Przez 10 dni maja zarejestrowano w Polsce niespełna 3,8 tys. samochodów osobowych, o 30 proc. mniej niż w pierwszej dekadzie kwietnia i o 65,3 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. — wynika z przygotowywanego przez instytut Samar „Alertu rynkowego”.

To najgorsze wyniki od lat, ale zdaniem Wojciecha Drzewieckiego, prezesa Samaru, jest szansa na lekką poprawę w kolejnych dniach maja.
Mimo dużej niepewności klienci zaczęli odwiedzać salony. Choć nie przekłada się to jeszcze na wyniki, to daje podstawę do lekkiego i bardzo ostrożnego optymizmu — mówi Wojciech Drzewiecki.
Dodatkowym pozytywem jest uruchomienie produkcji w części europejskich fabryk. I chociaż pracują one na ćwierć gwizdka i opóźnienia w produkcji są duże, to jednak auta zamówione pod koniec ubiegłego roku oraz na początku bieżącego zaczną napływać do kraju.
Maj zakończy się spadkiem o około 60 proc. rok do roku. Czerwiec powinien być nieco lepszy. Oby tak było, bo porcja pozytywnej informacji jest potrzebna wszystkim — mówi Wojciech Drzewiecki.
Dlaczego taki spadek ma być pozytywną informacją?
— Czarne scenariusze zakładały zmniejszenie popytu o ponad 70 proc. Pojawiło się jednak światełko w tunelu. Spadek na poziomie 30 proc. dla całego roku jest wciąż realny. Najważniejsze jednak, aby sprzedaż ruszyła, bo stwarza to szansę na utrzymanie biznesu oraz zatrudnienia — podkreśla Wojciech Drzewiecki.
Najmniejszy spadek, na poziomie 50 proc., nastąpił w segmencie zakupów firm zajmujących się wynajmem długoterminowym. Największe straty notują kanał dilerski oraz sprzedaży do firm rent a car — przekraczają 75 proc.