Warszawska bitwa o śmieci

  • Anna Pronińska
31-10-2013, 00:00

Najpierw zawiadomienie do urzędu antymonopolowego, potem do prokuratury, a teraz do CBA — przegrani wytoczyli ciężkie działa.

To nie przelewki. Walka w przetargu na wywóz i zagospodarowanie warszawskich śmieci, szacowanym na 1,8 mld zł w ciągu trzech lat (najtańsze oferty opiewały łącznie na ponad 980 mln zł), weszła w decydującą fazę. Firmy Remondis i Byś, wielcy przegrani, w batalię zaangażowali Polską Izbę Gospodarki Odpadami (PIGO) i… CBA.

Grzegorz Czechoński, dyrektor Remondisu Warszawa, nazwał skandalem wniosek o odwołanie składu orzekającego w KIO. Spółka zawiadomi CBA. [FOT. MW]
Zobacz więcej

Grzegorz Czechoński, dyrektor Remondisu Warszawa, nazwał skandalem wniosek o odwołanie składu orzekającego w KIO. Spółka zawiadomi CBA. [FOT. MW]

— Dziś złożymy zawiadomienie do CBA i mam nadzieję, że służby zajmą się wyjaśnieniem przetargu. Na razie nie mogę powiedzieć, jakie zarzuty postawimy — mówi Grzegorz Czechoński, dyrektor w Remondisie Warszawa. — Będzie bardzo dobrze, jeśli taka instytucja sprawdzi przetarg. Był przygotowany zgodnie ze sztuką — mówi Agnieszka Kłąb, zastępczyni rzecznika stołecznego ratusza. Przypomnijmy, że wcześniej Byś złożył do urzędu antymonopolowego zawiadomienie dotyczące zmowy cenowej między MPO a Lekaro (firmy wygrały odpowiednio 5 i 3 obszary Warszawy).

Zawiadomił też prokuraturę w sprawie złożenia przez MPO nierzetelnego oświadczenia o posiadaniu 65 mln zł na rachunku bankowym. Walka zaostrzyła się po piątkowej rozprawie w Krajowej Izbie Odwoławczej (KIO), na której postanowiono powołać biegłych, którzy sprawdzą oferty MPO i Lekaro pod kątem rażąco niskiej ceny. Wówczas przedstawiciele miasta złożyli wniosek o wyłączenie składu orzekającego jako stronniczego. A ponieważ zasiada w nim prezes izby, wniosek trafił na biurko premiera. Jeśli rozstrzygnięcie będzie po myśli miasta, rozprawa zacznie się od początku.

— Byłoby dobrze, gdyby przetarg skontrolowały osoby z zewnątrz, ale czemu izba chciała powołać eksperta teraz, a nie trzy tygodnie temu? Dlatego podtrzymujemy wniosek o zmianę składu orzekającego i liczymy na jego szybkie rozpatrzenie. Zależy nam, by postępowanie przed KIO zakończyło się jak najszybciej — mówi Agnieszka Kłąb.

— To kuriozalny i bezprecedensowy wniosek, bo decyzja co do losów przetargu zostaje przeniesiona na najwyższe szczeble władzy. W ten sposób władze miasta próbują wpłynąć na niezawisłe organy. Napisaliśmy list otwarty do premiera i władz Warszawy o pohamowanie emocji i umożliwienie KIO podjęcia rozważnej decyzji rozstrzygającej, czy w przetargu dochowano standardów — mówi Dariusz Matlak, prezes PIGO.

Odwołujące się firmy złożenie wniosku uważają za skandal.

— To próba manipulacji. Złożenie wniosku do premiera miało na celu zastraszenie KIO i arbitrów. Zasięgnięcie opinii biegłego to najlepszy sposób na merytoryczne rozstrzygnięcie. To nie spodobało się zamawiającemu. Drugim powodem złożenia wniosku może być gra na zwłokę, bo w okresie przejściowym [obowiązuje w stolicy do momentu wejścia w życie nowego systemu śmieciowego — red.] MPO otrzymuje ponad 8 mln zł, a Lekaro ponad 4 mln zł. To może pomóc utrzymać MPO przy życiu — mówi Grzegorz Czechoński.

— Po podpisaniu umów MPO otrzyma dużo więcej, niż zyska w okresie przejściowym. Przedłużanie tego okresu działa na korzyść Bysia i Remondisu — ripostuje Agnieszka Kłąb.

Zdaniem Dariusza Matlaka, warszawski przetarg powinien zostać unieważniony, a ponownie rozpisać go powinien np. wojewoda. Wczoraj nie udało nam się uzyskać komentarza Lekaro. Wcześniej spółka nie zgadzała się ze stawianymi jej zarzutami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / Warszawska bitwa o śmieci