Pan Zagłoba zwykł mawiać „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Zapewne pan Zagłoba, mimo całego swojego dowcipu, miałby poważne kłopoty z rozpoznaniem współczesnej rzeczywistości, a rynku kapitałowego w szczególności. Ale, na szczęście, nie on odpowiada za ład i porządek na tym rynku, za przestrzeganie elementarnych zasad ładu korporacyjnego. Odpowiadają za to, po pierwsze: instytucje na tym rynku operujące, które są do tego zobowiązane i prawem, i regulacjami wewnętrznymi, po drugie: instytucje kontrolne. A mimo to, na razie... Tatarzyn za łeb trzyma, tzn. „grupa trzyma giełdę”.
Dziwne, mówiąc eufemistycznie, zjawiska poza- i pararynkowe, i takież porozumienia, które opisywaliśmy wielokrotnie na przełomie roku, a które występowały pomiędzy największymi funduszami emerytalnymi i inwestycyjnymi, winny chyba u kierownictw tychże funduszy wywołać refleksję i spowodować wdrożenie skutecznych kontroli obowiązujących procedur wewnętrznych i postaw ludzi. W końcu to instytucje zaufania publicznego, obracające powierzonymi pieniędzmi, więc winny być — jak żona Cezara — poza wszelkimi podejrzeniami. I nawet w niektórych funduszach takie kontrole wewnętrzne — jak usłyszeliśmy — przeprowadzono. W najsprawniejszych już po kilku godzinach postawiono diagnozę: u nas wszystko jest w porządku. Rozumiem, że zapytano zainteresowanych: u nas wszystko w porządku? — Tak. — A, to gratuluję i dziękuję. Innym dojście do tej konkluzji zajęło nieco więcej czasu. Słowem: wszystko się zgadza, oprócz... kasy. Aha, no i... prokuratora.
Procederem interesowała się już od dawna Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Nasze publikacje z końca zeszłego roku oraz późniejsza reakcja środowiska wsparły i wzmocniły determinację KPWiG w wyjaśnianiu opisanych spraw. Na efekty nie trzeba było zbyt długo czekać. Do prokuratury wpłynął pierwszy, bardzo brzemienny wniosek. Pierwszy, ale nie ostatni. Teraz wszystko w rękach specjalistów z prokuratury. Trudno być nadmiernym optymistą i oczekiwać szybkiego wyświetlenia spraw, postawienia konkretnych zarzutów. Tym bardziej że i materia skomplikowana, i wiedza prokuratorów o meandrach rynku kapitałowego niezbyt okazała, a z pewnością mniejsza niż tych, którym stawiane są zarzuty.
Paradoksalnie jednak to, czy zostaną postawione konkretne zarzuty, czy zapadną konkretne wyroki, ma co prawda kolosalne znaczenie dla zainteresowanych, ale z punktu widzenia działania rynku jest ważne tylko o tyle, o ile wszystkie obecne na tym rynku podmioty zechcą wyciągnąć z tego wnioski. Pełne wyjaśnienie spraw, o których mówi od dawna całe środowisko, jest niezbędne do oczyszczenia atmosfery, być może wyznaczenia nowych standardów. Nie mamy co prawda złudzeń, że raz na zawsze uda się wyeliminować nieczyste zagrywki z rynku finansowego. Bo tam, gdzie są pieniądze, duże pieniądze, tam zdarzają się ludzie o nadmiernych apetytach, za to mniejszych skrupułach, ale bez tego z kolei trudno mówić o dalszym, na co przecież wszyscy liczą, rozwoju rynku funduszy. Pod jakąkolwiek postacią. Gdyż zaufanie, przejrzystość reguł są na tym rynku bezcenne.