Norwegowie chcą przewieźć ponad milion osób w dwa lata. Założą w Polsce własną spółkę.
Norwegian Air Shuttle, norweska tania linia lotnicza, zasypuje Polskę nowymi trasami.
— 14 września zaczynamy latać do pięciu nowych portów z Warszawy. Z Krakowa dodajemy połączenie do Sztokholmu. Zaczynamy też latać z Wrocławia do stolic Norwegii i Szwecji — mówi Bjorn Kjos, dyrektor generalny Norwegian.
Duża liczba uruchamianych tras jest możliwa dzięki rozwijaniu bazy na Okęciu. Wkrótce będzie na niej stacjonował drugi samolot przewoźnika.
— Chcemy, by do 2007 r. bazowało tu pięć maszyn — zapowiada Bjorn Kjos.
Podkreśla, że baza zatrudni polskich pracowników.
— Chcemy zatrudnić 100 osób — dodaje Bjorn Kjos.
Obecnie trwa rekrutacja. Norwegian zdobył już m.in. 10 polskich pilotów, a kolejnych dziesięciu właśnie szkoli.
Na przekór
Linia przyjęła odmienną taktykę od większość tanich linii.
— Stawiamy na Warszawę, a nie na porty regionalne. Znaczna część naszych pasażerów to ludzie podróżujący w interesach i na nich właśnie się koncentrujemy — wyjaśnia Bjorn Kjos.
Tak też jest w innych państwach, dokąd lata Norwegia.
— Nie latamy z reguły na drugorzędne lotniska. Choć są tańsze, to odległość od centrów miast na tyle zniechęca biznesmenów, że nie korzystają z takich połączeń — dodaje dyrektor spółki.
Przewoźnik chce w dwa lata przewieźć z warszawskiej bazy ponad 1 mln pasażerów.
Spółka nad Wisłą
Norwegian ma plan mocnego zaczepienia się w Polsce.
— Do 2007 r. założymy tu własną spółkę i będziemy ubiegać się o polskie certyfikaty — zapowiada Bjorn Kjos.
Mając takie dokumenty, przewoźnik może korzystać z polskich umów regulujących latanie do krajów Europy Wschodniej. Jeśli możliwości przewozów nie zostaną do tego czasu uregulowane na poziomie unijnym, to Norwegowie automatycznie zdobędą przewagę nad liniami certyfikowanymi w państwach, które mają ze wschodnimi sąsiadami mniej korzystne umowy niż my.
Norwegian lata obecnie 20 samolotami, na 82 trasach, do 54 portów. Kapitalizacja spółki wynosi około miliarda złotych.