Adam L. Kalus: W gospodarce nadal funkcjonują podmioty uprzywilejowane
Ze wszystkich stron sceny politycznej słyszymy zgodny chór deklaracji, że w gospodarce wolnorynkowej małe i średnie przedsiębiorstwa (MSP) zajmują miejsce szczególne, że należy wspierać ich rozwój, udzielać pomocy, popierać itp. Rzeczywistość pokazuje, iż są to deklaracje puste i nie poparte żadnymi czynami. Natomiast władza w sposób wyraźny i zauważalny wspiera podmioty duże, szczególnie monopolistów.
Gdy wielkie przedsiębiorstwo, pokroju Ursusa, Łucznika lub Huty Katowice, znajdzie się w tarapatach — to pochyla się nad nim najpierw resort, potem KERM, a wreszcie cały rząd. Natomiast małym i średnim przedsiębiorcom z pomocą nie przychodzi nikt. Z punktu widzenia władzy jest to nawet zrozumiałe — wszak małe nie są społecznie ważne, ich upadek nie generuje wielkiej liczby bezrobotnych, a i z punktu widzenia ewentualnych synekur nie są tak atrakcyjne, jak przedsiębiorstwa wielkie. Trudniejsze do zrozumienia i zaakceptowania są jednak te działania władzy, w których pozycje monopolistów jeszcze wzmacnia się regulacjami prawnymi.
Dobitnym tego przykładem jest rozporządzenie ministra gospodarki z 25 września 2000 r. w sprawie szczegółowych warunków przyłączenia podmiotów do sieci elektroenergetycznych. Otóż rozporządzeniem tym minister Janusz Steinhoff — również wicepremier i szef KERM, publicznie deklarujący się jako zwolennik MSP — upoważnił zakłady energetyczne do wyłączenia prądu tym odbiorcom indywidualnym i przedsiębiorcom, którzy dwa razy w ciągu kolejnych 12 miesięcy nie uregulują w terminie należności za prąd.
Aby nie narazić się na zarzut, że energetyka wykorzystuje pozycję monopolistyczną — minister przewidział, że takim odbiorcom zostanie dostarczony prąd na kartę. Pozbawiony stałej dostawy klient będzie mógł kupić określoną ilość prądu jak impulsy do budki tele- fonicznej, instalując „przedpłatowy układ pomiarowo-rozliczeniowy”. Energetyka wcześniej wymieni — oczywiście na koszt odbiorcy! — zwykły licznik na licznik dostosowany do karty. Wszystko po to, aby pozbawieni prądu nie mogli skutecznie skarżyć dostawcy o stosowanie praktyk monopolistycznych.
Przedmiotowe rozporządzenie jest tym bardziej niezrozumiałe, iż takie drastyczne zaostrzenie warunków płatności za energię elektryczną wprowadza się w okresie ekstremalnie drogich kredytów i zduszenia popytu krajowego. Minister gospodarki powinien wiedzieć, że zadłużenie popytu wewnętrznego dotyka szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa, które — aby nie zatrzymać produkcji — muszą stosować odroczone terminy płatności, kredyt kupiecki itp. Innych narzędzi wpływania na rynek i oddziaływania na konkurencję nie mają.
Reguły produkcji do magazynu oraz długie, nawet 60-dniowe terminy płatności za towar, są w krajach Europy Zachodniej standardem. A nasza gospodarka ma przecież nabierać cech normalności i upodobniać się do unijnej. Jednak monopoliści w Polsce — szczególnie energetyka, już od lat wymuszająca przedpłaty, finansowanie przez odbiorców prądu kosztów budowy urządzeń przesyłowych, itp. — dotychczas reguł rynkowych nie zaznali. Nie dosyć, że znajdują się w pozycji uprzywilejowanej, to jeszcze resort gospodarki ułatwia im życie kosztem małych i średnich przedsiębiorstw oraz kosztem społeczeństwa.
W tej całej sprawie istnieje jeszcze aspekt prawny. Ustalone w rozporządzeniu reguły handlowania są sprzeczne z art. 535 w związku z art. 555 kodeksu cywilnego oraz stanowią obejście ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Miejmy nadzieję, że UOKiK na sprytny manewr z kartą magnetyczną na prąd się nie nabierze. A jeżeli nie UOKiK, to rozporządzenie powinien zaskarżyć rzecznik praw obywatelskich.
Adam L. Kalus
jest prezesem Baupol Consulting Polska



