Kiedy wczoraj po południu podano, że PKB USA wzrósł w I kwartale o 2,3 proc. wobec pierwotnego odczytu na poziomie 2,8 proc., a w dodatku za słabsze tempo wzrostu odpowiadają konsumenci, którzy ograniczyli wydatki w obliczu drożejącej żywności i paliw, wydawało się, że reakcja giełd może być tylko jedna. Zwłaszcza, że w tym samym czasie podano, że liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych nieoczekiwanie wzrosła o 20 tys. I rzeczywiście, końcówka notowań w Europie i początek sesji w USA przyniosły przewagę podaży.
Jednak w Stanach nie utrzymała się ona długo, w drugiej części dnia do
głosu doszli kupujący reagujący na wieści ze spółek. Udało im się wyprowadzić
indeksy na niewielki plus i zarazić optymizmem Azjatów, nie na długo jednak, bo
po wzrostach na otwarciu większość indeksów kończy dzień niżej niż go zaczęła.
Nikkei spadł o 0,3 proc. po informacji o spadku sprzedaży detalicznej o 4,8
proc. (oczekiwano spadku o 6,2 proc.) i pierwszej od 25 miesięcy inflacji (0,6
proc.). Choć pojawienie się inflacji powinno sprzyjać rynkom, to jednak
inwestorzy mają świadomość, że jest to wydarzenie incydentalne, podyktowane
wzrostem popytu na żywność i energię po trzęsieniu ziemi i jego skutkach. Kospi
wzrósł o 0,3 proc. dzięki danym o wzroście nadwyżki handlowej i rekordowym
eksporcie, a indeks giełdy w Szanghaju stoczył nieudaną batalię o utrzymanie
wczorajszego minimum. Po spadku o 0,5 proc. (na godzinę przed końcem notowań)
znajdował się najniżej od czterech miesięcy. Pozostałe indeksy zdołały utrzymać
wzrosty z początku sesji z lepszym skutkiem - akcje drożały w Dżakarcie,
Singapurze czy Australii.
Europa, która negatywnie przyjęła wczoraj dane z USA, dziś na otwarciu
może zechcieć odrobić swoją słabość. Jednak samo zachowanie Wall Street nie może
być jedynym motorem zwyżki, bo ignorowanie słabych danych gospodarczych nie
przyciągnie kapitału na dłuższą metę. Z porannych - korzystnych - informacji
wymienić można poprawę nastrojów brytyjskich konsumentów oraz doniesienia
prasowe o możliwym ominięciu twardych kryteriów kapitałowych dyktowanych przez
Basel III przez niektóre największe europejskie banki. To już są argumenty,
które mogą skusić popyt.
O 11:00 poznamy indeks nastrojów konsumentów w w strefie euro, ale
ważniejsze dla losów rynków będą dane z USA. Chodzi o dochody i wydatki
Amerykanów (14:30), indeks zaufania konsumentów (15:55) i indeks spodziewanych
umów sprzedaży domów. Inwestorzy są przygotowani na słabsze dane o dochodach i
wydatkach Amerykanów, więc są one wliczone w ceny i rozczarowanie nie powinno
być widoczne w cenach akcji. Co z kolei daje nadzieję na to, że poranne
zwyżki uda się dowieźć do końca dnia. Oczywiście zakładając, że nie pojawią się
nowe okoliczności związane np. z długiem Grecji, czy rozwojem sytuacji na
Bliskim Wschodzie (obecnie większość inwestorów w Europie stara się gorączkowo
ustalić znaczenie geopolityczne Jemenu).
W Warszawie mieliśmy wczoraj ruch boczny, który może zostać dziś
przerwany. WIG20 może zmierzyć się z wczorajszym szczytem, ale jego pokonanie
będzie zapewne uzależnione w dużym stopniu od przebiegu notowań w Europie.
Naszym handicap rośnie dzięki wyraźnej poprawie atmosfery na rodzimym rynku
długu, gdzie trafia coraz więcej środków przenoszonych z Europy Południowej.
Stabilizacja rynku długu, czy nawet wzrost cen obligacji, mogą okazać się
pomocne w podtrzymaniu wzrostów w Warszawie w dłuższym terminie.
KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Emil Szweda, Noble
Securities