Warszawa-Jerozolima — niezły start
Działająca od kilku dni izraelska restauracja Warszawa-Jerozolima startuje w dobrym stylu. Stolica wzbogaciła się o kolejne miejsce, w którym można skosztować dobrze przyrządzonych, tradycyjnych potraw żydowskich.
Wnętrze lokalu urządzono raczej uniwersalnie. Poza malowidłami na ścianach, przedstawiającymi Jerozolimę i dzielnicę żydowską w przedwojennej Warszawie, brak w nim jakichkolwiek elementów związanych z tradycją Narodu Wybranego.
Pewnym mankamentem Jerozolimy jest brak prywatności, co kwalifikuje ją raczej jako miejsce spotkań z przyjaciółmi, niż omawiania spraw związanych z prowadzeniem interesów.
Nie jestem znawczynią kuchni żydowskiej, dlatego nie będę porównywać umiejętności kucharza Jerozolimy z jego kolegami z innych lokali. Przyznam tylko, że wszystko, co serwuje, przyrządzone jest z dużą pieczołowitością.
Z przystawek na pewno warto wybrać półmisek izraelski, na którym można znaleźć takie specjały jak: falafel — smażone kulki z ciecierzycy, humus — pastę z tejże ciecierzycy z czosnkiem i cytryną oraz sosy — thina i mathuba.
W karcie znalazły się tylko dwie zupy, ale złota i rosół z knedlami nie budzą zastrzeżeń.
Z dań głównych polecam kabab izraelski z mięsem wołowym i jagnięcym (dobrze zachować sobie do niego nieco sosów z przystawek). Warto skosztować także potrawy z wołowiny, pęczaku, ziemniaków i jaj, noszących egzotyczną nazwę czulent. Rozczarowuje zachwalana shawarma z mięsa indyczego z tłuszczem jagnięcym. Jest mdła i bez wyrazu.
Jeśli chodzi o jakość obsługi, Jerozolima plasuje się w czołówce stołecznych restauracji. Kelnerzy są sprawni, dyskretni i chętnie instruują gości, jak spożywać potrawy, z którymi przyszło im się zmierzyć po raz pierwszy.