W Unii nie będzie drożej

Radosław Górecki
30-04-2004, 00:00

Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej nieruchomości w Polsce wcale nie będą droższe, a jeśli już, to nie z powodu członkostwa we wspólnocie.

„W Unii będzie drożej! Kupuj teraz! Ceny rosną!” Tak potencjalnych nabywców mieszkań na rynku wtórnym zachęcali pośrednicy. Tymczasem z raportu opracowanego przez agencję Polanowscy Nieruchomości wynika, że ceny lokali z drugiej ręki wcale nie wzrosną. Z opracowania wynika, że do końca 2004 r. rynek wtórny prawdopodobnie zrównoważy się na poziomie dzisiejszych cen, choć często w górnym ich zakresie.

Spokojniej jest na rynku komercyjnym — tu trudniej nakręcić sztuczną koniunkturę, więc nikt nawet nie próbuje. Jeden z analityków rynku biurowego powiedział wprost: Łatwiej jest wmówić ludziom, że mieszkania w Polsce podrożeją, bo w UE jest drożej. Trudniej wmówić szefom firm, że biura podrożeją, bo tak jest w UE.

Mieszkania jak cukier

Na rynku pierwotnym nabywców najszybciej znajdują tanie mieszkania (2,8-3,2 tys. zł za mkw. w rejonie Warszawy). Niektóre media wiążą ten „boom” z przystąpieniem Polski do UE. Rozumowanie jest proste — po 1 maja będzie drożej, więc teraz trzeba kupić mieszkanie. Ponoć niektórzy deweloperzy mający w swojej ofercie tańsze mieszkania sprzedają w ostatnich miesiącach nawet po 30-40 lokali miesięcznie.

— Oczywiście nakłada się na to strach przed nieznanym, bo nikt nie potrafi przewidzieć, co stanie się w przyszłości. Można się spodziewać, że po akcesji pojawią się potencjalnie nowi klienci — urzędnicy, przedstawiciele firm, które zamierzają rozpocząć działalność w Polsce, ale nikt nie wie, ilu ich będzie. Jednak na pewno znacząco nie wpłynie to na zwiększenie popytu. Rewolucji się nie spodziewam — mówi Artur Pietraszewski, menedżer projektu w firmie deweloperskiej Sawa Park.

Tymczasem niektórzy właściciele mieszkań z rynku wtórnego w Warszawie podnoszą ceny. Zasada jest podobna jak w przypadku obserwowanych niedawno podwyżek cen cukru, wywołanych jego wykupywaniem — bo będzie droższy.

— To co nagłaśnia się w niektórych mediach, nie ma nic wspólnego z prawdą. Raport, który opracowaliśmy, wyraźnie pokazuje, że na rynku wtórnym nie ma żadnego boomu. A właściciele, którzy podnoszą teraz ceny mieszkań, nie mają co liczyć na ich szybką sprzedaż — mówi Adam Polanowski, współwłaściciel agencji nieruchomości Polanowscy.

Przyznaje, że popyt jest duży, ale dotyczy on głównie mieszkań małych. Większe lokale wcale nie sprzedają się tak dobrze, jak przedstawiają to niektórzy pośrednicy. Przeciętny czas sprzedaży mieszkania to 3 miesiące, co zaprzecza tezie, że mieszkania sprzedają się na pniu. Adam Polanowski uważa, że potwierdzeniem tego, że na rynku wtórnym nie ma żadnego boomu, jest fakt, że notariusze wcale nie mają więcej pracy.

— Niektórzy chcą wykorzystać strach przed Unią do sztucznego napędzenia koniunktury. Tymczasem z raportu, który opracowała nasza firma, wynika wyraźnie, że średnia cena mieszkania na rynku wtórnym wynosi około 3,6 tys. zł za mkw. Daleko więc do 4 tys. zł, które często wymienia się jako średnią cenę mieszkania w Warszawie — mówi Adam Polanowski.

Zmiany, ale niewielkie

Analitycy podkreślają, że rynki nieruchomości to rynki lokalne. Każdy z nich ma swoją specyfikę. Ceny mieszkań czy lokali komercyjnych zależą głównie od czynników wewnętrznych: popytu, dostępności kredytów, stanu gospodarki i oczywiście podaży. Raport opracowany przez firmę Polanowscy Nieruchomości sugeruje, że akcesja do UE — jeśli chodzi o mieszkaniowy rynek wtórny — będzie rzutować głównie na rynek małych lokali, czyli najbardziej obecnie poszukiwanych, w bardzo ograniczonym zakresie. Zmiany, które będą następować, będą związane raczej ze zmianą kondycji polskiej gospodarki niż z samą akcesją jako taką.

Na pierwotnym rynku mieszkaniowym, zdaniem Artura Pietraszewskiego, można się będzie spodziewać rosnącej konkurencji oraz wzrostu standardów obsługi i jakości mieszkań.

— Czy mieszkania zdrożeją po przystąpieniu Polski do UE? Jeśli tak, to dlatego, że wzrośnie VAT na materiały budowlane. Fakt przystąpienia do UE nie może wprost wpłynąć na wzrost cen — mówi Artur Pietraszewski.

Komercja już w UE

We wstępie do najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Colliers International padają pytania: Jaki wpływ na rynek w 2004 r. będzie miała UE? Czy Warszawa stanie się drugim Berlinem? Czy wzrośnie krajowy popyt dzięki zagranicznym inwestorom? Hadley Dean, dyrektor zarządzający Colliers International w Polsce napisał, że wiele tych pytań pozostaje teraz bez odpowiedzi, a rozwiązanie przyniesie przyszłość. Autorzy raportu twierdzą, że perspektywy są dobre. Przystąpienie Polski do UE to dla niektórych inwestorów potwierdzenie, że Polska jest pewnym partnerem w biznesie. Atrakcyjne stają się tereny zachodnie i południowo-zachodnie jako miejsca dla firm produkcyjnych. Zniesienie pozwoleń na nabywanie nieruchomości ułatwi cudzoziemcom inwestowanie w Polsce. Powstaje pytanie, czy te wszystkie czynniki oznaczają, że po pierwszym maja dokona się rewolucja? Odpowiedź jest prosta: nie.

— Na rynku komercyjnym już od dawna działają zagraniczni inwestorzy, więc samo przystąpienie do UE nic tu nie zmienia — uważa Jarosław Zagórski z Cushman Wakefield Healey & Baker.

Nie należy się więc spodziewać nagłego wzrostu czynszów, czy to na rynku biurowym, magazynowym, czy handlowym. Poziom cen będzie zależał wyłącznie od czynników wewnętrznych: popytu, podaży, stanu gospodarki.

— Nie sądzę, żeby Warszawa w jakiś szczególny sposób odczuła akcesję do UE. Chciałbym jednak, żeby kapitał napływający do Polski nie zatrzymywał się tylko w Warszawie, żeby popłynął do innych miast i pozwolił im na dynamiczny rozwój — mówi Jarosław Zagórski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / W Unii nie będzie drożej