W Internecie szuka się informatyków

Anna Smolaga
opublikowano: 2000-07-03 00:00

W Internecie szuka się informatyków

Przybywa portali rekrutacyjnych

SERWIS JEST TANI: Uruchomienie serwisu mieściło się w moich możliwościach finansowych. Jednak aby go zareklamować, musiałem pozyskać inwestora, który objął 24,5 proc. udziałów — twierdzi Maciej Krzysztofik, właściciel www. jobs.pl.

Za kilkaset złotych można uzyskać 2-6 tygodni emisji najprostszego ogłoszenia rekrutacyjnego na specjalistycznym serwisie internetowym. Tą drogą najczęściej poszukuje się informatyków. Wyższą kadrę menedżerską namawia się do zmiany pracy w czasie spotkań w cztery oczy.

W latach 1998-99 ruszyły specjalistyczne serwisy z ogłoszeniami o pracy. Oferty zatrudnienia można także znaleźć w witrynach gazet codziennych. Sieciową rekrutacją nie gardzą też agencje doradztwa personalnego.

— Oferty naszych klientów zamieszczamy na naszej stronie internetowej. Nie jest to jednak jedyny sposób rekrutacji, z jakiego korzystamy — mówi Piotr Bielawski, konsultant działu ogłoszeń SMG/KRC.

Przez Internet z firmami rekrutacyjnymi kontaktuje się mniej niż połowa poszukujących pracy.

— Zgłoszenia za pośrednictwem sieci stanowią około 40 proc. trafiających do nas aplikacji — twierdzi Paweł Bojko, konsultant ds. rozwoju firmy JOB Center.

Dla innych headhunterów sieć ma jeszcze mniejsze znaczenie.

— Poprzez Internet spływa do nas codziennie 15 życiorysów. Pocztą przychodzi ich trzy razy więcej — dodaje Ewa Kotlicka przedstawicielka BEAVER.

Specjalizacja popłaca

Na tym tle zainteresowanie firmami wykorzystującymi do rekrutacji tylko Internet nie wygląda źle.

— Dziennie dociera do nas 50-100 aplikacji osób zainteresowanych zmianą pracy — mówi Maciej Krzysztofik, właściciel serwisu www.jobs.pl.

— Miesięcznie odwiedza nas około 150 tys. osób. Generują one ponad milion odsłon naszego serwisu — dodaje Jacek Topolski z firmy Jobs & Adverts Polska, prowadzącej serwis jobpilot.pl.

Koszt zamieszczenia ogłoszenia na serwisie rekrutacyjnym wynosi 100 do 3 tys. zł za 2 do 6 tygodni emisji. Niektóre serwisy dają też możliwość poszukiwania pracowników nie tylko wśród polskich użytkowników sieci. Skorzystanie z pośrednictwa polskiego serwisu w zleceniu kilkumiesięcznej emisji ogłoszenia na kilkudziesięciu obcojęzycznych stronach o podobnym charakterze może kosztować nawet 10 tys. USD.

Serwisy rekrutacyjne to jednak nie tylko emisja ogłoszeń pracodawców. Poprzez specjalne formularze pozwalają osobom szukającym nowej pracy zostawiać swoje dane. Za możliwość przeglądania tak stworzonej bazy danych firmy muszą zapłacić ok. 2,5 tys. miesięcznie.

Istnieje też możliwość bliższego związania się z serwisem rekrutacyjnym. Na okres nie krótszy niż 6 miesięcy firmy mogą wykupić abonament na zamieszczanie ofert pracy, przeglądanie bazy danych kandydatów lub zamieszczenia informacji o firmie. Podpisanie umowy umożliwia klientowi dostarczenie materiałów i publikację ofert w dowolnym terminie objętym abonamentem.

Aby zarabiać na tego typu usługach, wystarczy zrezygnować z dobrej klasy samochodu lub kawalerki w Warszawie.

— Dwa lata temu na uruchomienie serwisu rekrutacyjnego wydałem 100 tys. zł. Sprzęt komputerowy pochłonął około 50 proc. tej kwoty. Obecnie jest to bardziej kosztowne przedsięwzięcie. Najtrudniej jest oczywiście rozreklamować serwis. Na to zawsze brakuje pieniędzy — zauważa Maciej Krzysztofik.

Poszukiwani informatycy

Klientami tego typu serwisów są najczęściej duże firmy. Przez sieć szukają one najczęściej osób związanych zawodowo z informatyką.

— Nie wykorzystujemy Internetu, jeśli szukamy hutników czy kowali artystycznych, bo nie uzyskalibyśmy zamierzonego efektu — dodaje Grażyna Krupińska, dyrektor agencji doradztwa personalnego Recruitment International Poland.

— Jeżeli poszukujemy pracownika marketingu dla firmy z sektora informatycznego, to korzystamy z Internetu. Dla firm z innych branż tego typu pracowników poszukujemy jednak poza siecią — tłumaczy Ewa Kotlicka.

Możesz zainteresować się również: