W Opolu deweloperzy sprzedają tylko mieszkania

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2002-04-09 00:00

Rozwój opolskiego rynku nieruchomości ogranicza się tylko do rynku pierwotnego mieszkań. W mieście prawie w ogóle nie buduje się nowych obiektów biurowych i magazynowych.

Zapotrzebowanie na nieruchomości komercyjne na Opolszczyźnie zaspokaja się ograniczając się do adaptacji starego budownictwa na potrzeby przedsiębiorstw. Nowych obiektów biurowo-magazynowych nie oddano jeszcze do użytku. Sytuacja nieruchomości usługowych jest nieco lepsza, powstaje sporo supermarketów, takich jak Real czy Biedronka. Jednak największe perspektywy stoją przed deweloperami, którzy zajmują się budową obiektów mieszkalnych.

Nowych biurowców w mieście na razie nie ma w ogóle. W 2001 r. rozpoczęto budowę wielofunkcyjnego obiektu Copernicus Center w samym centrum miasta. Będzie to pasaż handlowo-usługowo-biurowy o powierzchni 12 tys. mkw.

— Powstaje także biurowiec budowany przez PZU, inwestor sprzedał już część obiektu. Poza Copernicus Center i biurowcem PZU w Opolu nie buduje się innych budynków biurowych — mówi Janina Jakimiak z opolskiego oddziału Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości.

Nie ma popytu także na nowoczesne magazyny.

— Zapotrzebowanie zaspokaja całkowicie infrastruktura poprodukcyjna po dawnych firmach budowlanych, których w Opolu działało bardzo dużo. Do tej pory nie wynajęto wszystkich istniejących obiektów. Tym bardziej nie ma zapotrzebowania na nowe magazyny — dodaje Andrzej Jakiel, szef Biura Obrotu Nieruchomościami Mediator w Opolu.

Pomyślnie rozwija się natomiast rynek nieruchomości mieszkaniowych, zwłaszcza nowo budowanych. Podobnie jak w większości miast polskich, w Opolu panuje moda na domki jednorodzinne i szeregowe. Centrum miasta zaczyna pełnić głównie funkcję usługowo-handlową i administracyjną. Coraz wyraźniej odczuwalna jest migracja na tereny podmiejskie.

— Opole jest w znacznym stopniu zasilane strumieniem pieniędzy z Zachodu, głównie z Niemiec. Wielu mieszkańców pracuje w Niemczech. Dzięki temu w mieście jest możliwy sukcesywny przyrost substancji mieszkaniowej. Większość deweloperów ma wyprzedaną powierzchnię w 90 proc. jeszcze przed zakończeniem budowy. Klienci najczęściej pytają o tereny lub domki jednorodzinne, położone w pewnej odległości od centrum, nie dalej jednak niż 15 km — mówi Andrzej Jakiel.

— Domki jednorodzinne z okresu międzywojennego także znajdują wielu nabywców. Ze względu na atrakcyjne położenie samej działki, opłaca się kupić nieruchomość i ją wyremontować — dodaje Janina Jakimiak.

Niesłabnącym powodzeniem cieszą się także niskie, dwupiętrowe bloki zlokalizowane w pewnej odległości od centrum, ale o dobrej infrastrukturze komunikacyjnej. Klienci najchętniej interesują się dwupokojowymi mieszkaniami o powierzchni nie przekraczającej 45 mkw.

Najmniejsze szanse na znalezienie nowych właścicieli mają mieszkania z tzw. wielkiej płyty. W ciągu dwóch ostatnich lat ceny za 1 mkw. mieszkań w blokowiskach spadły o blisko 10 proc.

— Ceny tych mieszkań stale spadają. Technologia wielkopłytowa nigdy nie cieszyła się popularnością w tym mieście. Była koniecznością narzuconą w latach 70. i 80. Cześć klientów biur nieruchomości, od razu odrzuca możliwość zakupu takiego mieszkania. Są świadomi, że bloki budowane były z myślą o funkcjonowaniu przez 40-60 lat, czyli w dość szybkim czasie przestaną nadawać się do użytku. Natomiast domki jednorodzinne mogą być użytkowane przez około 150 lat — opowiada Andrzej Jakiel. Jego zdaniem, blokowiska będą się coraz bardziej wyludniać.

— Dość dużo chętnych jest jeszcze na zakup mieszkań w blokach 4-piętrowych, nawet z rynku wtórnego — uważa Janina Jakimiak.