Giełdowy sektor bankowy pokazał bardzo dobre wyniki, a liderzy nie rozczarowują. BZ WBK nie powiększa udziału w rynku, jednak nadal jest jednym z najlepiej poukładanych banków, trzyma koszty w ryzach, a dobre relacje z kluczowymi klientami przy wzroście popytu na kredyty inwestycyjne powinny dać dodatkowe efekty. Godny uwagi jest Bank BPH, który przyzwyczaił inwestorów do tego, że jest liderem wzrostów. Co ważne, rozwój depozytów, kredytów i aktywów jest równomierny. Jednak w oczekiwaniu na wezwanie wyniki schodzą na drugi plan, bo kurs jest bardziej uzależniony od zmian notowań Unicredito.
Wśród banków na uwagę zasługują ING BSK i Kredyt Bank, które jeżeli odniosą sukces we wdrażaniu nowych strategii, mogą dać nieźle zarobić. Po raz pierwszy ING udało się w przypadku depozytów zdobyć większy udział w segmencie detalicznym niż korporacyjnym. Konkurencja w tym ostatnim jest bardzo silna, a jeśli inwestycje ruszą i depozyty firm skurczą się, to ING wyjdzie na detalu bardzo dobrze. Jednak z kredytami detalicznymi w ING jest bardzo słabo. Na razie nie widać efektów nowej strategii docierania do klientów. Wynik netto Kredyt Banku jest bardzo dobry, ale to prawie wyłącznie efekt zdarzeń jednorazowych. Na razie wątpię, czy bank jest w stanie znacząco zwiększyć przychody w kolejnych kwartałach. Bardziej wierzę więc w ING BSK.
Wzrosty kursów niektórych banków wydają się zbyt duże, nawet w świetle bardzo dobrych wyników. Millennium zwiększa rolę bankowości detalicznej dzięki sprzedaży kredytów hipotecznych. Dobre wyniki zostały zdyskontowane, ale bank nadal ma największy potencjał wzrostu — udział kredytów w aktywach jest relatywnie najniższy. Jednak ostatnie wzrosty, być może dyskontujące bardzo dobre wyniki PZU, uważam za przesadzone.
Pekao odnosi co prawda sukcesy w sprzedaży hipotecznych kredytów złotowych, ale w niedużym stopniu przekłada się to na przychody z bankowości detalicznej. Biorąc pod uwagę, że wzrost wyników w drugim kwartale został wypracowany głównie w pionie bankowości inwestycyjnej, a nie w detalu, można się zastanowić, czy rynek nie przesadził w optymistycznej interpretacji rezultatów.
Andrzej Powierża, doradca inwestycyjny BDM PKO BP