W świecie pszczół liczą się relacje

opublikowano: 04-11-2022, 09:23
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Pszczoły jednoczą świat. To hasło tegorocznego Międzynarodowego Kongresu Pszczelarskiego Apimondia najlepiej oddaje ich znaczenie dla przyrody i gospodarki.

– Pszczoły są niezbędne dla całego ekosystemu, bo to główni zapylacze na świecie. Są ponad jakąkolwiek dziedziną rolnictwa. Wszyscy jesteśmy od nich jednakowo zależni – wyjaśnia Tomasz Łysoń, założyciel, właściciel i prezes Przedsiębiorstwa Pszczelarskiego Łysoń.

– Pszczoły nie znają granic. W naszym przypadku są tym elementem, który nas łączy z naszymi partnerami z całego świata i klientami końcowymi na różnych kontynentach – dodaje.

Pszczelarskie środowisko

– Wiele się mówi, że pszczoły giną i oczywiście trzeba im pomagać, ale liczby pokazują wzrosty. Z 2020 na 2021 r. przybyło nam w Polsce osiem tysięcy pszczelarzy, a z 2021 na 2022 r. jeszcze pięć tysięcy, co daje 13 tys. pszczelarzy więcej w czasie ostatnich dwóch lat. W naszym kraju mamy ponad 82 tys. pszczelarzy. Tendencja wzrostowa jest w całej Europie, ale polska dynamika wyróżnia się na tym tle. Ten wzrost generuje oczywiście młodszy sektor pszczelarski. Średnia wieku pszczelarza to ok. 60 lat, a do środowiska wchodzą obecnie 30- i 40-latkowie – informuje Tomasz Łysoń.

– Jeśli chodzi o rodziny pszczele, to notujemy zmianę z 1,7 mln na ponad 2 mln. Czyli populacji pszczelej (jedna rodzina, czyli jeden ul) również przybyło.

Jak tłumaczy prezes Łysoń, w pszczelarstwie nie jest dobry słomiany zapał, ponieważ nie wystarczy kupić ul, pszczoły i one będą sobie tam żyły… Współczesna pszczoła wymaga ingerencji pszczelarza, ponieważ sama nie jest w stanie przetrwać. Chodzi m.in. o choroby, zwalczanie pasożytów itd. Pozostawiona sama sobie rodzina pszczela przetrwa może dwa sezony.

Od pasieki…

Inspirator przedsiębiorstwa, dziadek obecnego prezesa Tomasza Łysonia, był pszczelarzem i ślusarzem. Połączył te dwa światy, tworząc ze swoimi kolegami pszczelarzami innowacyjny projekt, czyli ul styropianowy, blisko 50 lat temu nieznaną technologię budowania uli. Przedtem były drewniane. Zaczął produkować te ule w garażu.

– Jako nastolatek pomagałem mu przygotowywać formy. Ale niezależnie działały gospodarstwo rolne i pasieka – wspomina Tomasz Łysoń.

Z czasem zaprzestano jednak produkcji. Tomasz, jako młody chłopak zaraz po szkole, wrócił do tematu i z błogosławieństwem dziadka oraz ojca podjął profesjonalną produkcję uli. I zaczęło się…

– Nasza firma ma dziś najszerszą ofertę sprzętu pszczelarskiego na świecie. Mamy w zasadzie wszystko, czego potrzebuje pszczelarz: od uli (styropianowych, poliuretanowych czy ze spienionego polipropylenu), przez urządzenia (najbardziej popularne to miodarki) i wszystko, co jest potrzebne do pozyskiwania, konfekcjonowania i przechowywania miodu. Urządzenia do odsklepiania plastrów, do obróbki wosku, po odzież pszczelarską, proste narzędzia i akcesoria czy pokarmy dla pszczół – wymienia Tomasz Łysoń.

Zakład produkcyjny znajduje się w Kleczy Dolnej koło Wadowic, powstał w 2015 r. Z magazynami i bazą logistyczną zajmuje ponad 20 tys. mkw. Firma zatrudnia ponad 300 osób.

– Około 40 proc. sprzedaży realizujemy bezpośrednio do pszczelarzy. Reszta to transakcje B2B, czyli do dystrybutorów. Niezależnie mamy trzy własne hurtownie i pięć sklepów oraz 63 punkty dystrybucyjne – informuje.

A pasieka?

– Zajmujemy się hodowlą pszczół; hodujemy królowe matki pszczele, które dają pszczelarzom dobry materiał genetyczny. Na tym się przede wszystkim skupiamy w naszej pasiece.

Gospodarstwo Pasieczne Łysoń sprzedaje kosmetyki, słodycze, batony, suplementy – słowem całą gamę produktów powiązanych z miodem.

Pszczeli biznes jest sezonowy, branża niszowa, a klienci podzieleni na profesjonalnych i tych hobbystycznych. Pierwsze lata, jak mówi Tomasz Łysoń, były trudne.

– Mocno kryzysowy był dla nas 2008 r., gdy cała nasza branża się zachwiała. Ale już rok później wystrzeliliśmy i od tego czasu dynamicznie się rozwijamy. Ważnym momentem w historii firmy był zakup nieruchomości w Kleczy Dolnej i wybudowanie zakładu. Kiedy przeszliśmy do Kleczy, obrót firmy wynosił 50 mln zł. Dzisiaj to 150 mln zł w głównej spółce. Czyli przez siedem lat potroiliśmy wysokość obrotu głównej spółki – wymienia.

– Polska jest naszym największym rynkiem i tu sprzedajemy 40 proc. produkcji, resztę na rynkach zagranicznych. 75 proc. udziału w eksporcie to produkcja core naszej fabryki – ule i urządzenia.

Partnerzy w eksporcie

Pierwsi dwaj klienci zagraniczni pojawili się sami.

– Jeden to dystrybutor z Czech, z którym do dziś współpracujemy i mamy z nim spółkę celową w Czechach. Drugi był z Litwy i również do dzisiaj jest naszym dystrybutorem. To był 1997 r., a firmę założyłem w 1995 r. – wspomina prezes.

Firma sprzedaje na ponad 70 rynkach świata i w całej Europie, gdzie ma dystrybutorów lub własne spółki operacyjne. Jeśli chodzi o kierunki ekspansji, wiele już nie da się uzyskać.

– Raczej skupiamy się na rozwoju dystrybucji i podnoszeniu sprzedaży tam, gdzie już działamy – podkreśla Tomasz Łysoń.

Firma dysponuje magazynem i hurtownią w Zgorzelcu, z których organizuje sprzedaż e-commerce’ową na rynek niemiecki.

– A jeśli chodzi o naszych południowych sąsiadów, to z uwagi na małe odległości organizujemy serwis i obsługę pakowania zamówień w centrali, w Kleczy Dolnej, a spółka celowa w Czechach obsługuje e-commerce i dystrybutorów na tamtym rynku. Myślę, że w niedługim czasie właśnie Czechy będą naszym drugim rynkiem. Nie jest tak nasycony jak niemiecki i dzięki temu jest bardziej perspektywiczny – wyjaśnia Tomasz Łysoń.

Platformą do pozyskiwania partnerów zagranicznych firmy są głównie targi. – Szczególnie doroczny światowy kongres pszczelarski Apimondia, do którego zawsze przygotowujemy się jak sportowcy do olimpiady – podkreśla. – Na co dzień rozwijamy się organicznie zarówno w kraju, jak i za granicą. Nie przejmujemy spółek, nie wchodzimy w nowe marki, najwyżej zakładamy spółkę z lokalnym partnerem, jak w Czechach. I tak będziemy robić na kolejnych rynkach, w Hiszpanii, we Francji. Branża jest niszowa i ciasna. Informacje rozchodzą się szybko. A my chcemy być transparentni dla naszych klientów, zarówno pszczelarzy, jak i dystrybutorów. Akwizycje i nowe brandy nie wpisują się w naszą politykę i wartości – tłumaczy prezes.

Różne rynki

– Dla nas pierwszym rynkiem zagranicznym są Niemcy. Ale nie było tam łatwo wejść, ponieważ klient niemiecki jest bardzo konserwatywny. Zaskoczyło dopiero po 10 latach silnego działania w tym kraju. W Niemczech jest najwięcej pszczelarzy w Unii (110 tys.). Drugi rynek to Polska (82 tys.), trzeci to Czechy (60 tys. pszczelarzy), dla nas drugi rynek eksportowy. Struktura rodzin pszczelich różni się w poszczególnych krajach. Rynek czeski jest detaliczny, hobbystyczny, podobnie jak nasz. Z podobną proporcją liczby pszczelarzy do liczby rodzin pszczelich. Rumunia ma drugie miejsce w Europie, jeśli chodzi o liczbę rodzin pszczelich (niecałe 2 mln), a pszczelarzy jest zaledwie 30 tys., czyli blisko jedna trzecia ich liczby w Polsce. Hiszpania, mając ponad 3 mln rodzin pszczelich, ma liczbę pszczelarzy na tym samym poziomie co Rumunia. To zupełnie inna struktura klienta. Zawodowe pszczelarstwo to mniej klientów dla nas, potencjał rynku mniejszy. Trzecim rynkiem eksportowym są dla nas Stany Zjednoczone, które również się dzielą na dwa światy – zawodowych pszczelarzy (którzy nie są naszym klientem) i hobbystów (w tym segmencie jesteśmy silni). Zawodowy pszczelarz, który ma kilkadziesiąt tysięcy uli, i hobbysta, który ma ich 20–50, to różni klienci, różne potrzeby i wymagania – tłumaczy Tomasz Łysoń.

Lokomotywą eksportu firmy, patrząc globalnie, są urządzenia dla pszczelarzy.

– W tym segmencie naszymi produktami jesteśmy w stanie konkurować z Chinami czy Turcją (która też jest bardzo tanim, dużym producentem). W skali świata jesteśmy na podium producentów sprzętu pszczelarskiego. W Europie jesteśmy producentem numer jeden. Przez lata naszej działalności nie tylko zdynamizowaliśmy produkcję, lecz również zupełnie zmieniliśmy jej skalę.

Amplituda pór roku

– Na początku mieliśmy problem z sezonem zimowym, który nas dobijał. W tej chwili sprzedajemy w różnych regionach, jak Australia czy Nowa Zelandia, więc udaje nam się spłaszczyć tę amplitudę. Poza sezonem w zasadzie skupiamy się na budowaniu zapasów magazynowych zarówno u nas, jak i u naszych dystrybutorów. Każdy z nich jest więc przygotowany do sprzedaży, a my mamy co robić jesienią. Żadna firma nie odważyła się na stosowanie tej metody. Ale lata współpracy z naszymi partnerami spowodowały, że mamy do nich zaufanie i możemy to robić. Przez tak długi okres działalności nie mamy praktycznie rotacji klientów – wyjaśnia Tomasz Łysoń. Dodaje, że po kilku latach udało się również namówić klientów amerykańskich do zmiany modelu biznesowego.

– Stockujemy tam już czwarty rok. Bilans kosztów i korzyści przekonuje nas do tej polityki. Gdybyśmy zrezygnowali z tego kierunku i produkowali wyłącznie pod zamówienia, nie bylibyśmy w stanie sprostać popytowi w sezonie. Były takie momenty, że nasza produkcja po prostu się zatykała i traciliśmy sprzedaż. Stockowanie jesienne i dobór partnerów oceniam jako naszą mocną stronę i przewagę konkurencyjną. Ale bardzo ważne są tu relacje z partnerami biznesowymi – podkreśla.

Firma rodzinna

W skład Przedsiębiorstwa Pszczelarskiego Łysoń wchodzi kilka podmiotów, m.in. spółka komandytowa, która prowadzi główną działalność – produkcję urządzeń i technologii dla pszczelarzy. Ponadto Gospodarstwo Pasieczne Łysoń, spółka, która obsługuje obszar „miodowy”. Kolejną spółką jest wydawnictwo Bee & Honey. Są jeszcze spółki operacyjne w Czechach, Ukrainie, Turcji… Wspierają one dystrybucję zagraniczną.

Firma prowadzi szeroką działalność edukacyjną, co sprawiło, że w pewnym momencie zaistniała potrzeba uporządkowania i skanalizowania tych działań. Powstała fundacja Apikultura oraz Interaktywne Centrum Pszczelarstwa Apilandia dla dzieci.

– Przez ostatnie trzy lata odwiedziło nas 80 tys. dzieciaków. Mocno skupiamy się na edukacji najmłodszych, chociaż organizujemy też grupy seniorów. Fundacja pomaga nam w organizowaniu tych przedsięwzięć i pozyskiwaniu środków na ich przeprowadzenie. Zajmuje się również wspieraniem pszczelarzy z niepełnosprawnościami. Wydawało się na początku, że ten temat w zasadzie nie dotyczy naszej branży, ale wkrótce okazało się, że takie osoby też mają pszczoły i prowadzą pasieki. Za jeden z produktów dla niepełnosprawnych – miodarkę, czyli urządzenie do pozyskiwania miodu z ramek – dostaliśmy złoty medal na Apimondii w Montrealu – opowiada prezes.

Osobnym przedmiotem działań firmy jest edukacja.

– Możemy się poszczycić zorganizowaniem jesienią ubiegłego roku największego webinaru na świecie, połączonego z konferencją naukową, Oglądano i słuchano nas w 80 krajach w pięciu językach. W konferencji uczestniczyło 12 naukowców z całego świata. Odbywała się pod patronatem największej organizacji pszczelarskiej na świecie, Apimondii, której przedstawicieli gościliśmy u nas. Nie było dotychczas większego wydarzenia online – mówi Tomasz Łysoń.

Przedsiębiorstwo Pszczelarskie Łysoń nie planuje zmian w strukturze właścicielskiej. Nie rezygnuje z rodzinności firmy. Prezes i główny udziałowiec Tomasz Łysoń odpowiada za segment badań i rozwoju, jakości i czasowo podjął się zbudowania działu HR, który później przekaże w odpowiednie ręce.

Członkowie rodziny nie chcą się spalić w biznesie, starają się ważyć zaangażowanie bezpośrednie. Pracują razem, ale bieżącą działalnością kieruje siedmioosobowy zarząd, którego skład odpowiada strukturze firmy. Starają się też nie przenosić biznesu do domu. Jeśli rozmawiają o pracy po pracy, to na ogół o działaniach okołobiznesowych, takich jak produkcja filmów edukacyjnych, wydawnictwa czy akcje społeczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane