Dwa spotkania rady nadzorczej ET nie wystarczyły, by do zarządu spółki weszli przedstawiciele Elektrimu.
Piątkowe posiedzenie rady nadzorczej Elektrimu Telekomunikacja (ET) nie przyniosło rozstrzygnięć w sporze między Elektrimem (49-proc. udziałowcem spółki) a Vivendi, francuskim koncernem medialnym, do którego należą pozostałe papiery ET.
— Elektrim w jednej uchwale zaproponował dwóch przedstawicieli do trzyosobowego zarządu. Taka propozycja musiała być odrzucona — mówi Aleksander Kobecki, reprezentujący ET.
Obecnie zarząd spółki, która podobnie jak Elektrim rości sobie prawa do 48 proc. udziałów Polskiej Telefonii Cyfrowej, tworzą osoby związane z Vivendi. Zmiany personalne, polegające na wprowadzeniu do zarządu ET dwóch przedstawicieli Elektrimu, nakazał londyński trybunał arbitrażowy, który zajmuje się kwestią unieważnienia trzeciej umowy inwestycyjnej. To porozumienie reguluje m.in. podział wpływów w zarządzie ET.
— Przysługuje nam prawo do powołania dwóch osób do zarządu ET — komentuje Ewa Bojar, rzecznik Elektrimu.
Przed tygodniem, podczas pierwszej części posiedzenia rady, Elektrim zaproponował uchwałę, w myśl której w spółka miała mieć dwóch reprezentantów w pięcioosobowym zarządzie. Francuzi ją odrzucili i zarząd pozostał trzyosobowy.
Terminu kolejnego spotkania rady ET nie wyznaczono. Przerwę, bezterminową, ogłoszono natomiast w obradach rady nadzorczej Carcomu, spółki także pozostającej pod wpływami Vivendi (Carcom ma 1,9 proc. PTC). W zarządzie Carcomu Elektrim też nie ma przedstawicieli.