Warto unikać procesów
Zjawisko korupcji w kontaktach między firmami prywatnymi jest, zdaniem naszych rozmówców, raczej rzadkie. W przypadkach niedużej szkodliwości czynu poprzestają na usunięciu winnego z pracy.
Paweł Piwowar prezes Oracle Polska
- W Oracle nie mieliśmy takiego przypadku. Gdyby jednak do tego doszło, przy niewielkich stratach poprzestalibyśmy na zwolnieniu pracownika, bez dalszych kroków prawnych. Wprawdzie można wystąpić z powództwem cywilnym, ale obawiam się, że koszty przekroczyłyby korzyści. Gdyby to była duża strata, do gry włączyłaby się europejska centrala, która ma wielu doświadczonych prawników. Duże firmy, zwłaszcza te, które sprzedają myśl techniczną, mają z reguły bardzo skuteczne i wręcz brutalne metody ścigania takich przestępstw.
Andrzej Szymanowski prezes Ascomp Fiberoptic Communications
- Tylko raz zetknąłem się z takim przypadkiem. Jeden z pracowników wysłał zapytanie ofertowe do zagranicznego kontrahenta, występując w imieniu konkurencji. Skorzystał przy tym... z naszego papieru firmowego. My dostaliśmy kontrakt z kserokopią owego pisma, a pracownik natychmiastowe wymówienie. O ile wiem, konkurencja go przyjęła. Nawet w przypadku większych nadużyć wahalibyśmy się, czy wszcząć postępowanie sądowe. Trzeba bowiem przedstawić niezbite dowody, a to nie jest proste. Takie przestępstwa są rzadkością. Ludzie, którzy mogliby o to się pokusić, dbają o pozycję, opinię dobrego specjalisty. W branży takie informacje rozchodzą się błyskawicznie. To jest najsilniejszy bat. Zaufanie, jak cnotę, można stracić tylko raz.
Roman Rojek prezes Atlasa
- W Atlasie do tej pory nie było takiego przypadku. Zapewne dlatego, że w naszej firmie wszystko jest jawne. Najcenniejsi są klienci, a ci nie dają się zwieść ani ukraść. A gdyby zdarzył się taki przypadek? Pewnie pracownik zostałby zwolniony i koniec.
Jerzy Mazgaj prezes Paradise Group
- Nigdy się z takim zjawiskiem nie zetknąłem. Gdyby jednak któregoś z naszych pracowników kusiła konkurencja, dobrą ochroną są wynagrodzenia prowizyjne.