WARSZAWSKA GPW MUSI DBAĆ O INWESTORÓW I SPÓŁKI

Ewa Bednarz
opublikowano: 1999-08-31 00:00

WARSZAWSKA GPW MUSI DBAĆ O INWESTORÓW I SPÓŁKI

Po podpisaniu umów przez kolejne giełdy europejskie grozi nam marginalizacja

TAK Jedno jest pewne: warszawska Giełda Papierów Wartościowych nie tylko musi zadbać o inwestorów i zachęcić spółki do wchodzenia na parkiet, ale również znaleźć swoje miejsce na jednoczącym się europejskim rynku kapitałowym.

Umowę o współpracy podpisały już giełdy w Londynie i Frankfurcie. Porozumienie zawarły również giełdy państw Beneluksu i skandynawskie, a giełdy w Zurychu oraz w Paryżu zawarły z kolei umowę o wzajemnym członkostwie.

Jedną nogą w Europie

W czerwcu tego roku pierwsze trzy giełdy z Europy Środkowej i wschodniej zostały przyjęte do Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE). Członkiem stowarzyszonym federacji została obok giełd z Budapesztu i Lublany również warszawska GPW. 12 lipca podpisano porozumienie o współpracy z London Stock Exchange, podobną umowę zawarto też z Paris Bourse.

Według Wiesława Rozłuckiego, prezesa warszawskiej GPW, umożliwi to polskiej giełdzie uczestniczenie w konsolidacji rynków europejskich. Warunkiem przystąpienia do nich jest jednak dostosowanie obowiązujących u nas przepisów do standardów europejskich oraz modernizacja systemu informatycznego.

Pierwszy warunek został już spełniony. Aby spełnić drugi, GPW kupiła od giełdy paryskiej nowy system komputerowy. Swoim zasięgiem obejmie on wszystkich uczestników obrotu giełdowego: domy maklerskie, emitentów, inwestorów oraz instytucje prowadzące rozliczenia, nadzór giełdowy oraz kontrolę zawieranych transakcji.

Nowe rozwiązania będą miały wpływ na zmianę zasad funkcjonowania samej giełdy i rozszerzenie zakresu usług poprzez wprowadzenie nowych sposobów notowań oraz nowych instrumentów finansowych. Biura maklerskie będą mogły bezpośrednio ze swojej siedziby wprowadzać zlecenia do systemu giełdowego i na bieżąco odbierać potwierdzenia zawartych transakcji. Dzięki wprowadzeniu nowego systemu informatycznego inwestorzy przy pomocy jednego terminalu będą mogli połączyć się z giełdami na całym świecie.

Czekanie na PDR-y

Uatrakcyjnieniu polskiego rynku giełdowego ma również służyć zapowiedziane jeszcze w kwietniu przez Wiesława Rozłuckiego notowanie na warszawskim parkiecie spółek zagranicznych pod postacią PDR-ów, czyli polskich kwitów depozytowych (Polish Deposit Receipt, odpowiednik GDR-ów czy ADR-ów). Prezes zapewniał, że zarówno sama giełda, jak i Komisja Papierów Wartościowych i Giełd są już przygotowane do wprowadzania ich do obrotu. Pozostaje tylko pytanie, czy znajdą się firmy zagraniczne, które będą chciały być notowane na warszawskim parkiecie. A jeżeli się znajdą, czy będą one atrakcyjne dla polskich inwestorów.

Szukanie kapitału

Z przeprowadzonych na zlecenie „Pulsu Biznesu” badań wynika, że ponad 80 proc. spółek notowanych na giełdzie zdecydowało się na upublicznienie firmy w poszukiwaniu kapitału. Prawie połowa z nich jako zaletę notowań podaje podniesienie prestiżu firmy i jej upowszechnienie. Zarówno zarządy dużych, jak i małych firm podkreślają łatwość zdobywania kolejnych kontraktów. Nie bez znaczenia jest również wiarygodność spółki. Firmy powszechnie znane jako spółki giełdowe nie muszą składać wielu dokumentów przy przetagrach. Przyczynia się do tego publikowanie danych finansowych i prognoz zgodnie z wymaganiami prawa o publicznym obrocie papierami wartościowymi i rozporządzeniami Rady Ministrów, które postrzegane są przez potencjalnych kontrahentów jako rzetelne. Spółki te mogą również rospocząć starania o notowania GDR-ów na giełdzie londyńskiej. Istnieje więc możliwość zyskiwania kapitału na rynkach zagranicznych, co znacznie podnosi prestiż i uwiarygodnia spółkę.

Mimo notowania na parkiecie 199 firm, codzienne podawanie kursów akcji przyczynia się do upowszechnienia nazwy spółki. A inwestorzy zainteresowani rynkiem kapitałowym zawsze zwrócą uwagę na debiut giełdowy nowej firmy.

NIE Brak zainteresowania spółek wejściem do obrotu publicznego w połączeniu ze spadkiem aktywności inwestorów i brakiem kapitału zachodniego nie najlepiej rokuje rozwojowi giełdy.

Dodatkowym zagrożeniem może być stworzenie wspólnej elektronicznej platformy obrotu papierami wartościowymi przeznaczonej dla spółek o największej kapitalizacji z Europy Środkowej. Uruchomienie takiego odrębnego rynku zapowiedziały giełdy z Frankfurtu i Wiednia.

Groźba marginalizacji

Dla dużych spółek będzie to szansa wejścia na międzynarodowy rynek o określonej renomie. Zwiększy się możliwość pozyskania inwestorów zagranicznych i kapitału. Na rodzimym rynku mogą pozostać więc najmniejsze i z punktu widzenia inwestorów najmniej interesujące spółki. Rola giełd regionalnych, w tym polskiej, ulegnie więc marginalizacji. Jeżeli rynek nie zostanie uatrakcyjniony, z czasem może okazać się po prostu niepotrzebny.

Wiesław Rozłucki, prezes GPW, nie jest zwolennikiem notowania polskich akcji w Wiedniu i Frankfurcie. Uważa on, że przyczyni się to nie tylko do spadku płynności na warszawskim parkiecie, ale również do obniżenia aktywności i tak niewielu indywidualnych inwestorów krajowych. Utrudniony dostęp do informacji i wysokie prowizje skutecznie zniechęcą akcjonariuszy do lokowania kapitału w akcje polskich spółek notowanych poza granicami kraju.

Potrzebna współpraca

Zrealizowanie planów Wiednia i Frankfurtu powinno zmobilizować do uatrakcyjnienia polskiego rynku. Aby podjąć konkurencję, potrzebne jest jednak współdziałanie wszystkich instytucji rynku kapitałowego, w tym Skarbu Państwa. Tymczasem ostatnio przeprowadzane prywatyzacje nie zachęcają potencjalnych akcjonariuszy do zainteresowania się rynkiem kapitałowym. O interesy inwestorów nie dbają również same spółki przeprowadzające oferty publiczne. Transze przeznaczone dla małych inwestorów są często niewielkie w stosunku do zainteresowania, co powoduje duże redukcje przy zapisach i jednocześnie zmniejsza opłacalność inwestycji na rynku pierwotnym.

Na giełdzie w dalszym ciągu brakuje spółek o dużej kapitalizacji. Niewiele dużych firm pozostało jednak do sprywatyzowania. Jeśli giełda nie wykorzysta potencjału drzemiącego w małych i średnich przedsiębiorstwach, może się okazać, że jedynym sposobem wzbogacenia giełdy jest notowanie nowych instrumentów finansowych. Jednocześnie Komisja Papierów Wartościowych i Giełd przygotowała projekt ustawy o obligacjach, który umożliwi notowanie na giełdzie obligacji korporacyjnych. Projekt ten został już przesłany do Ministerstwa Finansów. Zdaniem Jacka Sochy, przewodniczącego KPWiG, instrumenty takie wobec malejącej inflacji powinny cieszyć się dużym zainteresowaniem spółek. Dzięki nim wzrośnie również motywacja przedsiębiorstw do wchodzenia na giełdę. Uatrakcyjnić rynek miało też wprowadzenie do obrotu praw do akcji. Spółki najwyraźniej nie chcą jednak korzystać z tej możliwości. W prospektach emisyjnych złożonych w KPWiG nie ma zapisów o dopuszczeniu do obrotu kolejnych PDA.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie „Pulsu Biznesu” wynika, że zarówno przedsiębiorstwa już notowane na giełdzie, jak i rozważające upublicznienie najbardziej obawiają się jawności informacji. Dotyczy to zwłaszcza spółek, które nielicznie reprezentują poszczególne branże.

Giełda kosztuje

Obowiązek publikowania raportów i ujawniania strategii rozwoju jest również powodem wycofywania firm z obrotu publicznego i przekształcania w spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (Wedel, Domplast). Zarządy wielu firm podkreślają bardzo wysoki koszt wejścia na giełdę. Zdają sobie z tego sprawę przede wszystkim spółki już notowane na parkiecie, które wiedzą, że kosztuje również utrzymanie firmy w publicznym obrocie. Rozbieżna jest natomiast ocena niestabilności rynku. Wahania koniunktury jako wadę wynikającą z obecności na giełdzie podaje zaledwie 5,8 proc. firm już notowanych. Podczas gdy prawie pięć razy więcej firm nie notowanych uważa to za istotny argument przemawiający na niekorzyść GPW.

Michał Skipietrow, prezes Mostostalu Export

Spółka publiczna jest zdecydowanie bardziej wiarygodna dla przyszłych kontrahentów. Startujemy w wielu przetargach, a dzięki temu, że publikujemy zgodnie z ustawą o publicznym obrocie bieżące raporty, nie wymaga się od nas dodatkowych dokumentów. Spółka notowana na giełdzie przygotowując plan rozwoju ma przecież możliwość nie tylko podwyższenia kapitału w drodze kolejnych emisji, ale również wyemitowania obligacji zamiennych na akcje lub obligacji korporacyjnych, co jest dużo tańsze od kredytu. Do tego dochodzi jeszcze sprawa bezpłatnej reklamy — dzięki publikacjom w prasie czytelnicy oswajają się z nazwą spółki.

Piotr Szeliga, wiceprezes zarządu GPW

Wejście spółki na giełdę podnosi automatycznie jej renomę, nobilituje ją. Dzięki upublicznieniu firma ma możliwość pozyskiwania kapitału nie tylko poprzez kolejne emisje. Łatwiej jej zawierać kontrakty. Może również rozpocząć notowania GDR-ów (Globalnych Kwitów Depozytowych, emitowanych dla zagranicznych akcjonariuszy pod zastaw akcji — red.) w Londynie.

Anonimowa spółka nie ma możliwości poszukiwania kapitału za granicą. Proces upublicznienia jest jednak za długi. Jeżeli rozpoczyna się w trakcie koniunktury — spółki obawiają się, że zanim dojdzie do debiutu giełdowego akcji firmy, koniunktura się odwróci. Natomiast dekoniunktura na parkiecie odstrasza wiele spółek od podjęcia starań wejścia na parkiet.

Piotr Voelkel, prezes Vox Industrie

Nie zrezygnowaliśmy z planów wejścia na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Odroczyliśmy tylko tę decyzję w czasie. Środki z emisji chcieliśmy przeznaczyć na budowę fabryki, która produkowałaby na eksport. Po kryzysie rosyjskim i ograniczeniu możliwości zbytu na rynki wschodnie zrezygnowaliśmy z budowy. Pieniądze na inwestycje przestały więc być nam chwilowo potrzebne. Szukamy teraz nowych rynków zbytu. Prowadzimy rozmowy z RPA i Stanami Zjednoczonymi. Jeżeli zawrzemy umowy i będziemy potrzebowali środków na konkretny cel, na pewno podejmiemy starania o przeprowadzenie nowej emisji akcji i wejście na parkiet.

Lesław Paga, prezes Deloitte & Touche

Istnieje kilka powodów spadku zainteresowania spółek wchodzeniem na rynek publiczny. Po pierwsze staniały inne źródła uzyskiwania kapitału bez ryzyka przejęcia. Firmy niepublicznej nie można bowiem przejąć bez zgody zarządu. Poza tym w ubiegłym roku zmieniło się wielu prezesów spółek giełdowych. Szefowie przedsiębiorstw nie upublicznionych mogą obawiać się więc, że po wejściu do obrotu również mogą stracić pracę. Po trzecie obrót dla wielu firm jest za drogi. Wiąże się z nim również wiele problemów. Minęły czasy gdy wejście spółki na giełdę wiązało się z bezpłatną reklamą. Teraz jest tak dużo notowanych spółek, że nowe nie stają się automatycznie powszechnie znane. Spadł więc prestiż, który podkreślany był jeszcze kilka lat temu.

Jacek Papaj, prezes Comp

Zrezygnowaliśmy z wejścia na giełdę, ponieważ po złożeniu prospektu załatwianie formalności trwało tak długo, że w tym czasie zmieniło się prawo o obrocie papierami wartościowymi. Musielibyśmy przygotować więc prospekt niemal od początku, co było zbyt kosztowne. Postanowiliśmy poszukać kapitału gdzie indziej. Naszym inwestorem finansowym został Enterprise Investors. Nie wykluczamy wejścia na giełdę, ale dojdzie do tego wtedy, gdy będą domagali się tego nasi akcjonariusze.

Mariusz Grajek, prezes CeTO

Wygasa impuls prywatyzacji, a tempo przyrostu sektora ciągle prywatnego nie rośnie. Trzeba pamiętać, że liczba spółek prywatnych, które są gotowe do wzięcia udziału w rynku publicznym jest ograniczona. Także mechanizmy wprowadzenia spółek do obrotu publicznego są zbyt kosztowne. Warunki, które są do przyjęcia dla spółek prywatyzowanych przez Skarb Państwa, są nie do przyjęcia dla prywatnych, które bardziej liczą się z pieniędzmi. Ponadto spada inflacja. Jeszcze dwa, trzy lata temu pozyskanie kapitału z rynku publicznego przy kosztach wynoszących 15 proc. było niezwykle atrakcyjne wobec 20-25-proc, inflacji. Teraz koszty te wyrównają się z kosztami zaciągania kredytów. Jeżeli zostaną one obniżone, to z pewnością wzrośnie zainteresowanie rynkiem.