Akcje spółki W.Kruk zadebiutowały na giełdzie ceną równą ofercie publicznej. Później wycena spółki spadła jednak o 9 proc. To wina słabego rynku, nie firmy — twierdzą analitycy.
W.Kruk to czwarta spółka, która w tym roku debiutowała na GPW. Firma jest jedynym przedstawicielem branży produkującej luksusowe wyroby. Ofertę publiczną i debiut trudno określić jako sukces.
W ofercie publicznej udało się sprzedać tylko dwie trzecie oferowanych walorów. Część analityków uznała, że była ona zbyt duża, by mógł ją wchłonąć rynek.
— Nie rozumiem takiego podejścia. Zwykle analitycy narzekają na zbyt małą płynność, tym razem odwrotnie. Podobnie jest z funduszami inwestycyjnymi, które do tej porty twierdziły, że nie mają możliwości lokowania kapitałów. Gdy pojawia się płynna spółka, fundusze nie są zainteresowane — komentuje Piotr Kamiński, wiceprezes GPW.
Przedstawiciel zarządu GPW przyznał jednak, że przy obecnej sytuacji na rynku trzeba grać ostrożnie. Zaraz jednak dodał, że W.Kruk to ciekawa alternaty- wa inwestycyjna dla giełdowych graczy.
Inwestorzy nie zaufali jednak spółce. Cena debiutu wprawdzie wyniosła 35 zł i była identyczna jak w ofercie publicznej, ale już po kilku minutach od otwarcia kurs spadł o 8 proc. — do 32,20 zł.
Zarząd nie krył rozczarowania.
— Oczekiwaliśmy wzrostu wartości spółki — mówi Jan Rosochowicz, prezes W.Kruk.
W trakcie sesji kurs się wahał, ostatecznie spadek wyniósł 9 proc.
— Od kilku dni panuje nerwowa sytuacja na rynku. Dlatego kurs akcji W. Kruk spada. Moim zdaniem, nie ma jednak do tego podstaw fundamentalnych — mówi Katarzyna Perzak, analityk DM BIG BG.