Dualna polityka gospodarcza, która podatkami stymuluje popyt, a stopami procentowymi go dusi, jest dość niebezpieczna dla kraju. Może doprowadzić do nadmiernego wzrostu stóp procentowych i recesji. Wygląda na to, że coraz bardziej dostrzegają to przedstawiciele rządu – na razie ci pracujący na funkcjach eksperckich, ale wkrótce z problemem zmierzą się też kluczowi decydenci.
We wtorek zwróciłem uwagę na wypowiedź Łukasza Czernickiego, głównego ekonomisty Ministerstwa Finansów, który odpowiada za analizy i prognozy makroekonomiczne stojące u podstaw konstrukcji budżetu. Łukasz Czernicki powiedział podczas Samorządowego Kongresu Finansowego, że potrzebna jest powściągliwość w polityce fiskalnej, która powinna w większym stopniu wesprzeć politykę pieniężną w ograniczaniu inflacji. Tłumacząc na prosty język: mamy za dużą dysproporcję między planami zwiększania wydatków a cięć podatków, co zwiększa problem wysokiej inflacji i stóp procentowych. Jest to mechanizm, który opisałem w „PB” trzy tygodnie temu, gdy rząd ogłaszał cięcie podatku PIT.
Sądzę, że moment wypowiedzi głównego ekonomisty MF nie jest przypadkowy. W ostatnich dniach doszło do potężnego wzrostu rentowności obligacji skarbowych. Rentowność dziesięciolatek przekroczyła 6 proc., a pięciolatek zbliżyła się w pewnym momencie do 7 proc. Od początku miesiąca rentowność wzrosła o ponad 1 pkt proc., a od początku roku o 2,5 pkt proc. Wynika to częściowo z trendów globalnych (rentowności rosną wszędzie), ale częściowo z czynników czysto krajowych. Wzrost jest wyższy niż w przypadku stóp procentowych NBP, ponieważ rynek już wycenia kolejne podwyżki kosztu pieniądza, a jednocześnie domaga się od rządu płacenia większej premii za ryzyko. Wzrost rentowności obligacji jest większy niż wynikałoby tylko z oczekiwanej ścieżki stóp NBP.

Dlaczego mocno rosnące stopy są niepokojącym trendem? Z wielu powodów. Z punktu widzenia rządu problemem będą rosnące koszty obsługi długu publicznego. Gdyby obecna rentowność utrzymała się już na stałe, to rząd na obsługę długu wydawałby ok. dwu-trzykrotnie więcej niż dziś, czyli ok. 80-90 mld zł, zamiast 30 mld zł (oczywiście koszt ujawni się w długim okresie, nie od razu). Ponadto, silny wzrost stóp procentowych będzie ograniczał popyt w gospodarce, zarówno konsumpcyjny jak i inwestycyjny. Jak pisałem niedawno, obecnie rosną już nie tylko stopy nominalne, ale też niektóre miary realnych stóp procentowych. Nawet wyłącznie nominalny wzrost stóp procentowych jest jednak niebezpieczny. Stopy nominalne na poziomie 7 proc. przy 10-procentowej inflacji są znacznie gorsze niż stopy nominalne na poziomie 2 proc. przy 5-procentowej inflacji.
Wszystkim powinno więc zależeć, by stopy procentowe nie były aż tak wysokie. Dlatego Łukasz Czernicki mówi, że polityka fiskalna powinna pomóc polityce pieniężnej i nie generować dużej nierównowagi w gospodarce. Nie należało znacząco obniżać podatków. Skoro jednak już to uczyniono, należy jak najszybciej sfinalizować porozumienie dotyczące Krajowego Planu Odbudowy, co pozwoliłoby sfinansować większą część krajowych wydatków z funduszy europejskich – na przykład istotną część kosztów związanych z przyjęciem uchodźców.
Łukasz Czernicki jest tylko urzędnikiem bez istotnych wpływów politycznych. Mam jednak nadzieję, że jego słuszny głos zostanie wysłuchany przez polityków.