Waluty komplikują naprawę Bytomia

Krzysztof Kluska
opublikowano: 2000-10-31 00:00

Waluty komplikują naprawę Bytomia

HANDEL PAPIERAMI: Na koniec roku planujemy kilka transakcji związanych z handlem naszymi papierami dłużnymi i obligacjami, Nie mogę jednak jeszcze ujawnić szczegółów — mówi Cezary Przybysławski, prezes Zakładów Odzieżowych Bytom. fot. Borys Skrzyński

Niskie notowania walut europejskich negatywnie odbiły się na wynikach ZO Bytom. Według zarządu spółki, w efekcie mogą one zahamować jej restrukturyzację. Ratunkiem może być przeniesienie części eksportu do strefy dolarowej.

Od początku roku Zakłady Odzieżowe Bytom tylko na eksporcie poniosły ponad 4 mln zł straty. Zdaniem Cezarego Przybysławskiego, prezesa Bytomia, taka sytuacja może zahamować proces restrukturyzacji spółki. Według niego, podstawowymi przyczynami kiepskich wyników są bardzo niskie kursy marki niemieckiej i euro w stosunku do złotego. Tymczasem 80 proc. produkcji firmy trafia na eksport.

— Różnice w kursach walut tylko w księgowaniu transakcji zagranicznych spowodowały od początku roku stratę prawie 2 mln zł — wyjaśnia Cezary Przybysławski

Niespodziewany cios

Trzyletni plan restrukturyzacji, którego realizację rozpoczął zarząd firmy w 1998 roku (kiedy strata netto na koniec 1997 roku sięgnęła prawie 30 ml zł), miał doprowadzić do osiągnięcia zerowego lub nawet dodatniego wyniku finansowego na koniec tego roku.

— W naszych planach poprawy sytuacji ekonomicznej nie zakładaliśmy takich spadków wartości walut europejskich — mówi prezes.

Zarząd spółki — mimo dopiętego portfela zamówień do końca pierwszego kwartału 2001 roku — nie jest jeszcze w stanie prognozować wyników finansowych na koniec roku 2000.

— Na wyniki finansowe osiągane przez firmę mają wpływ nie tylko kursy walut. Nasza spółka ma bardzo wysokie koszty własne. Spłacamy przecież na bieżąco nasze kredyty. Nieporównywalnie w stosunku do cen naszych produktów wzrosły koszty wytwarzania. Sytuacja na krajowym rynku jest mało obiecująca. Popyt na garnitury dramatycznie się załamał — mówi prezes Przybysławski.

Konieczne wyrzeczenia

W efekcie ograniczone zostały wydatki inwestycyjne.

— Planowaliśmy uruchomienie nowej linii produkcji spodni. Niestety, wydatek ponad 3 mln DEM (ponad 6 mln zł) byłby tylko kolejnym, bezsensownym powiększaniem zadłużenia zakładu, które i tak stanowi obecnie około 80 proc. naszych aktywów — mówi Cezary Przybysławski

Jednym z pomysłów na poprawę sytuacji może być przeniesienie części eksportu w strefę dolarową. Władze spółki starają się wejść na rynki amerykańskie.

— Obecnie negocjujemy z partnerami zza oceanu. Dzięki wzrostowi kursu dolara możemy konkurować z tanimi producentami z Meksyku czy Dominikany. Staramy się również podpisać kontrakty z nowymi klientami z Anglii, gdzie nadal najpopularniejszym strojem jest konserwatywny garnitur — twierdzi prezes.

Obecnie firma, dzięki pięciu zakładom produkcyjnym, może wyprodukować prawie 800 tys. garniturów rocznie. Istnieją jednak możliwości zwiększenia produkcji do poziomu 1 mln sztuk rocznie. Ta rezerwa ma zostać wykorzystana na realizację ewentualnych zamówień zza oceanu.

— Nie możemy negocjować ze zbyt wieloma klientami jednocześnie, bo firmy zagraniczne nie zgodzą się produkować swoich artykułów w tym samym zakładzie. Wystarczy jednak 3-4 klientów z USA i tyle samo w Anglii, abyśmy połowę naszej produkcji mogli przeznaczyć na sprzedaż w strefie dolarowej — planuje szef spółki.

Możesz zainteresować się również: