W gospodarce nadal funkcjonują podmioty uprzywilejowane

Adam L. Kalus
opublikowano: 2001-02-21 00:00

Adam L. Kalus: W gospodarce nadal funkcjonują podmioty uprzywilejowane

Ze wszystkich stron sceny politycznej słyszymy zgodny chór deklaracji, że w gospodarce wolnorynkowej małe i średnie przedsiębiorstwa (MSP) zajmują miejsce szczególne, że należy wspierać ich rozwój, udzielać pomocy, popierać itp. Rzeczywistość pokazuje, iż są to deklaracje puste i nie poparte żadnymi czynami. Natomiast władza w sposób wyraźny i zauważalny wspiera podmioty duże, szczególnie monopolistów.

Gdy wielkie przedsiębiorstwo, pokroju Ursusa, Łucznika lub Huty Katowice, znajdzie się w tarapatach — to pochyla się nad nim najpierw resort, potem KERM, a wreszcie cały rząd. Natomiast małym i średnim przedsiębiorcom z pomocą nie przychodzi nikt. Z punktu widzenia władzy jest to nawet zrozumiałe — wszak małe nie są społecznie ważne, ich upadek nie generuje wielkiej liczby bezrobotnych, a i z punktu widzenia ewentualnych synekur nie są tak atrakcyjne, jak przedsiębiorstwa wielkie. Trudniejsze do zrozumienia i zaakceptowania są jednak te działania władzy, w których pozycje monopolistów jeszcze wzmacnia się regulacjami prawnymi.

Dobitnym tego przykładem jest rozporządzenie ministra gospodarki z 25 września 2000 r. w sprawie szczegółowych warunków przyłączenia podmiotów do sieci elektroenergetycznych. Otóż rozporządzeniem tym minister Janusz Steinhoff — również wicepremier i szef KERM, publicznie deklarujący się jako zwolennik MSP — upoważnił zakłady energetyczne do wyłączenia prądu tym odbiorcom indywidualnym i przedsiębiorcom, którzy dwa razy w ciągu kolejnych 12 miesięcy nie uregulują w terminie należności za prąd.

Aby nie narazić się na zarzut, że energetyka wykorzystuje pozycję monopolistyczną — minister przewidział, że takim odbiorcom zostanie dostarczony prąd na kartę. Pozbawiony stałej dostawy klient będzie mógł kupić określoną ilość prądu jak impulsy do budki tele- fonicznej, instalując „przedpłatowy układ pomiarowo-rozliczeniowy”. Energetyka wcześniej wymieni — oczywiście na koszt odbiorcy! — zwykły licznik na licznik dostosowany do karty. Wszystko po to, aby pozbawieni prądu nie mogli skutecznie skarżyć dostawcy o stosowanie praktyk monopolistycznych.

Przedmiotowe rozporządzenie jest tym bardziej niezrozumiałe, iż takie drastyczne zaostrzenie warunków płatności za energię elektryczną wprowadza się w okresie ekstremalnie drogich kredytów i zduszenia popytu krajowego. Minister gospodarki powinien wiedzieć, że zadłużenie popytu wewnętrznego dotyka szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa, które — aby nie zatrzymać produkcji — muszą stosować odroczone terminy płatności, kredyt kupiecki itp. Innych narzędzi wpływania na rynek i oddziaływania na konkurencję nie mają.

Reguły produkcji do magazynu oraz długie, nawet 60-dniowe terminy płatności za towar, są w krajach Europy Zachodniej standardem. A nasza gospodarka ma przecież nabierać cech normalności i upodobniać się do unijnej. Jednak monopoliści w Polsce — szczególnie energetyka, już od lat wymuszająca przedpłaty, finansowanie przez odbiorców prądu kosztów budowy urządzeń przesyłowych, itp. — dotychczas reguł rynkowych nie zaznali. Nie dosyć, że znajdują się w pozycji uprzywilejowanej, to jeszcze resort gospodarki ułatwia im życie kosztem małych i średnich przedsiębiorstw oraz kosztem społeczeństwa.

W tej całej sprawie istnieje jeszcze aspekt prawny. Ustalone w rozporządzeniu reguły handlowania są sprzeczne z art. 535 w związku z art. 555 kodeksu cywilnego oraz stanowią obejście ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Miejmy nadzieję, że UOKiK na sprytny manewr z kartą magnetyczną na prąd się nie nabierze. A jeżeli nie UOKiK, to rozporządzenie powinien zaskarżyć rzecznik praw obywatelskich.

Adam L. Kalus

jest prezesem Baupol Consulting Polska

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót