Początek handlu sugerował kontynuacje środowego załamania na rynku akcji, najmocniejszego od sześciu tygodni. Deprecjacje kursów akcji zdynamizowały słabe dane makro, szczególnie w przypadku indeksu ISM dla sektora usług, który znalazł się na najniższym poziomie od trzech lat. Ekonomiści podkreślają znaczenie tego odczytu. Słabość gospodarki objęła bowiem kolejny, jeszcze ważniejszy od przemysłu sektor gospodarki, stanowiący około 80 proc. jej całości. I kuriozalnie, po chwilowym szoku inwestorzy właśnie w tym upatrzyli szansy dla siebie i rynku akcji. A właściwie w Rezerwie

Federalnej, która z uwagi na niepokojące doniesienia z gospodarki może zdecydować się na ponowne obniżenie ceny pieniądza. Obecnie wg szacunków CME FedWatch, szanse na obniżkę stóp o 25 punktów bazowych wzrosły aż do 92.5 proc. Zachowanie kontraktów terminowych wskazuje też na 50-proc. prawdopodobieństwo redukcji stóp również w grudniu.
Czy tak w istocie będzie, być może dowiemy się już w piątek po prezentacji danych z rynku pracy, któremu władze monetarne bacznie się przygląda. Po ich jakości można będzie wnioskować o przyszłych krokach Fed.
Szósty dzień z rzędu spadała rentowność amerykańskich 10-letnich papierów skarbowych. Spadały też zyski z dwulatek, które zeszły do najniższego poziomu od września 2017 r. Tymczasem trzeci dzień osłabiał się dolar.
Z kolei indeks szerokiego rynku S&P500 rósł w czwartek pierwszy raz właśnie od trzech dni. Na wartości zyskiwało ogółem 10 z 11głownych sektorów z tego wskaźnika. Jedynie branża finansowa poddawała się przecenie co wynikało z obaw inwestorów o przyszłe zyski banków w otoczeniu jeszcze niższych stóp procentowych.
Na zamknięciu sesji indeks DJ IA rósł o 0,47 proc. Wskaźnik S&P500 zyskiwał 0,80 proc. zaś technologiczny Nasdaq drożał o 1.12 proc.