Warszawa zaważy na strategii Anglików
Marks & Spencer, międzynarodowa firma handlu detalicznego obejmująca 718 sklepów, funkcjonuje w 34 krajach świata. Około połowy placówek zagranicznych to sklepy prowadzone przez lokalnych partnerów franchisingowych. Do takich zalicza się także nowo otwarty w Warszawie. Jedni czekali na to wydarzenie już od kilku lat, dla innych, usytuowany w centrum miasta potencjalny konkurent, stał się solą w oku.
Sklep dzierżawi powierzchnię w niezbyt efektownym obiekcie u zbiegu Alej Jerozolimskich i ul. Emilii Plater. Znalezienie lepszej lokalizacji nastręczało trudności, a z otwarciem nie było co zwlekać. Polacy już dość długo żyli mitami związanymi z Marksem & Spencerem, a tzw. odłożony popyt mógłby spowodować w efekcie srogie rozczarowanie po obydwu stronach lady.
— Była szansa, że Marks & Spencer pojawi się w Polsce w 1993 r. jako partner dla DTC. Niestety tak się nie stało. Dziś trudno mu się było „włamać” do centrum miasta — mówi były minister przekształceń własnościowych Wiesław Kaczmarek.
Warszawa to dopiero początek ekspansji Marksa & Spencera w Polsce. Być może w innych miastach sklepy będą usytuowane w lokalach bardziej odpowiadających stylowi sprzedaży i klasie oferowanych towarów.
— Planujemy otwarcie następnych sklepów. Realizacja tego projektu jest uzależniona od tego, jakie efekty osiągniemy w Warszawie. Myślimy o Starym Mieście w Krakowie i Wrocławiu — sygnalizuje Tomasz Holc, prezes spółki Marks & Spencer Franchise, jeden z piątki jej udziałowców.
Tych, którzy tu wchodzą pierwszy raz, odstraszają ceny. Zestaw sweterków typu bliźniak kosztuje 460 zł, spodnie z podwójnego strechu — 260, figi string — 60 zł, tyle samo trzy pary męskich skarpet. W jesiennej kolekcji przeważają ciemne stonowane szarości, czernie i trochę błękitów.
— Wszystko, co oferujemy, jest dobrze uszyte i w doskonałym gatunku. Na cenę składa się m.in. cło, VAT i koszty dystrybucji. Wszystkie produkty trafiają tu z centralnego magazynu w Anglii, choć nie wykluczam, że część jest szyta Polsce. Kiedyś na pewno stąd pochodziły kurtki przeciwdeszczowe i konfekcja dziecięca. Do działów AGD Marksa & Spencera trafiają wyroby z Krosna za 20 mln funtów rocznie. Jaka jest w ogóle skala zamówień, nie wiadomo. Wszystko bowiem, bez względu na kraj wytwarzania, sprzedawane jest pod jedną marką — mówi Tomasz Holc.
WSPÓLNOTA CELÓW: Sądzę, że nie będzie to nasz ostatni sklep w Polsce — wyraża nadzieję Brian Boldock, szef Marksa & Spencera (na fotografii po lewej). Podziela ją Jolanta Kwaśniewska, małżonka prezydenta, która z okazji otwarcia sklepu otrzymała dotację dla Fundacji Porozumienie Bez Granic i może liczyć na podobne wsparcie przy kolejnych tego typu wydarzeniach (na fotografii po prawej Tomasz Holc, szef Marksa & Spencera Franchise z małżonką).
CZAS POKAŻE: Podoba mi się skala tego przedsięwzięcia, niezbyt duża, ani zbyt ryzykowna. Marks & Spencer kojarzy się z dobrą jakością, ale ceny są wysokie. Myślę, że będzie trzeba dobrać ofertę do możliwości i potrzeb klienta. Nie wiadomo też, jak zareagują ci, którzy na tę markę długo czekali. Z popytem odłożonym bywa różnie — snuje refleksje Tomasz J. Bańkowski, reprezentujący Euro Fundusz Przymierze.
ANTIDOTUM NA BYLEJAKOŚĆ: Marks & Spencer to dobra średnia marka. Jest potrzebny jako przeciwwaga wobec ekspansji supermolochów psujących polski rynek detaliczny. Nie mogłem się oprzeć i kupiłem parę niemnących koszul i to, co się niszczy najszybciej — skarpety — zwierza się Wiesław Kaczmarek, były minister przekształceń własnościowych.
DOBRA INWESTYCJA: Dużo firm zachodnich zleca szycie naszym producentom. To się opłaca i przysparza miejsc pracy. Nie zdziwiłbym się, gdyby u Marksa & Spencera też były takie wyroby. Gdyby nam się udało wylansować w świecie polski brand, robilibyśmy przecież tak samo — zapewnia znany biznesmen Zbigniew Niemczycki (na fotografii z małżonką).
TRZEBA SIĘ ZASTANOWIĆ: Rzeczy od Marksa & Spencera ponoć nosi się latami. Mają na tyle uniwersalny, klasyczny krój, że mogą funkcjonować obok mody, ale ich ceny skłaniają do poważnego namysłu przed zakupem.