Wspierana przez największego producenta ropy należącego do OPEC listopadowa decyzja kartelu o utrzymaniu niezmienionego wydobycia surowca była szeroko krytykowana przez innych członków organizacji. Komentatorzy spekulowali, że może być to polityczny ruch Arabii Saudyjskiej wymierzony przeciwko takim producentom ropy jak Rosja czy Iran. W strategii Saudyjczyków dopatrywano się też chęci wyeliminowania z rynku amerykańskich producentów ropy z łupków. Po niespełna czterech miesiącach saudyjski minister nie ma jednak wątpliwości, że jesienią podjęcie walki o utrzymanie udziałów rynkowych kosztem zaakceptowania niższych cen było jedyną słuszną decyzją.
- W ciągu ostatnich ośmiu miesięcy, przy nadwyżce ropy na rynku, wzywano Arabię Saudyjską do przeprowadzenia głębokich cięć produkcji. Takie podejście wypróbowano w latach 80-tych i nie zakończyło się to sukcesem. Dlatego nie popełnimy drugi raz tego samego błędu – powiedział w wystąpieniu Ali Ibrahim Naimi.
Zwrócił uwagę, że w rzeczywistości pozycja kartelu OPEC jest dzisiaj nawet gorsza niż ta, którą kartel dysponował on trzydzieści lat temu. Kraje spoza OPEC mają znacznie większy udział w rynku i dlatego do jego zrównoważenia potrzeba współpracy z innymi producentami. W tym miejscu pojawia się jednak zasadniczy problem, komentuje portal BusinessInsider. Ali Ibrahim Naimi przyznał w ten sposób, że do zrównoważenia rynku potrzeba współpracy takich krajów jak USA czy Kanada. Namówienie ich do tego może okazać się karkołomnym zadaniem, a to dlatego że nie mają one podobnego interesu podtrzymywania cen ropy na wyższym poziomie.
