W 2010 r. PKB ma wzrosnąć o ponad 4 proc.
Kryzys za nami — twierdzi fundusz inwestycyjny ING. Bank z tej samej grupy ma zupełnie inną wizję.
Tak optymistycznej prognozy jeszcze nie było. Według analityków ING TFI, w przyszłym roku gospodarka wróci do formy sprzed kryzysu. PKB ma, ich zdaniem, wzrosnąć o 4-4,5 proc. Oby mieli rację. Ekonomiści radzą jednak zachować bardziej umiarkowane oczekiwania.
Złoty okres
Analitycy ING TFI spodziewają się mocnego ożywienia w Polsce, mimo że dla światowej gospodarki nie mają zbyt optymistycznych prognoz.
— Rok 2010 będzie charakteryzował się dużą rozbieżnością w sytuacji gospodarczej poszczególnych regionów i krajów. Gospodarki rozwinięte [a to one przede wszystkim są odbiorcami naszego eksportu — przyp. red.] będą rozwijały się w tempie wolniejszym od długoterminowych średnich. Gospodarki wschodzące powrócą natomiast powyżej średnich —twierdzą analitycy ING TFI.
Mimo to sytuacja na polskim rynku pracy ma zacząć poprawiać się już od początku II kwartału 2010 r. Stopa bezrobocia wzrośnie do tego czasu do 12,5 proc. (w październiku bezrobocie wynosiło 11,3 proc.), po czym zacznie topnieć, by na koniec 2010 r. sięgnąć 11 proc.
Analitycy ING TFI wierzą też w złotego. Przez rok cena euro ma spaść o prawie 50 gr — do poziomu 3,70 zł na koniec 2010 r.
"Fundamentalnie złoty jest ciągle jedną z najbardziej niedowartościowanych walut wśród ryków wschodzących" — piszą autorzy analizy.
Zbyt różowo
Zarządzający funduszami ING idą z prognozami pod prąd. Większość bankowych prognoz mówi o dwukrotnie niższym wzroście PKB, na poziomie 2-2,5 proc. Co ciekawe, nawet koledzy z grupy ING zupełnie inaczej widzą przyszłość polskiej gospodarki. Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego (czyli tak naprawdę czołowy twórca prognoz makro w polskim ING), spodziewa się wzrostu PKB o 2,2 proc.
— Wzrost PKB w przyszłym roku na poziomie 4-4,5 proc.? To prawie niemożliwe. Daję takiemu scenariuszowi 5 proc. prawdopodobieństwa. Inwestycje, popyt konsumpcyjny, zapasy, eksport —wszystko to musiałoby pokazywać bardzo dobre wyniki —mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.
Jego zdaniem, powodów do takiego optymizmu nie ma.
— Z gospodarki dobiegają dwoiste sygnały. Produkcja przemysłowa może i radzi sobie dobrze, dzięki odbudowywaniu zapasów, ale nie widać podstaw do wyraźnej poprawy na rynku pracy, czy w inwestycjach prywatnych — mówi Jakub Borowski.
W scenariusz kreślony przez ING TFI nie wierzy też Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.
— Ponieważ nie można żadnego scenariusza uznać za niemożliwy, dlatego ten nazwałabym bardzo mało prawdopodobnym. Nawet gdyby wszystkie kluczowe dla PKB parametry zaskoczyły pozytywnie, i tak nie wystarczyłoby to do wzrostu gospodarczego powyżej 4 proc. — twierdzi Maja Goettig.