Walutami zarządzaj nie tylko w kryzysie

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2016-02-02 22:00

Przedsiębiorcy zaczęli myśleć o zabezpieczeniach ryzyka walutowego. Niestety, jak zwykle w ostatniej chwili.

Osłabienie kursu złotego w ostatnim czasie sprawiło, że przedsiębiorcy przypomnieli sobie o zabezpieczeniach ryzyka walutowego. To sprzyjająca sytuacja dla eksporterów, którzy z obecnych kursów chcieliby korzystać jak najdłużej.

WAŻNA SYSTEMATYCZNOŚĆ:
WAŻNA SYSTEMATYCZNOŚĆ:
Importerzy i eksporterzy powinni systematycznie zarządzać ryzykiem walutowym, a nie tylko wtedy, kiedy nagle pojawia się widmo wielkich strat — mówi Jacek Maliszewski, główny ekonomista DMK.
ARC

— Dla wielu z nich już notowania euro do złotego powyżej 4,2 są wyjątkowo atrakcyjne — mówi Sebastian Judzin, kierownik ds. obsługi klientów korporacyjnych w Departamencie Doradztwa Korporacyjnego w Domu Maklerskim TMS Brokers.

— Dlatego lawinowo zaczęli się zabezpieczać. Od 14 do 22 stycznia tego roku zabezpieczane przez nas obroty wzrosły o 24 proc. w stosunku do średniej sprzed miesiąca — mówi Bartosz Gruszczyński, trader w Alior Banku. Jego zdaniem, warto, bo obiektywnie rzecz biorąc, nie ma dzisiaj żadnego powodu, żeby złoty był tak słaby jak obecnie, co oznacza, że w każdej chwili może się umocnić. Ponadto ci, którzy się zabezpieczą, na pewno znajdą się w lepszej sytuacji niż konkurencja, która o tym nie pomyśli.

Zarządzać trzeba stale

Jacek Maliszewski, główny ekonomista DMK, dostrzega zainteresowanie zarządzania ryzykiem walutowym głównie ze strony importerów, przede wszystkim dolarowych, którzy dzisiaj są w znacznie trudniejszej sytuacji. Fakt, że firmy myślą o zabezpieczeniach zbyt późno, a nie potrafią budować stałej strategii zarządzania ryzykiem kursów walut, to typowe u nas zjawisko.

— Pamiętam, jak w połowie 2008 r., gdy złoty był rekordowo silny, a kursy euro i dolara na bardzo niskich poziomach, niemal wyłącznie eksporterzy interesowali się zarządzaniem ryzykiem walutowym, podczas gdy importerzy ignorowali tę sprawę — mówi Jacek Maliszewski.

Jego zdaniem, firmy powinny zarządzać ryzykiem, niezależnie od tego, czy na rynku walutowym jest spokojnie, czy też nerwowo.

— Brak działania, odwlekanie sprawy, może pogorszyć wynik finansowy, uszczuplić marże, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do bankructwa firmę, która odkłada na później problem zarządzania ryzykiem kursowym — przypomina Jacek Maliszewski. Poza tym w ostatniej chwili, kiedy rynek jest niespokojny, koszty zabezpieczeń rosną. — Koszt opcji w związku z dużymi wahaniami wzrósł nawet o 40 proc. Jednak eksporterzy zwykle wybierają bezkosztowe forwardy i zabezpieczają nimi pozycje walutowe krótkoterminowo — na 3-6 miesięcy — mówi Bartosz Gruszczyński.

Nie warto spekulować

Zdaniem Sebastiana Judzina, nawet taki termin może okazać się za długi.

— W pierwszym półroczu 2014 r. po półrocznej konsolidacji notowania USD/PLN gwałtownie poszybowały do góry. Wtedy wielu eksporterów dolarowych uznało, że poziomy 3,15-3,2 zł należy natychmiast wykorzystać do zabezpieczenia pozycji walutowej nawet na pół roku do przodu. Jednak okazało się, że kolejne pół roku później kurs był jeszcze lepszy — ponad 3,35 zł. I co zrobić z wdrożonym, sztywnym zabezpieczeniem przy 3,15 zł, kiedy na rynku spot moglibyśmy dostać dwadzieścia groszy więcej za każdego dolara? Aktualne notowania EUR/ PLN — bliskie 4,50 — wydają się być atrakcyjne dla eksporterów. Ale czy możemy być pewni, że pod koniec kwartału za jedno euro nie trzeba będzie zapłacić 4,70 lub więcej? Dlatego warto korzystać z elastycznych form zabezpieczenia pozycji walutowej, które w połączeniu z wiedzą ekspercką mogą być bezpieczne dla przedsiębiorstwa — twierdzi Sebastian Judzin. Warto się jednak zastanowić, czy lepiej zabezpieczyć tylko określony poziom kursu, czy szukać wciąż najlepszych. Bartosz Gruszczyński przestrzega przed spekulacjami.

— Warto zabezpieczyć tylko taki kurs, który gwarantuje utrzymanie marży handlowej — radzi trader w Alior Banku. — Ryzykiem walutowym najlepiej zarządzać stale. Prognozowanie kursów waluty jest pokusą do spekulacji. Jeśli przedsiębiorca uwierzy w jakąś prognozę i postawi wszystko na jedną kartę, a taka prognoza się nie spełni, to poniesie stratę. Lepiej przyjąć, że scenariuszy może być wiele i tak zarządzać walutami, aby bez względu na to, jaki scenariusz się zrealizuje, przedsiębiorca zrealizował swoje cele, plany finansowe i zakładane marże handlowe — wtóruje mu Jacek Maliszewski.