
Obie kategorie wskaźników mają charakter wyprzedzający i historycznie dobrze sprawdzały się w prognozowaniu spowolnienia. Dużo trudniej jest jednak stwierdzić, że recesja już faktycznie nadeszła. Dane o zatrudnieniu są niezmiennie bardzo dobre, a bezrobocie pozostaje na bardzo niskim poziomie. Owszem, liczba wakatów w amerykańskiej gospodarce zaczęła się zmniejszać, ale rynek pracy nadal pozostaje niezwykle napięty. Szerokiego spowolnienia nie widać również w wynikach spółek. Zarówno dane z ubiegłego kwartału, jak i komentarze dotyczące obecnej sytuacji płynące z przedsiębiorstw nie wskazują na załamanie. Owszem, obecny sezon wynikowy ma swoich przegranych (niektóre dobra konsumenckie, elektronika, półprzewodniki), ale ich miejsce zajmują inne sektory, takie jak podróże czy gastronomia.
Stymulacja fiskalna, siła rynku pracy oraz utrzymująca się presja płacowa sprawiają, że trwałe pokonanie inflacji może nie być takie proste. Spadek z obecnych poziomów jest jak najbardziej możliwy, chociażby dzięki zachowaniu ropy naftowej i normalizacji łańcuchów dostaw. Trudno jednak oczekiwać, że Fed będzie w dłuższym okresie tolerował inflację na poziomie 4-5 proc. Przy obecnej trajektorii nie jest wcale oczywiste, że uda się trwale zejść poniżej tego progu, co z kolei wymagałoby utrzymania wyższych stóp procentowych na dłużej niż zakłada rynek. Dla Europy, która dopiero zaczyna odczuwać skutki rosnących cen prądu, może to być nie lada wyzwanie.
