W następnej kadencji — zupełnie nowe rozdanie

opublikowano: 06-06-2018, 22:00

Być może EPL pozostanie frakcją największą, ale PE zapowiada się bardziej rozproszony między różnych uniosceptyków.

Wobec rozkręcającej się prekampanii samorządowej (kampania zacznie się wraz z wydaniem przez premiera rozporządzenia, czyli najwcześniej od 16 lipca), wybory do Parlamentu Europejskiego to jeszcze melodia przyszłości. Odbędą się w 27 państwach w dniach 23-26 maja 2019 r., u nas w kończącą ów długi weekend niedzielę. Jednak eurokampania również już wystartowała. W dniach 6-9 czerwca na corocznym konwentyklu, tym razem w Monachium, konsoliduje siły Europejska Partia Ludowa (EPL), czyli międzynarodówka chadecka najsilniejsza w UE i trzymająca lejce. Właśnie do niej należą wszyscy trzej obecni przewodniczący: Jean- -Claude Juncker (Komisja Europejska, luksemburska Chrześcijańsko-Społeczna Partia Ludowa); Donald Tusk (Rada Europejska, nasza Platforma Obywatelska); Antonio Tajani (Parlament Europejski, włoska Forza Italia). Tak się jednak składa, że obecnie wszystkie partie macierzyste trzech liderów zostały odstawione od krajowych rządów. EPL generalnie ponosi straty, topnieją jej szeregi na szczytach prezydentów i premierów. Tydzień temu chadecja poniosła ciężką stratę — w Hiszpanii socjaliści wysadzili premiera Mariano Rajoya. EPL pozostaje się pocieszyć, że w Austrii kanclerzem został Sebastian Kurz, a fotel w Niemczech utrzymała Angela Merkel.

To już ostatnia kadencja, w której reprezentanci chadecji kierują zarówno Komisją, jak i Radą Europejską.
Zobacz więcej

To już ostatnia kadencja, w której reprezentanci chadecji kierują zarówno Komisją, jak i Radą Europejską. Fot. Xinhua via ZUMA Wire-Forum

Zbiórka EPL zbiegła się z odgrzaniem w Polsce enty raz pogłosek, że właśnie do tej międzynarodówki może przystąpić… PiS. Oczywiście w kadencji 2019-24, a zależy to od wyników wyborów. PE obecnie liczy 751 eurodeputowanych, po brexicie postanowiono nie obsadzać wszystkich miejsc Zjednoczonego Królestwa i w 2019 r. zajętych zostanie tylko 705 foteli. Ale akurat Polska należy do państw, które skorzystają — po dokładnym przeliczeniu liczby mieszkańców wybierzemy 52 europosłów, gdy obecnie jest ich 51. Z całą pewnością straci EPL, która obecnie trzyma 219 foteli. Być może pozostanie frakcją największą, ale PE zapowiada się bardziej rozproszony między różnych uniosceptyków, z prawa i lewa. W krajowej walce o euromandaty PO i PiS w 2014 r. zremisowały — po 19. Z obecnych sondaży wynika, że za rok największy kawałek tortu z 52 miejsc wykroi PiS, może ponad 30. Taka reprezentacja w Brukseli i Strasburgu będzie łakomym kąskiem dla każdej grupy politycznej, być może zresztą stworzony zostanie jakiś nowy ponadnarodowy byt.

Hipotetyczny zwrot ku EPL radykalnie zmieniłby sytuację rządu PiS w relacjach unijnych. Istnieje jednak jeden warunek — od 2019 r. we frakcji chadeckiej nie mogłoby być… żadnego europosła PO. Wzajemna niechęć obu naszych największych partii na forum PE jest pochodną krajowych stosunków z Sejmu i Senatu. Symbolem może być kaplica w gmachu PE w Strasburgu — podczas comiesięcznych sesji w jej grafik na stałe wpisana jest msza katolicka, na którą wszystkich zaprasza Jan Olbrycht, europoseł PO. Jednak delegaci PiS, współtworzący grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, nigdy się na tę wspólną modlitwę nie zjawiają. Również na stałe w komputerowy grafik kaplicy wpisali, następnego dnia, mszę własną… © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / W następnej kadencji — zupełnie nowe rozdanie