Przez 10 miesięcy tego roku do funduszy, inwestujących w obligacje korporacyjne, napłynęło netto 0,9 mld zł, a wartość aktywów przekroczyła 14 mld zł. Październik był już czwartym miesiącem z rzędu, kiedy te produkty cieszyły się większym wzięciem niż fundusze obligacji skarbowych. Nic dziwnego, bo kapitał przepływa zwykle tam, gdzie są szanse na wyższe stopy zwrotu.
W jednym kierunku
Piotr Święcik, zarządzający funduszem Novo Obligacji Przedsiębiorstw z oferty Opera TFI, przewiduje utrzymanie tendencji przepływów do połowy przyszłego roku.
— Za obligacjami skarbowymi nie przemawia ostatnio niska dochodowość i wysokie ryzyko strat na kapitale. Inwestorzy będą uciekać od aktywów narażonych na ryzyko stóp procentowych, a obligacje korporacyjne są na nie mało wrażliwe — uważa Piotr Święcik. Zgadza się z nim Grzegorz Zatryb, zarządzający funduszami obligacji w Skarbcu TFI.
— Po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych fundusze dłużne skarbowe poniosy straty. Należy liczyć się z tym, że do końca roku nie wyjdą na zero. Jest więc bardzo prawdopodobne, że w tej sytuacji klienci będą rozglądać się za alternatywą — mówi Grzegorz Zatryb. Ze względu na niesymetryczność ryzyka stopy procentowej dla rynku obligacji skarbowych i korporacyjnych temu drugiemu obecna sytuacja rynkowa właściwie nie przeszkadza, co przekłada się na względną stabilność.
— Oprocentowanie większości obligacji firm jest oparte na zmiennym kuponie, zależnym od stawki WIBOR, w związku z czym instrumenty te są tak naprawdę wyłączone z ryzyka stopy procentowej — mówi Emil Szweda z portalu Obligacje.pl. Piotr Święcik uważa, że fundusze obligacji korporacyjnych utrzymają stopy zwrotu zbliżone do notowanych obecnie. Od początku tego roku to średnio 2,3 proc Za stabilnością stóp zwrotu funduszy z tej grupy przemawiają, zdaniem eksperta, dwa czynniki. — Po pierwsze, jest to stabilny WIBOR. Po drugie, stabilny spread [a więc różnica między oprocentowaniem obligacji skarbowych i korporacyjnych o podobnym terminie wykupu — red.], mający nawet lekką tendencję do zmniejszania — wyjaśnia zarządzający Opery.
Trudny produkt
Względna stabilność rynku obligacji korporacyjnych nie oznacza jednak braku specyficznego ryzyka.
— Na tym rynku mamy do czynienia zasadniczo z dwoma rodzajami ryzyka. Po pierwsze, jest to, trudno mierzalna, szeroko rozumiana koniunktura. Z ostatnich danych makroekonomicznych wynika, że polska gospodarka ma się nie najlepiej, a ryzyko, że także czwarty kwartał tego roku okaże się słaby, jest spore. To zaś może przełożyć się na sytuację emitentów i ich wypłacalność. Dodatkowe zagrożenie stanowi zmiana przepisów, która umożliwiła spółkom bezkarne uciekanie w sanację. Mówiąc bardziej obrazowo, gdy podmiot popadnie w tarapaty, może schować się przed wierzycielami — mówi Piotr Święcik. Emil Szweda zwraca uwagę na problemy z dochodzeniem roszczeń, które jednak nie są nowością na tym rynku.
— Jednym z problemów, jakie obserwujemy na rynku obligacji korporacyjnych, jest słaba windykacja. W momencie, gdy dochodzi do niewypłacalności, ciężko jest wyegzekwować wierzytelność. Takie przynajmniej jest powszechne przekonanie. Należy jednak podkreślić, że z ryzykiem tym mamy do czynienia od lat — tłumaczy Emil Szweda.
Zdaniem Grzegorza Zatryba ze Skarbca TFI, obligacje korporacyjne tworzą pewnego rodzaju iluzję bezpieczeństwa.
— W przypadku obligacji korporacyjnych mamy do czynienia z wyceną liniową. W praktyce oznacza to, że niezależnie od tego, co dzieje się na rynku, wartość papierów się nie zmienia. Dopiero gdy mamy do czynienia np. z postępowaniem sanacyjnym, dochodzi do korekty. Natomiast w przypadku, gdy pogarsza się sytuacja gospodarcza i firmy muszą płacić wyższe oprocentowanie, nie jest to uwzględniane — twierdzi Grzegorz Zatryb. W przypadku funduszy inwestujących w obligacje korporacyjne dużym zagrożeniem może być też utrzymujący się przez dłuższy czas odpływ pieniędzy klientów, który zwiększa ryzyko płynności.
— Jeżeli wszystko idzie dobrze, to fundusze obligacji korporacyjnych rosną i wszyscy są zadowoleni. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy brakuje nowych napływów, a starzy inwestorzy wycofują kapitał. Obecna sytuacja Copernicusa jest tego dobrym przykładem — mówi zarządzający Skarbca. Fundusz Copernicus Dłużnych Papierów Korporacyjnych został postawiony w stan likwidacji, ponieważ nie zdołał realizować wypłat z niepłynnych papierów. Teraz zarządzający mozolnie próbują odzyskiwać wierzytelności. Ułomność rynku, zdaniem zarządzającego Skarbca, wynika przede wszystkim z dwóch powodów.
— Rynek obligacji korporacyjnych cechują dwie zasadnicze przywary. Pierwszą jest powszechny brak ratingów. To bardzo utrudnia lub wręcz uniemożliwia określenie rentowności instrumentów. Większość papierów nie jest także rozliczana przez KDPW. To rodzi problem z płynnością. Mówiąc dosadniej, rynek lokalny jest chronicznie niepłynny — uważa zarządzający Skarbca. Również zdaniem Piotra Święcika inwestowanie na tym rynku jest niemałym wyzwaniem.
— Obligacje korporacyjne to trudny produkt. Moim zdaniem, nie są przeznaczone dla klienta indywidualnego. Poziom wiedzy wymagany przy inwestowaniu w te instrumenty jest dużo wyższy niż w przypadku innych rozwiązań. Co więcej, na poziomie pojedynczego emitenta ryzyko jest wysokie. Niemniej fundusz ma instrumenty, które mogą je zmniejszyć, wobec czego na poziomie portfela jest ono zdywersyfikowane — twierdzi zarządzający Opery.


