W kwestii domen pojawia się porządek

Kamil Kosiński
opublikowano: 2004-09-01 00:00

Cybersquaterzy dostali po łapach. Tak można skomentować wyrok w sprawie Microsoft przeciwko Robertowi Rudeckiemu.

Do niedawna, po wpisaniu do przeglądarki internetowej adresu www.microsoft.pl lub www.microsoft.com.pl nie trafiało się na lokalną stronę software’owego giganta. Powód? Niejaki Robert Rudecki zarejestrował te domeny wcześniej od korporacji Billa Gatesa. Było to możliwe z dwóch przyczyn. Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK), będąca głównym dysponentem domen zakończonych literami pl, w większości przypadków sprzedawała je na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, a międzynarodowe koncerny początkowo wcale się nie paliły do rejestrowania domen lokalnych, wychodząc z założenia, że adresy globalne, np. z zakończeniem com, w zupełności im wystarczą.

Od strony praktycznej

Podejścia NASK nikt właściwie nie neguje.

— Z jednej strony, w przypadku takich renomowanych znaków towarowych jak Microsoft, NASK mógłby wykazać większą czujność i nie rejestrować adresów na nich bazujących zupełnie przypadkowym osobom. Z drugiej, nie można jednak w jakiś wyjątkowy sposób traktować tylko części znaków towarowych. Przed zarejestrowaniem jakiejkolwiek domy NASK musiałby więc sprawdzać w Urzędzie Patentowym, czy nazwa, na której domena bazuje, nie jest chroniona, a jeśli tak, to kto jest właścicielem praw do niej. To zaś byłby zupełny absurd — uważa Daniel Hasik, prawnik z kancelarii T. Komosa i Wspólnicy, reprezentującej w Polsce Linklaters.

Powodowało to jednak, że proceder rejestrowania adresów internetowych bez faktycznej intencji ich używania, a jedynie w celu ich późniejszej odsprzedaży nasilał się. W przypadku realizacji transakcji, cybersquating — bo o nim mowa — mógł być dochodowym zajęciem. Prawo do posługiwania się przez rok adresem w domenie pl to 200 zł netto. W przypadku com.pl — 150 zł. Ceny osiągane na rynku wtórnym za przekazanie domeny miały dochodzić nawet do 100 tys. zł. Zazwyczaj jednak oscylowały w okolicach 20-40 tys. zł.

Po orzeczeniu

Odzyskanie domeny bez zapłacenia frycowego nie było sprawą łatwą. Przykładem może być spór o adresy centrumjanki.pl i centrumjanki.com.pl. Zarejestrowała je firma First Press. Spółka Centrum Handlowe Janki, prowadząca w Jankach pod Warszawą centrum handlowe, uznała to za nieuczciwą konkurencję. Korzystała co prawda z domeny centrum-janki.pl, ale wyszukiwarki internetowe jako pierwsze pokazywały odsyłacze do adresów First Press. Dopiero po dwóch latach sądowych przepychanek obie firmy zawarły ugodę. Jej szczegóły nie są znane.

Znany jest za to finał sprawy wspomnianego na początku Roberta Rudeckiego. 22 czerwca 2004 r., X wydział gospodarczy Sądu Okręgowego w Łodzi wydał wyrok kończący jego działalność. Nakazał też m.in. zapłacenie Microsoftowi 39,3 tys. zł. 10 sierpnia 2004 r. odrzucił protesty Roberta Rudeckiego i wyrok uprawomocnił się.

— Finał tej sprawy i podobnych, w tym zapadłe już orzeczenia sądu polubownego przy PIIT, z pewnością doprowadzą do ucywilizowania cyberprzestrzeni i spadku liczby zawłaszczeń domen. Walka z piractwem morskim trwała długie wieki, w przypadku internetu możemy mieć uzasadnioną nadzieję na znacznie szybsze rozwiązanie problemu — komentuje Szymon Gogulski, partner w kancelarii Sołtysiński, Kawecki & Szlęzak.

Różnie bywa

Spory domenowe to jednak nie zawsze wynik działania cwaniaków żerujących na cudzym gapiostwie. Microsoft już domaga się oddania innej domeny przez firmę Home.pl, która cybersquaterem nie jest. Poza tym zdarza się, że w przypadku gdy producent nie operuje bezpośrednio na polskim rynku, dystrybutor rejestruje domenę w dobrej wierze. Bierze na siebie koszty promocji. Problemy pojawiają się, gdy dotychczasowi partnerzy handlowi się pokłócą i dojdzie do rozwiązania umowy dystrybucyjnej lub gdy właściciel marki chce bezpośrednio wejść na polski rynek, korzystając z tego, że dystrybutor rozkręcił już sprzedaż do odpowiedniego poziomu. Poza tym wystarczy, by adres WWW zawierał nazwę popularną w jakiejś niszy rynkowej, aby przedsiębiorca posługujący się nim ściągał na swoją stronę klientów konkurencji. Korzyści z takich działań trudno oszacować, ale bez wątpienia istnieją. Czy więc wyrok w sprawie Microsoft przeciwko Robertowi Rudeckiemu naprawdę coś zmieni?

— Orzeczenie to niewątpliwie wpłynie na osoby, które dotychczas uważały, że można bezkarnie prowadzić takie działania. Z mojego doświadczenia wynika, że w Polsce problemy z domenami pojawiają się najczęściej, kiedy ktoś rejestruje adres nawiązujący do znaku towarowego znanego globalnie lub przynajmniej w innej części świata, a następnie próbuje go po prostu odsprzedać za duże pieniądze — dodaje Daniel Hasik.