W Odratransie rozgorzał konflikt

Bogdan Tychowski
opublikowano: 2003-01-09 00:00

W spółce Odratrans z siedzibą we Wrocławiu rozgorzał konflikt . Doszło do niego gdy Edward Ossowski, nowy prezes spółki, wręczył 136 osobom wypowiedzenia. Zwalniani są dzierżawcy barek i pchaczy. Prezes zapowiedział bowiem zwolnienie marynarzy, którzy byli na urlopach bezpłatnych i jednocześnie dzierżawili jednostki pływające. Taka sytuacja utrzymywała się od 1998 r., bo jak twierdzi Miłosz Ginter, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Odratrans Kotwica, taki warunek postawił poprzedni prezes. Dla Odratransu mogły pracować osoby dzierżawiące od spółki barkę lub pchacz.

Sprzeciw dzierżawców budzi również fakt, iż nowy prezes jest jednocześnie szefem konkurencyjnej spółki Żegluga Bydgoska. Uważają oni także, że ich zwolnienia to otwarcie furtki do likwidacji firmy i jej sprzedaży.

Odratrans, której podmiotami zależnymi są Odratrans-Porty, Odratrans-Stocznia i Śląski Wolny Obszar Celny, jest największym przewoźnikiem śródlądowym w Polsce. Udział firmy w całości przewozów towarowych w ostatnich latach wahał się w granicach 46-57 proc. Drugi co do wielkości armator Żegluga Bydgoska przewozi około 20 proc. wszystkich ładunków.

Ponad 70 proc. przewożonych szlakami śródlądowymi towarów to kruszywa i węgiel. Na Odratrans przypada około 60 proc. przewozów kruszywa i 77-83 proc. krajowych przewozów węgla kamiennego. Odrą transportuje się blisko 66 proc. wszystkich ładunków przewożonych drogą śródlądową, czyli 6,2 mln ton. Z tego na Odratrans przypada 70 proc., na Żeglugę Bydgoską około 13 proc., a 12 proc. na armatorów niemieckich.

Flota, którą dysponuje Wrocławski przewoźnik jest dość wyeksploatowana. Stopień jej dekapitalizacji oraz konieczność dostosowania do rygorystycznych wymagań technicznych obowiązujących w krajach Europy Zachodniej powodują, iż spółka ponosi co roku znaczne nakłady na modernizację.