W Turcji nadal gorąco, inwestorzy brną w straty

MWIE
12-06-2013, 00:00

Półroczne minimum giełdy w Stambule i rynku obligacji rządowych oraz załamanie liry — to konsekwencje zaostrzenia sytuacji politycznej nad Bosforem.

Trwa fatalna passa inwestujących w Turcji. Wczoraj indeks XU100 spadał prawie o 2 proc. do najniższego poziomu od pół roku — to reakcja rynków na zajęcie przez policję placu Taksim, gdzie gromadzili się demonstrujący przeciw polityce premiera Recepa Tayyipa Erdogana. Dzień wcześniej lira straciła 1,4 proc. względem dolara, co było najbardziej gwałtowną przeceną od ponad roku. W rezultacie średnie straty polskich funduszy inwestujących nad Bosforem sięgnęły już średnio 12 proc. w skali miesiąca. Jak zauważa agencja Bloomberg, niepokoje grożą ucieczką inwestorów zagranicznych, których do Turcji przyciągnęły wysokie rentowności, spadający dług publiczny i podwyżki ratingów kraju. Premier Recep Erdogan wezwał zwolenników do deponowania oszczędności w państwowych bankach, oskarżając prywatne instytucje (to one były jednym z hitów inwestycyjnych ostatnich kilkunastu miesięcy) o wrogi stosunek do rządu. Od wybuchuprotestów 31 maja koszt ubezpieczenia tureckiego długu przed niewypłacalnością skoczył o jedną trzecią, do 172 pkt baz. Rentowność denominowanych w walucie lokalnej dwuletnich obligacji skarbowych sięgnęła 6,7 proc., co według danych Bloomberga plasuje Turcję wśród czterech krajów spośród największych rynków wschodzących o najwyższym koszcie obsługi zadłużenia. Inwestorów nie uspokoiła reakcja rządu na niepokoje rynkowe. — Ci, którzy rozpoczęli walkę przeciwko nam, zapłacą wysoką cenę. Lobby wysokich stóp procentowych wykorzystuje ciężką pracę mojego ludu od lat, ale to musi się skończyć — grzmiał w poniedziałek Recep Tayyip Erdogan. Zdaniem agencji Moody’s, nasilające się protesty negatywnie wpływają na wiarygodność kredytową Turcji. Agencja jeszcze na 2 tygodnie przed wybuchem zamieszek podniosła rating kraju do poziomu inwestycyjnego. Teraz jednak zauważa, że ryzyko spadku ruchu turystycznego i spowolnienia napływu inwestycjiportfelowych mogą utrudnić krajowi finansowanie deficytu w bilansie płatniczym. W podobnym tonie wypowiada się Paul McNamara z GAM Investment. — Turcja była popularna, więc ucierpiała szczególnie mocno. Wciąż nie widzimy mocnych argumentów za powrotem na rynek. Jest wiele miejsc, gdzie byśmy chcieli się mocniej zaangażować, po tym jak opadnie kurz po przecenie na rynkach wschodzących [ostatnie tygodnie przyniosły gwałtowną przecenę obligacji na rynkach wschodzących, w tym w Polsce — red.], ale Turcja nie jest wysoko na tej liście — komentował Paul McNamara. Tymczasem ostrożny powrót na rynek obligacji tureckich zaleca KBC. — Po przecenie z ostatnich tygodni pojawiły się okazje do korzystnych zakupów, jednak inwestorzy powinni się upewnić, że są w stanie poradzić sobie ze zwiększoną zmiennością — napisał w notce do klientów Dieter Van de Voorde, analityk obligacji rynków wschodzących w banku KBC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MWIE

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Obligacje / W Turcji nadal gorąco, inwestorzy brną w straty