Ponad tysiąc kolejarzy protestowało wczoraj przed budynkiem Ministerstwa Infrastruktury w Warszawie. Ich głównym postulatem było zapewnienie funkcjonowania połączeń regionalnych w kraju w niezmienionej liczbie. Kolejarze, m.in. z Solidarności, Związku Zawodowego Maszynistów, Związku Zawodowego Nadzoru Ruchu, zebrali się na dworcu Warszawa Centralna. Wypełnili ponad połowę głównej hali dworcowej. Następnie przeszli przejściem podziemnym pod pobliski gmach Ministerstwa Infrastruktury. Delegacja 14 protestujących związków weszła do budynku, by przedstawić swoje postulaty.
Szef Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ „S” Stanisław Kogut powiedział, że będą domagać się zapewnienia źródeł finansowania przewozów regionalnych. Protestujący wznosili okrzyki: „Pod rządem Millera polska kolej umiera”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.
Na Wybrzeżu przez półtorej godziny pracownicy kolei blokowali ruch pociągów. Kilkaset osób wyszło na tory w Gdańsku. Demonstranci palili opony, nie doszło jednak do interwencji policji. Do pracowników kolei dołączyli ludzie zatrudnieni w innych pomorskich zakładach, m.in. Stoczni Gdańskiej i Gdyńskiej. Na kilka minut protestujący zablokowali również znajdujący się niedaleko wiadukt, po którym jeżdżą samochody. Jednak po rozmowie z policją zeszli z drogi.
Związkowcy z Trójmiasta zapowiadają, że jeśli akcja nie przyniesie rezultatu, 14 lipca rozpocznie się strajk ostrzegawczy w wybranych węzłach kolejowych, a 23 lipca strajk generalny.