Warszawski parkiet wybił się na niezależność

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-06-09 00:00

Nerwowość i niezdecydowanie widoczne były wczoraj na europejskich parkietach przez cały dzień. Stan ten nie wynikał z żadnych istotnych wydarzeń czy informacji ani nawet z oczekiwania na nie. Jedynie dane dotyczące dynamiki produkcji niemieckiego przemysłu mogły działać prowzrostowo. Mogły, ale nie zadziałały. Kontrakty na amerykańskie kontrakty straszyły DAX, a DAX straszył pozostałe giełdy kontynentu. Na tym tle nasz WIG20 wykazywał sporą niezależność, przebywając na minusie jedynie przez ponad dwie godziny i wykorzystując do zwyżki każdą okazję. Złośliwi mogą się uśmiechać, że ustępował tylko wskaźnikom w Atenach i Rydze, jednak uporu bykom w obronie 2300 pkt odmówić nie można i nie towarzystwo się wczoraj liczyło, ale powstrzymanie przeceny wbrew niekorzystnym okolicznościom.

Inwestorzy na warszawskim parkiecie zaczęli wtorkową sesję odważnie. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu prawie 0,9 proc. Te wzrosty można było uznać za spore w porównaniu z powściągliwością, jaka panowała na głównych giełdach europejskich. Choć skala zwyżki szybko malała, nasz rynek wykazywał sporą odporność na pogarszanie się nastrojów na świecie. Przez prawie dwie godziny naszym indeksom udawało się utrzymywać nad kreską. Nie wytrzymały dopiero wówczas, gdy wskaźnik we Frankfurcie zwiększył stratę do 0,8 proc. W pierwszej fazie sesji liderem wzrostów były papiery KGHM, odrabiając połowę poniedziałkowej straty. Po ponad 1 proc. rosły walory Pekao i PKO. W czasie przyspieszenia fali spadków najmocniej traciły akcje BRE i BZ WBK. Tylko nieznacznie ustępowały im papiery Lotosu. Jako jedyne spośród największych spółek przecenie nie poddawały się walory PZU. Podobnie jak w poniedziałek bykom udało się powstrzymać spadki, gdy WIG20 zbliżył się do 2300 pkt. Końcówka sesji znów była bardzo nerwowa i przebiegała w rytm zmian na Wall Street. Ostatecznie wskaźnik największych spółek zniżkował o zaledwie 0,2 proc. Obroty przekroczyły 2,1 mld zł.

Na GPW nieoczekiwanie widoczny był i spory optymizm, i wyjątkowa odporność na niekorzystne sygnały płynące z otoczenia. Nieczęsto w ostatnim czasie zdarzała się nam taka "niezależność". Można podejrzewać, że istotnym bodźcem do takiego zachowania była chęć obrony przed spadkiem WIG20 poniżej 2300 pkt. W poniedziałek poważniejszą akcję popytu można było obserwować, gdy WIG20 znalazł się od niego w odległości zaledwie 7 pkt, wczoraj podjęta została przy dystansie nieco ponad 9 pkt. Pod koniec maja indeks znalazł się niżej jedynie przez dwa dni, po czym nastąpiło dynamiczne odbicie. Do powtórki tego scenariusza nasza "wewnętrzna" siła może jednak okazać się niewystarczająca.

Roman

Przasnyski