W SIPMIE KONSPIRUJĄ
Pracownicy lubelskiej firmy zaczęli wydawać podziemną gazetę
Z OTWARTĄ PRZYŁBICĄ: Niech związkowcy piszą sobie, co chcą. Niemniej należy być gotowym do ponoszenia odpowiedzialności za własne słowa — uważa Jacek Wójtowicz, specjalista ds. informacji i polityki personalnej w Sipmie. fot. ARC
Lubelskie Zakłady Maszyn Rolniczych Sipma od dłuższego czasu przeżywają poważny kryzys. Na problemy finansowe firmy nakłada się długotrwały konflikt z zakładowymi związkami. Spór ten przybrał dość niecodzienne oblicze, ponieważ pracownicy zaczęli wydawać tajne pisemko. Twierdzą, że tylko w konspiracji mogą wyrażać swoje zdanie.
Prawdopodobnie jedyne w Polsce podziemne pismo nazwano „Głos Tłoczarza”. Jego redakcja działa w ścisłej konspiracji. W samym piśmie nie znajdziemy nazwisk redaktorów. Zeszli bowiem — jak twierdzą zainteresowani związkowcy — do podziemia. Autorzy artykułów kryją się pod pseudonimami: Bronek, Obserwator, KW czy GT. W piśmie można znaleźć telefon kontaktowy — chyba przypadkiem identyczny numer należy do Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność.
Hak na związkowca
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że w czasach kiedy związki zawodowe mają bardzo silną pozycję w firmach, takie rzeczy nie mogą się zdarzać. Jednak związkowcy uważają, że w lubelskiej Sipmie nie można swobodnie wypowiadać swoich opinii.
— Istnienie jawnej gazetki było blokowane przez dyrekcję. Ludzie — angażując się w działalność wydawniczą — obawiali się o posady. Z Sipmy zwalniano już za działalność związkową. Prowadzimy procesy, które mają przywrócić zwolnionych do pracy. Znany mi jest jeden przypadek, kiedy sąd unieważnił rozwiązanie umowy z pracownikiem tego zakładu — mówi Stanisław Kucharski z Zarządu Regionu NSZZ Solidarność.
— Osoba, która została dyscyplinarnie zwolniona, została przyłapana na kradzieży — ripostuje Jacek Wójtowicz, specjalista ds. informacji i polityki personalnej lubelskiej Sipmy.
— Dyrekcja od dawna szukała haka na tego działacza związkowego. Wyniósł on blaszkę o wartości 20 groszy. Sąd przyznał, że był to czyn o znikomej szkodliwość i nakazał przywrócenie go do pracy — dodaje Marek Kozak, przewodniczący Komitetu Międzyzakładowego NZSS Solidarność w zakładach Sipma.
Drażliwe problemy
Ukazały się już cztery numery związkowej bibuły. Wydawcy zachowują wszelkie zasady konspiracji, a sam kolportaż odbywa się z ręki do ręki. Jak deklarują związkowcy, tematy poruszane w „Głosie Tłoczarza” dotyczą najbardziej drażliwych problemów załogi. Zarzuty nie pokrywają się z oficjalnymi deklaracjami i stanowiskiem dyrekcji, która podobno domaga się wskazania komórki redagującej bibułę. Zarząd spółki chciał również wytoczyć proces o zniesławienie.
— Uczestniczyłem w działalności podziemnej w latach 80. Na szczęście nastąpiła zmiana ustroju. W państwie prawa należy odpowiadać za to, co się pisze i mówi. Nie ma nic przeciwko krytykowaniu zarządu, trzeba to jednak robić z otwartą przyłbicą. Natomiast to, co robili autorzy „Głosu Tłoczarza”, spokojnie można określić słowem: tchórzostwo — twierdzi Jacek Wójtowicz.
Czwarty numer pisma jest sygnowany przez NZSS Solidarność Sipmy.
— To możemy zaakceptować. Prowadzimy również rozmowy ze związkami zawodowymi i myślę, że emocje szybko opadną — dodaje Jacek Wójtowicz.
— Póki istnieje obawa przed zwolnieniami, nie chcemy ujawniać członków redakcji „Głosu Tłoczarza” — twierdzi Marek Kozak.