W dusznej atmosferze

Maria Trepińska
opublikowano: 2006-02-03 00:00

Dlaczego skarb państwa stracił kontrolę nad MTK? Dlaczego pewnym zamówieniem tak bardzo interesuje się prokuratura? Czyżby zagraniczny inwestor kupił kota w worku?

Najpierw wielki dramat. Sobota, godz. 17.15, dach ogromnej hali wystawienniczej w śląskim centrum targowym spada na głowy odwiedzających wystawę gołębi pocztowych. Dziesiątki zabitych, mnóstwo rannych, jeszcze więcej ludzi w szoku, służby ratownicze, szpitale w gorączce, pomoc dla poszkodowanych... Żałoba narodowa.

Jak do tego doszło? I kto był winien? Wyjaśnią to eksperci i prokuratura.

Opowiemy dziś historię samej hali, zarządzającej nią spółki i wreszcie osób na kierowniczych stołkach, które się nią przez lata zajmowały. Oceńcie państwo sami, czy ma ona związek z niedawnym dramatycznym ciągiem wydarzeń.

Ręka w rękę

Feralną, największą halę Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK) wzniesiono w latach 1999- -2000, kiedy spółką rządzili prezes Jan Hoppe i wiceprezes Tadeusz Burzec. Wykonawca? Mysłowickie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego MPBP Przemysłobud. Czy firma ta mogła dostać intratne zlecenie bez przetargu? Wykaże zapewne kontrola. Zaciekawia jednak, że z dokumentów, do których dotarliśmy w katowickim sądzie rejestrowym, wynika, że Jan Hoppe miał udziały w mysłowickiej spółce Przemysłobud!

Z udokumentowanej informacji zarządu mysłowickiej firmy, którym kierowali Arkadiusz Jedynak i Andrzej Cegiełka, wynika, że 30 czerwca 2000 r. Jan Hoppe zwrócił się z zamiarem kupna — od Arkadiusza Jedynaka — 360 udziałów spółki wartości 18 tys. zł. Ten się zgodził. Doszło do transakcji. W aktach katowickiego sądu rejestrowego Jan Hoppe — co okaże się ważne: zamieszkały w Chorzowie — został wpisany jako udziałowiec spółki — z pakietem 9 proc. udziałów. Pozostałe należały do Rafała Goduli (30 proc.), Andrzeja Cegiełki (29,95 proc.), Arkadiusza Jedynaka (31,05 proc.).

Ze sprawozdania finansowego Przemysłobudu za 1999 r. wynika, że mysłowicka spółka dostała zlecenie na budowę hali wystawienniczej dla MTK w 1999 r.; ukończyła ją w 2000 r. Wartość kontraktu: 17 mln 230 tys. zł.

2 lutego na pytanie, kiedy sprzedał udziały w Przemysłobudzie, Jan Hoppe odpowiedział nam, że nie sprzedał i że w ogóle nie miał takich udziałów... A czy mieszkał w Chorzowie, przy ul. Powstańców? Zaprzeczył.

— Czy wie pan, że Jan Hoppe, zamieszkały pod tym adresem, figuruje jako udziałowiec spółki Przemysłobud? Czy to tylko zadziwiająca, przypadkowa zbieżność? — dociekaliśmy.

Wtedy zmienił front:

— Nie będę tego komentował.

Postanowiliśmy jednak sprawdzić, czy rzeczywiście to zbieg niekorzystnych okoliczności. I co się okazało? Pracownicy MTK potwierdzili, że prezes Hoppe mieszkał w Chorzowie. Drążyliśmy dalej. Ustalenia katowickiej policji też były jednoznacznie: Jan Mikołaj Hoppe, były prezes MTK, był zameldowany pod tym adresem. Dodatkowe szczegóły też świadczą, że to bez wątpienia ta sama osoba, która figurowała jako udziałowiec Przemysłobudu.

Sprawą właścicielskiego zaangażowania pana Hoppego w firmie budowlanej, której zlecał inwestycję, zajął się wydział przestępczości gospodarczej w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Upadły budowniczy

Poza halą MTK Przemysłobud realizował w tym czasie takie inwestycje, jak budowa osiedla w Sosnowcu, hala produkcyjna Alupol w Tychach, kanalizacja sanitarna w Katowicach-Podlesiu.

Sporo zamówień. Nie pomogło. Przemysłobud od 18 czerwca 2002 r. pozostaje w upadłości. Z danych sądu rejestrowego wynika, że zobowiązania tej firmy na koniec 2004 r. wynosiły 6,8 mln zł, a z tytułu dostaw — aż 4,4 mln zł.

Syndykiem masy upadłościowej został Arkadiusz Świderek. W rozmowie z „PB” powiedział, że jest na urlopie, nie udzieli żadnych informacji, nie pamięta dokładnie udziałowców spółki Przemysłobud i nie wie, czy Hoppe był wspólnikiem w chwili upadłości mysłowickiej firmy. Odesłał nas do sekretarki: niech ona poda nam numer telefonu do Arkadiusza Jedynaka, byłego prezesa Przemysłobudu (to on sprzedał udziały Janowi Hoppemu). Ale telefon Jedynaka uparcie milczał.

Jakie były kulisy powstania Przemysłobudu? Dwóch ówczesnych prezesów Mysłowickiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Inwestycyjnego, Stanisław Karaszewski i Roman Wieczorek, założyło tę spółkę w 1994 r. — wraz z dwoma osobami fizycznymi: Andrzejem Cegiełką i Arkadiuszem Jedynakiem, którzy z czasem przejęli nad nią kontrolę. Potem dołączył do nich m.in. Jan Hoppe. Z dokumentów w sądzie rejestrowym wynika, że już w 2000 r. firmą interesowała się mysłowicka policja, a konkretnie wydział przestępstw gospodarczych. Dlaczego? Jeszcze nie wiemy...

Wiemy za to, że 31 stycznia 2006 r. szefów Przemysłobudu przesłuchiwali katowiccy prokuratorzy — chodziło rzecz jasna o sprawę katastrofy. W przesłanym do „Dziennika Zachodniego” oświadczeniu kierownictwa firmy czytamy: „Stała się wielka, niewyobrażalna tragedia. Dlatego z szacunku dla ofiar, dla dobra prowadzonego śledztwa, nie będziemy udzielali żadnych wywiadów. Oświadczamy, że w 2000 r. obiekt został wykonany zgodnie z projektem i sztuką budowlaną. (...) Obiekt przeszedł odbiory, które dokonały wszystkie służby nadzoru państwowego. (...)”.

Bez skwitowania

Trzy lata temu w MTK doszło do przełomu. Jan Hoppe, prezes, i Tadeusz Burzec, wiceprezes, nie otrzymali od udziałowców spółki absolutorium za 2002 r. Powód? Sprawa dachu w feralnym pawilonie nr 1. W dokumentach MTK ze zgromadzenia udziałowców z 21 maja 2003 r. czytamy: „Na przełomie 2001 i 2002 miało miejsce zdarzenie, które spowodowało, że uległ uszkodzeniu dach hali wystawienniczej. Bezpośrednią przyczyną tego było zaleganie śniegu. W tej chwili jest taka sytuacja, że firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty odszkodowania, stwierdzając, że winę za szkodę ponosi spółka poprzez dopuszczenie do zalegania śniegu. W tym czasie członkami zarządu zajmującymi się sprawami związanymi z funkcjonowaniem obiektu byli panowie Hoppe i Burzec. Dotychczasowe ustalenia oparte m.in. na wyjaśnieniach prezesa Hoppego wskazują, że osobą odpowiedzialną za tzw. sprawę dachu był pan Burzec. Wszystko będzie podlegało ocenie niezawisłego sądu, gdyż sprawa została skierowana na drogę postępowania sądowego. Dla spółki ma to znaczenie, bo chodzi o kwotę 330 000 zł”.

— Nie wiem, o jaką sprawę sądową chodzi... — twierdzi Jan Hoppe.

Grzegorz Słyszyk, pełnomocnik zarządu MTK, odmawia odpowiedzi. Ale... W dokumentach MTK z 21 maja 2003 r. na zgromadzeniu udziałowców tak oceniono poczynania prezesów: „Powstały poważne wątpliwości co do okoliczności związanych z samą naprawą dachu, a dotyczą one zlecenia firmie, która była na skraju upadłości. Przed datą wymagalności faktur za naprawę, firma ta już dokonała cesji tej faktury na podmioty trzecie. Konsekwencją tych cesji należności było zgłaszanie wobec spółki roszczeń o zapłatę tej samej należności przez firmę, która naprawiła dach i była w upadłości, jak i te podmioty, które otrzymały część należności z tytułu tej faktury, bowiem firma, która dokonała tych cesji, dokonała ich anulacji. To wszystko spowodowało również wyłączenie w rozstrzygnięciach prawnych zawiłości przez właściwe sądy. Należy zwrócić uwagę (...), że naprawę powierzono firmie, która była na skraju upadłości, praktycznie uniemożliwiała egzekwowanie odpowiedzialności z tytułu gwarancji lub rękojmi za wykonane prece”. Protokół podpisał Grzegorz Słyszyk, pełnomocnik zarządu MTK.

— Nie pamiętam, jaka firma naprawiała dach, ale nie wydaje mi się, że był to Przemysłobud — mówi Jan Hoppe.

Wcześniej na łamach gazet Hoppe mówił, że dach został poprawiony. Ale jak?

Inne narzekania

Barbara Hanlon, obecny członek zarządu MTK, obywatelka brytyjska, mówiła na majowym zgromadzeniu wspólników także o niegospodarności Jana Hoppego. Tak relacjonowała: 28 marca 2002 r. zamówił sobie samochód za 200 tys. zł — w czasie drastycznych cięć finansowych w MTK. Tłumaczył, że kupił go, bo po napadzie jego uszkodzone auto nie nadawało się do użytku.

A inne zarzuty pod adresem byłego prezesa MTK? Czytamy, że dążył do powiększenia zadłużenia spółki — zabezpieczeniem miał być majątek wystawienniczej firmy.

„Wszystkie przytoczone działania prezesa Hoppe dla zewnętrznego obserwatora mogą kojarzyć się z zamiarem doprowadzenia do upadłości firmy. Wyrazem tego była dramatyczna sytuacja na zgromadzeniu wspólników 18 czerwca 2002 r., na którym Hoppe powtórzył, że jeśli do końca czerwca firma nie zostanie dokapitalizowana, to prezes Hoppe składa wniosek o upadłość spółki” — widnieje w dokumentach z maja 2003 r.

— Zarzuty są bezpodstawne! — kwituje po prostu te pretensje Jan Hoppe.

W listopadzie 2002 r., w przejściowym okresie, kiedy z MTK miał odejść Hoppe, na jego miejsce zagraniczny inwestor powołał Roberta Białczyka. Ten twierdzi, że żmudnie dochodził, jakimi to sprawami zajmował się jego poprzednik i jaki był ich ówczesny stan. Powodowało to wiele perturbacji w firmie. No, ale to już drobiazg...

Słoneczna Nikozja

Jana Hoppego odwołano 1 grudnia 2002 r. Domagał się potem od MTK odszkodowania — około 400 tys. zł. Sprawa trafiła do sądu.

— Rzeczywiście, jestem w konflikcie prawnym z MTK. Pierwsza sprawa dotycząca rozwiązania umowy zakończyła się porozumieniem, ale nie do końca została wyjaśniona i zamknięta — twierdzi Jan Hoppe.

18 stycznia 2001 r. pakiet kontrolny w MTK przejął Expocentres Eastern Europe z Nikozji. Od kogo cypryjski inwestor nabył pakiet kontrolny? Od Jana Hoppego i Tadeusza Burzca. Jak to możliwe? Na ten temat można napisać książkę... I tą sprawą zajęła się już katowicka prokuratura.

— Prowadzimy w śledztwie wątek dotyczący niegospodarności. Sprzedaż udziałów MTK może być wyłączona do odrębnego postępowania — wyjaśnia Tomasz Tadla, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

W dużym skrócie: w 1992 r. gmina Katowice, skarb państwa (SP), spółka Przedsiębiorstwo Widowiskowo-Rozrywkowe Spodek oraz Regionalna Izba Gospodarcza (RIG) utworzyły spółkę MTK. Zamiar? Niech nowa firma zajmie się działalnością wystawienniczą, która wcześniej była w gestii państwowego Ośrodka Postępu Technicznego (OPT). Miejsce? To samo — w Katowicach, niedaleko ośrodka telewizyjnego. Gmina Katowice miała 36 udziałów, SP — 28, Spodek — 20, RIG — 16. Do rady nadzorczej MTK weszli zatem przedstawiciele skarbu państwa, katowickich władz samorządowych — m.in.: Jerzy Śmiałek, Wojciech Boroński, Andrzej Czarnik, Tadeusz Donocik (prezes RIG). To oni, reprezentując skarb państwa, zdecydowali w 1993 r. o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki o 100 proc. i zgodzili się na objęcie tych udziałów przez wskazanych przez nich nabywców — panów Hoppego i Burzca. Ci objęli po 50 udziałów — i od tego czasu mieli decydujący głos we wszystkich sprawach w MTK. Skarb państwa i gmina Katowice de facto utraciły w spółce wpływy. I kontrolę nad jednym z najważniejszych centrów wystawienniczych w Polsce — kompleksem odwiedzanym średnio rocznie przez 250 tys. osób.

Panowie rządzili niepodzielnie przez 10 lat. Co dwa lata zamieniali się: jeden był prezesem, drugi — wiceprezesem. Pod koniec lat. 90 postanowili sprzedać udziały — firma dobrze prosperowała. Aby zwiększyć powierzchnie wystawienniczą i podnieść wartość MTK, zdecydowali o budowie hali, której pisany był dramatyczny los.

W 1998 r. Regionalna Izba Gospodarcza, skupiająca śląskich przedsiębiorców, sprzedała 15 udziałów swemu prezesowi Tadeuszowi Donocikowi, wówczas wiceministrowi gospodarki. Pytanie: czy było to zgodne z ustawą antykorupcyjną?

Potem Donocik odstąpił swe udziały Janowi Hoppemu, a ten — cypryjskiej firmie Expocentres Eastern Europe — w styczniu 2001 r. Udziałów pozbył się też Tadeusz Burzec. Za ile? Tajemnica handlowa, ale mogli otrzymać nawet 15 mln zł (choć to tylko wyliczenia szacunkowe).

Od 2002 r. MTK zaczęły popadać w tarapaty finansowe. To może oznaczać, że zagraniczny inwestor kupił kota w worku! Czyżby nie wiedział, że nowo wybudowana hala pełna jest usterek?

W maju 2002 r. na nadzwyczajnym zgromadzeniu wspólników Roger Shoshoua, reprezentujący spółkę Expocentres Easten Europe (EEE), powiedział (cytat z dokumentów): „Firma jest praktycznie bankrutem”. Inwestor dofinansował zatem MTK, udzielając spółce pożyczek. Dlatego przetrwała. Wtedy pewnie EEE też nie wiedziała, że w 2005 r. kończy się dzierżawa obiektów i terenów MTK... Na razie została automatycznie przedłużona, ale wojewoda śląski może ją — z rocznym wypowiedzeniem — rozwiązać. O tym Jan Hoppe dobrze wiedział.