Walka o wpływy w obozie Erdogana

Konflikt wokół państwowego funduszu majątkowego świadczy o tym, że w Turcji władza wciąż nie jest skupiona w rękach jednego człowieka

Po czystkach związanych z ubiegłoroczną próbą zamachu stanu oraz po tym, jak w kwietniowym referendum Turcy zdecydowali o wzmocnieniu roli prezydenta, wydawało się, że Recep Tayyip Erdogan zdobył nad Bosforem władzę absolutną. Zgodnie z poprawkami do konstytucji za dwa lata zostanie wygaszony urząd premiera, a większość jego prerogatyw przejdzie w ręce prezydenta.

KONKURENT:
Zobacz więcej

KONKURENT:

Binali Yildirim, który kierował represjami po ubiegłorocznym nieudanym zamachu stanu, już po kilkunastu miesiącach na stanowisku premiera zyskał względną niezależność od prezydenta. Problem w tym, że za dwa lata jego urząd zostanie zniesiony. Bloomberg

Do samodzierżawia na wzór rosyjski wciąż jednak Turcji sporo jeszcze brakuje, a świadczy o tym krótka historia państwowego funduszu majątkowego, którego aktywa opiewają na 200 mld USD. W piątek nieoficjalne źródła poinformowały o odwołaniu Mehmeta Bostana, związanego z prezydentem prezesa funduszu.

Już wcześniej w jego kierownictwie, podzielonym między popleczników Recepa Tayyipa Erdogana i stronników usiłującego uniezależnić się od niego premiera Binaliego Yildirima, panował konflikt, co skutkowało paraliżem decyzyjnym. Powołany w czasie porządków po próbie zamachu stanu fundusz miał — według deklaracji pomysłodawców — być używany do tak rozbieżnych zadań jak obrona kursu liry, wsparcie giełdy w Stambule, dokapitalizowanie banków czy obniżenia kosztów długu publicznego.

Tymczasem według krytyków powołanie funduszu prowadzi od ograniczenia nadzoru nad publicznymi spółkami, co zwiększa ryzyko nadużyć i wyprowadzania pieniędzy do związanych z władzą firm. Fundusz, w którym zdeponowano pakiety kontrolne dwóch dużych państwowych banków, narodowych linii lotniczych, operatorów telekomunikacyjnego i loteryjnego oraz giełdy, nie wyszedł nawet z bloków startowych pośród sporów o cele i rywalizacji o kontrolę nad nim. Jeszcze przed odwołaniem prezesa Mehmeta Bostana zaproponowany przez niego projekt strategii leżał przez pięć miesięcy na biurku premiera Binaliego Yildirima, nie mogąc doczekać się na podpis. To oznaka, że próbujący skonsolidować władzę Recep Tayyip Erdogan natrafił na opór wewnątrz swojej partii AKP, a to umożliwiło premierowi budowę własnego zaplecza.

— Binali Yildirim jest potężny wśród biurokracji i ma wielu zwolenników, więc prawdopodobnie myśli już o tym, co będzie po odejściu Erdogana — oceniał w rozmowie z Bloombergiem Etyen Mahcupyan, doradca poprzedniego premiera Ahmeta Davutoglu. Spór wokół funduszu koncentrował się na tym, czy powinien on skupić się na interwencjach na rynku walutowym i giełdzie w Stambule (tak chciał obóz prezydenta), czy też na finansowaniu wielkich inwestycji infrastrukturalnych (zgodnie z wizją premiera, w przeszłości wieloletniego ministra infrastruktury odpowiedzialnego za program inwestycji o wartości 100 mld USD). Krytycy obozu rządzącego nie mają jednak wątpliwości, że tak naprawdę chodziło głównie o przejęcie kontroli nad publicznym majątkiem.

— Konstrukcja tego tworu dowodzi, że celem jego utworzenia nie było zajęcie się strukturalnymi problemami gospodarki, ale raczej czerpanie korzyści z zarządzania państwowym majątkiem — powiedział Bloombergowi Abdullatif Sener, były minister finansów, a dziś zaciekły krytyk rządu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Walka o wpływy w obozie Erdogana