Największy producent aut w Polsce — Volkswagen Poznań — zatrudnia 11 tys. osób w czterech zakładach. Taśmy produkcyjne fabryk zlokalizowanych w Poznaniu, Swarzędzu i we Wrześni opuszczają volkswageny caddy, transporter, crafter oraz auta marki MAN TGE. W drugiej połowie 2020 r. ma ruszyć produkcja kolejnej generacji modelu caddy. Jednak ze względu na znaczące obniżki na rynkach zbytu oraz z chęci minimalizowania strat spółka zdecydowała się stopniowo zmniejszyć liczbę zatrudnionych. Do końca 2021 r. liczba pracowników zostanie zredukowana o 4 proc.

— Prognozowany, zmniejszony popyt na nowe samochody wymaga już teraz podjęcia stanowczych kroków i dopasowania zapotrzebowania na personel do średnioterminowych planów produkcyjnych. To będzie oznaczało, że pracę w Volkswagen Poznań zakończy do końca 2021 r. około 450 pracowników, głównie będą to osoby z umowami na czas określony — mówi Jens Ocksen, prezes zarządu Volkswagen Poznań.
Koncern zapewnia, że cały czas szuka optymalnych rozwiązań.
— Obecnie prowadzone są rozmowy ze związkiem zawodowymNSZZ Solidarność na temat organizacji pracy i możliwości wdrożenia rozwiązań wspomagających, dodatkowych, jak np. insourcing czy dalsze inwestycje w przekwalifikowanie personelu, co mogłoby uratować część miejsc pracy — mówi Jolanta Musielak, członek zarządu ds. personalnych i organizacji VW Poznań.
Decyzja Volkswagena rodzi pytania o los pracowników innych polskich fabryk motoryzacyjnych. Toyota — na razie — nie planuje zwolnień.
— Naszym priorytetem jest zapewnienie stabilności zatrudnienia. Na obecną chwilę nie dysponujemy też danymi, które zmuszałyby nas do podejmowania decyzji o redukcji personelu. Na początku maja wystartowaliśmy w pełnym składzie osobowym. Mamy nadzieję, iż sytuacja na rynku motoryzacyjnym wkrótce się ustabilizuje i wrócimy do pełnej wydajności produkcyjnej — mówi Grzegorz Górski z Toyota Motor Manufacturing Poland.
Fabryka Fiat Chrysler Automobiles w Tychach w miniony piątek przedłużyła okres zawieszenia produkcji do 24 maja. Przy tyskich taśmach pracuje ponad 2 tys. osób. Przestój od połowy marca oznacza stratę w produkcji rzędu 50 tys. aut (przed pandemią fabrykę opuszczało średnio 1 tys. samochodów dziennie). Bedą zwolnienia? Przedstawiciele FCA zapewnili, że „na chwilę obecną nie mają planów redukcji zatrudnienia”. Jednak zdaniem ekspertów, jeśli popyt na nowe auta szybko nie wzrośnie, zwolnienia pracowników z pewnością nie skończą się na Volkswagenie.
— Fabryki producentów i ich poddostawcy musza dostosować poziom zatrudnienia do nowej rzeczywistości i niższych zamówień — mówi Paweł Gos, prezes Exact Systems.
Dodaje, że decyzja Volkswagena to dopiero początek.
— Przewidujemy dalsze cięcia stałego zatrudnienia w polskich i europejskich fabrykach. Tarcza antykryzysowa i programy pomocowe jedynie wydłużyły okres zamrożenia zwolnień grupowych. Konsumenci muszą wrócić do zakupów nowych samochodów — dodaje Paweł Gos.
W opinii Wojciecha Drzewieckiego, szefa Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, trudno jednoznacznie określić, jaka może być skala zwolnień.
— Zwolnienia w polskich zakładach produkujących samochody nie są ściśle związane z sytuacją panującą u nas w kraju, gdyż tu obserwujemy lekkie ożywienie. Jednak Polska to nie cała Europa, a to właśnie rynki europejskie są głównym odbiorcą aut u nas produkowanych. Wciąż na największych rynkach europejskich, we Włoszech, Francji czy w Niemczech, pandemia znajduje odzwierciedlenie w niskim poziomie sprzedaży, co finalnie przekłada się na produkcję — wyjaśnia Wojciech Drzewiecki.
Dodaje, że powrót do poziomu produkcji sprzed pandemii zajmie sporo czasu. A im proces powrotu będzie dłuższy, tym więcej wypowiedzeń będzie wręczanych.
Sprawdź program webinaru "Zwolnienia pracowników na odległość", 15 czerwca 10:00 >>