W Warszawie zmalała podaż

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2004-08-03 00:00

Warszawski wtórny rynek mieszkań przeżywa okres zastoju. Po niewielkim spadku, ceny znów pójdą

w górę.

Po przedunijnej gorączce przyszła pora na stabilizację stołecznego rynku mieszkań. Ceny, które osiągnęły apogeum w kwietniu 2004 r. teraz nieznacznie spadły. Analitycy nie przewidują jednak dużej ich obniżki. Nawet jeżeli mieszkania w ciągu najbliższych miesięcy stanieją, w dalszej perspektywie zaczną drożeć.

— To jest ogólna tendencja, obserwowana we wszystkich krajach Unii. Wprawdzie w Polsce raczej nie dojdzie do takiej sytuacji, jaka miała miejsce w Hiszpanii, gdzie w ciągu 15 lat od wejścia do UE wartość wszystkich nieruchomości wzrosła, zależnie od lokalizacji od 80 do 200 proc., jednak także spodziewamy się wzrostu cen w dłuższej, kilkuletniej perspektywie — twierdzi Karol Klin, dyrektor departamentu ekspertyz i analiz w Agencji Polanowscy.

Unijne szaleństwo

Wielu polskich właścicieli nieruchomości mieszkaniowych liczyło, że po akcesji sprzeda je z dużym zyskiem. Część sprzedających, ogarnięta wizją sporego zarobku, wycofała z rynku swoje oferty, sądząc, że po akcesji zarobi o wiele więcej. Tymczasem w ostatnich miesiącach poprzedzających 1 maja popyt rósł w dużej mierze dzięki ogólnej psychozie — nabywców straszył VAT, zapowiadany wzrost cen i „nalot” obcokrajowców.

— Zwiększająca się liczba transakcji w mieszkaniówce wiązała się także z obniżaniem stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, a co za tym idzie — łatwiejszy dostęp do kredytów. Wyższy popyt jest także wynikiem braku planów zagospodarowania przestrzennego. Obecnie deweloperzy, którzy chcą uzyskać pozwolenie na budowę, mają twardy orzech do zgryzienia, a uzyskanie odpowiednich dokumentów zabiera im sporo czasu — mówi Karol Klin.

W górnym zakresie

W kwietniu 2004 r. ceny mieszkań osiągnęły swoją maksymalną wysokość — 3,9 tys. za 1 mkw.

— Ta kwota okazała się jednak górną granicą, której klienci nie byli w stanie przeskoczyć. Wkrótce potem nastąpił ogólny zastój — w dodatku po 1 maja gwałtownie spadła podaż mieszkań, gdyż jedni sprzedający nie byli skłonni do obniżenia cen, a inni ciągle powstrzymywali się przed wprowadzeniem do obrotu kolejnych ofert, licząc na zmianę sytuacji — mówi Marcin Olszewski, analityk departamentu ekspertyz i analiz w Agencji Polanowscy.

— Tymczasem nabywcy przestali kupować na siłę. Teraz z namysłem szukają mieszkań odpowiednich dla siebie — dodaje Piotr Myśliński, szef Agencji Korab.

Bez pozwoleń

Jak szacuje Marcin Olszewski, być może w najbliższych miesiącach ceny mieszkań ulegną nieznacznemu obniżeniu. Nie będzie to jednak długotrwała tendencja. Stanie się raczej odwrotnie — mieszkania na rynku wtórnym zaczną drożeć, co będzie w dużej mierze efektem problemów, z jakimi dziś boryka się rynek pierwotny.

— Wzrost cen wiąże się z wydawaniem pozwoleń na budowę. A tych będzie coraz mniej w Warszawie. Liczba nowo budowanych nieruchomości zacznie więc maleć, co spowoduje wzrost ich wartości. Sytuacja ta przełoży się na rynek wtórny, którym zacznie interesować się coraz więcej klientów, co także doprowadzi do podwyżek — prognozuje Karol Klin.