W strefach

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2014-10-15 00:00

Jest plan, żeby firmy nie dostały wysokich zwolnień z CIT. Na razie nie dostaną ich wcale.

Kolejny tydzień przesuwa się nowelizacja rozporządzenia o pomocy publicznej w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE). Jeszcze w ubiegłym tygodniu przedstawiciele MG liczyli, że uda się to na posiedzeniu 14 października. Ale rada ministrów zażądała kolejnych analiz.

— Nalegamy, żeby jak najszybciej rząd przyjął rozporządzenie bez zakresu obniżenia intensywności po 2016 r. — mówi Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki.

To właśnie obniżenie zakresu intensywności pomocy jest kością niezgody. Paradoksalnie ten pomysł to pokłosie dokumentu „Propozycja działań zwiększających atrakcyjność SSE dla inwestorów” z grudnia 2013 r. Rząd zaplanował, że do końca 2016 r. strefy będą próbowały ściągnąć maksymalnie dużo inwestycji, a potem pomoc publiczna zostanie obniżona — i to drastycznie (patrz tabelka). Resort gospodarki pominął tę kwestię w nowym rozporządzeniu, ale przypomnieli o niej rządowi prawnicy. MG poprawiło projekt, ale zaznaczyło, że ma odmienne zdanie i obniżaniem pomocy publicznej można się zająć w przyszłym roku. W tym czasie zmienił się rząd, a szefem doradców premier Ewy Kopacz został Jan Rostowski, były minister finansów, znany przeciwnik SSE. Szefowie stref po zmianach zasad pomocy publicznej w UE 1 lipca nie mogą bez nowego rozporządzenia wydawać zezwoleń.

— Od dwóch miesięcy wstrzymujemy co najmniej pięciu inwestorów. Najgorsze, że nie znamy konkretnego terminu, w którym będziemy wydawać zezwolenia — mówi Cezary Tkaczyk, prezes SSE „Starachowice”.

— Wiodące przemysły — motoryzacja i AGD — mogą lokować kolejne projekty w Czechach i na Słowacji. Dla stref południowych może to oznaczać utratę inwestycji za 1,5 mld zł i 1,5 tys. miejsc pracy rocznie — szacuje Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej SSE.

Eksperci stoją po stronie MG.

— To resort, który jest najbliżej inwestorów. Tak znaczące obniżenie intensywności wsparcia spowoduje, że pozbawimy się instrumentu przyciągania projektów — ocenia Szymon Żółciński, partner w Crido Taxand.

Według Pawła Tynela z EY, koncepcja obniżenia pomocy od 2017 r. nie jest zła. Należy tylko zastąpić obecnie proponowane poziomy obniżką o np. 15 punktów proc. dla każdego województwa.

— Jeśli w pewnym okresie jest więcej inwestycji, to potem się to wyrównuje — nie zgadza się Marek Sienkiewicz z Deloitte.