Wam sława, nam kasa

Marcin Zawiśliński
16-06-2008, 00:00

Zwycięstwo w telewizyjnym show ma z nich zrobić gwiazdy sezonu albo choćby wieczoru. A stacjom telewizyjnym dać milionowe zyski.

Masowe programy rozrywkowe to świetny biznes

Zwycięstwo w telewizyjnym show ma z nich zrobić gwiazdy sezonu albo choćby wieczoru. A stacjom telewizyjnym dać milionowe zyski.

Taniec, śpiew i nagrody dla najlepszych. To recepta na finansowy sukces polskiego programu rozrywkowego. Jednym z pierwszych po historycznym przełomie 1989 r. była „Szansa na sukces”. Pojawiła się na antenie TVP 2 w 1993 r. z Wojciechem Mannem jako prowadzącym i do tej pory ogląda ją średnio 3,5 mln widzów. Potem był przygodowy „Agent” w TVN, prowadzony przez Marcina Mellera. Ale prawdziwym przełomem okazał się w 2001 r. — także w TVN — „Big Brother”.

— Oglądali go wszyscy. Pozostałe programy mają pojedyncze elementy tego reality show, ale już nim nie są — uważa prof. Wiesław Godzic, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Pierwsza polska edycja realizowanego na licencji holenderskiej programu przyciągała do TVN średnio 4,5 mln widzów. Odcinek finałowy oglądało prawie 8,9 mln Polaków. To do dzisiaj niepobity rekord w kategorii takich programów. „Idol”, „You can dance” czy „Jak oni śpiewają” cieszyły się średnią oglądalnością na poziomie 3-3,5 mln osób.

— Większą mają tylko seriale, które ogląda 6-8 mln osób, oraz pielgrzymki papieża i skoki Adama Małysza, które podziwia 8-10 mln Polaków — zauważa Wiesław Godzic.

Dywersyfikacja zysku

Patrząc na telewizyjne ramówki, można odnieść wrażenie, że Polsat, TVN i TVP uczyniły ze swoich programów rozrywkowych oręż w walce z konkurentem.

Najwięcej pokazuje ich stacja Piotra Waltera. Teraz prowadzi nabór do kolejnego, „Mam talent!”. Ma wystartować wczesną jesienią i już na dobre wymazać z pamięci prezentowanego z sukcesem w latach 2002-05 w Polsacie „Idola”.

We wrześniu ruszą też kolejne odcinki „You can dance” w TVN. Z ramówki wypadnie zapewne „Big Brother”, który w TV4, należącym do Polsatu, oglądało ostatnio raptem nieco ponad 200 tys. widzów.

— Formuła ta już się ludziom przejadła. Przesadzono tu z propagowaniem dennych wzorców. To się stał program dla ludzi z najniższym kapitałem kulturowym, dla liczebnego marginesu — stwierdza Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Dlaczego stacje telewizyjne prześcigają się, najczęściej nie w wymyślaniu (wyjątek stanowi „Szansa na sukces”), ale w kupowaniu zagranicznych licencji na takie show? Dla pieniędzy. Wpływy reklamowe z drugiej edycji „You can dance” wyniosły blisko 30 mln zł (dane cennikowe, bez rabatów, według AGB NMR), a emitowany ostatnio w Polsacie „Jak oni śpiewają” blisko 48 mln zł.

— Oprócz reklam sięga się po sponsoring — od rzeczowego po finansowy. Coraz popularniejsze są też dochody z konkursów SMS, sprzedaży gadżetów. Kreuje się „modę” wśród widzów, na przykład na taniec czy śpiew, co z kolei daje kolejne możliwości zarobku. Podpisuje się też kontrakty z gwiazdami programów, zarządza ich czasem i karierą — wymienia Małgorzata Tarasiuk, deputy TV buying director w Mediaedge:cia.

Takie działania wzmacnia duży wybór narzędzi PR i eventów, organizowanych wokół programu. Szeroko stosuje się też tzw. product placement.

Społeczny wzorzec

Dlaczego od lat po kilka milionów widzów regularnie ogląda takie programy, jak „Jak oni śpiewają” lub „You can dance”?

— Chodzi o tożsamość. Ludzie są niepewni siebie i swoich umiejętności. Obserwują innych i starają się na nich wzorować. Zarówno na zwykłych uczestnikach, dla których wygrana w programie jest spełnieniem marzenia o karierze od pucybuta do milionera, jak i na tzw. celebrities — wyjaśnia Wiesław Godzic.

Zdaniem Tomasza Szlendaka, widzów zawsze będą przyciągały programy, w których uczestniczą znane postaci, pojawia się seksualność lub bliższa relacja damsko-męska. Dla wielu osób sam udział w programie jest synonimem awansu społecznego. Ale tak naprawdę gwiazdy telewizyjnych show błyszczą niedługo. Wyjątkiem od reguły jest Justyna Steczkowska („Szansa na sukces”), Monika Brodka („Idol”), Janusz Dzięcioł („Big Brother”), teraz poseł PO. Prawdziwymi zwycięzcami są stacje telewizyjne, które zbijają na nich majątek. Muszą tylko przyciągnąć widzów.

Marcin Zawiśliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wam sława, nam kasa