić akcji konkretnej
spółki?
Nie ma sztywnych reguł. Jest oczywiste, że nie zbuduję
portfela, który będzie się składał z dwudziestu spółek, z których każda będzie
miała pięcioprocentowy udział. To narażałoby inwestorów na zbyt duże ryzyko.
Ile spółek jest w portfelu zarządzanego przez Pana
funduszu?
Około 50-60.
Jak długo w nim pozostają?
Za wcześnie na odpowiedź na to
pytanie. Jesteśmy nowym podmiotem i działamy dopiero rok i trzy miesiące. Na
pewno cCzęść akcji, które posiadałem w pierwszym półroczu minionego roku, już
dawno została sprzedana, jednak . Na podstawie tego nie mogę jednak stwierdzić,
że średni czas trzymania pozycji w portfelu wynosi cztery miesiące. Można by
mnie uznać za spekulanta.…
Dzień pracy zarządzającego funduszem rozpoczyna się o szóstej rano od
sprawdzenia informacji CNN, by sprawdzić, czy w ogóle warto jeszcze iść do
pracy?
Nie, tak źle nie jest. Faktycznie, czasami rano zerknę do
serwisu informacyjnego Bloomberga, ale tylko po to, żeby się zorientować, co się
dzieje w świecie. Czasem zaczynam dzień od krótkiej rozmowy z maklerem jeszcze
po drodze do pracy, żeby poznać nastroje na giełdach zagranicznych. Przeglądam
informacje ze spółek, sprawdzam prasę – może są jakieś nowości, wywiady z
prezesami; – to wszystko jest dla mnie ciekawe. W ciągu dnia spotykam się też z
przedstawicielami spółek giełdowych i w oparciu o dostępne przesłanki podejmuję,
w oparciu o dostępne przesłanki, decyzję, czy sprzedać, czy też czy
kupić konkretne akcje.
Wróćmy do najczarniejszych dni ubiegłego roku. Czy była taka chwila,
kiedy poczucie odpowiedzialności za pieniądze klientów szczególnie Panu
ciążyło?
Owszem, jest to denerwujące, kiedy na giełdzie następują
duże spadki i liczby świecą na czerwono – jednak to nie wtedy czuję największy
niepokój. Najgorzej jest, gdy rynek idzie w zupełnie inną stronę niż się
spodziewam. Większym zaskoczeniem, a i stresem, była dla mnie sytuacja w drugim
kwartale, kiedy rynek szedł do góry i był coraz wyżej, i wyżej, niż ta w środku
lata, kiedy indeksy szybowały w dół.
Zakładał Pan, że spadki nastąpią wcześniej?
Nie tyle
wiedziałem, że spadki będą wcześniejsze, aleco nie widziałem uzasadnienia dla
wzrostu na rynku. Tak więc nie zawsze najczarniejsze dni na giełdzie, również w
pokoju zarządzających, stwarzają największy stres.
Zdarzają się noce, kiedy nie może Pan zasnąć?
Nie. Aż tak
stresująco to nie jest. Myślę, że po kilku czy kilkunastu latach zarządzania na
rynku i w pracy z dużymi liczbami – bo operuję na co dzień dużymi liczbami (są
to wyniki finansowe spółek, akcje w portfelu czy łączna wartość tego portfela) –
człowiek staje się coraz bardziej odporny i nabiera dystansu do pracy. Nie jest
tak, że na koniec każdego dnia dokonuję rozliczenia i mówię sobie: tego dnia
straciłem dla swoich klientów łącznie 500 tysięcy złotych. Gdybym tak
postępował, to wtedy praca byłaoby na pewno bardziej stresująca.
Stosuje Pan własne techniki relaksacyjne?
Nie.
Nie uprawia Pan sportów ekstremalnych i nie jeździ sportowym samochodem 200
kilometrów na godzinę przez skrzyżowania na czerwonym świetle?
Staram się
tego unikać.
Gdyby dzisiaj, po tych traumatycznych doświadczeniach z ubiegłego
roku, miał Pan podjąć jeszcze raz decyzję, kim zostać, – to nadal chciałby
się Pan wiązać się z rynkiem kapitałowym?
Jasne, że tak.
Jakie cechy osobowości pomagają w pracy
zarządzającego?
Konsekwencja w działaniu. Na rynku zawsze pojawia
się wiele opinii. Do swojej oceny usiłująe mnie przekonać a to analityk, a to
spółka, a to gazeta. Trzeba być odpornym na te próby wpływu. Trzeba posiadać
zdolności analityczne – umieć posługiwać się liczbami oraz, kalkulować,
analizować.
Czy na giełdzie w Warszawie również i w tym roku uda się wypracować
duże zyski?
W tym roku nie. Chciałbym, żeby w ogóle udało się
wypracować jakiekolwiek zyski. Czy to jest realne? Wydaje mi się, że pierwsze
półrocze będzie okresem bardzo dużej zmienności. Rynek będzie gwałtownie rósł po
to, by po pewnym czasie równie gwałtownie spadać. Nie wierzę jednak w scenariusz
recesji w Polsce, nie wierzę w przeniesienie spowolnienia w Stanach
Zjednoczonych na gospodarkę w naszym kraju. Uważam, że drugie półrocze będzie o
wiele bardziej korzystne dla posiadaczy akcji – cały rok może zamknąć się na
plusie. Przynajmniej jeżeli chodzi o indeksy.
Paweł Homiński ukończył kierunek finanse i bankowość na Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Posiada licencję maklera papierów wartościowych oraz doradcy inwestycyjnego, a także dyplom Chartered Financial Analyst. Karierę zawodową rozpoczynał w 1995 r. jako analityk w Domu Maklerskim Magnus w Krakowie. Potem pracował m.in. jako analityk i dealer w East Capital Beteiligungen AG oraz zarządzający portfelem akcji w PTE DOM
Więcej w marcowym numerze miesięcznika "Nasz Rynek Kapitałowy"