Dziś komitet stoczniowy zastanowi się nad przyszłością Stoczni Gdynia, a w czwartek w resorcie gospodarki pojawią się związkowcy spółki.
Już w tym tygodniu może zostać przesądzony los Stoczni Gdynia. Nadal rozważane są dwa scenariusze: alians z inwestorem branżowym lub renacjonalizacja.
Na czwartek w resorcie gospodarki i pracy zaplanowano spotkanie z przedstawicielami związków zawodowych sektora stoczniowego. Spodziewają się oni, że rozmowy będą dotyczyć planów konsolidacji branży. Tą sprawą — ze szczególnym naciskiem na program restrukturyzacji Stoczni Gdynia — już dziś zajmą się natomiast przedstawiciele rządu (a dokładniej międzyresortowy komitet stoczniowy).
Wielu urzędników jest skłonnych upaństwowić stocznię. Nie mniej zwolenników ma jednak koncepcja polegająca na rezygnacji z pomocy publicznej i restrukturyzacji dzięki zwiększeniu limitów poręczeń Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, wsparciu armatorów i ugodzie z wierzycielami.
— Sam Skarb Państwa nie ma środków, aby dokapitalizować stocznię. Jednak Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) wydała jedynie 60 z 240 mln zł przeznaczonych na restrukturyzację. Dlatego powinna wziąć udział w podwyższeniu kapitału — mówi jeden z wiceministrów, odpowiadających w rządzie za branżę stoczniową.
Zgodnie z przygotowanym przez zarząd programem naprawczym stocznia może zostać dokapitalizowana 120 mln zł. Dowiedzieliśmy się też, że trwają rozmowy dotyczące odkupienia przez ARP akcji od Kredyt Banku. Za 19-proc. pakiet ARP miałaby zapłacić „kilka milionów złotych”.
Marek Roman, dyrektor EVIP, czyli akcjonariusza stoczni, ma jednak nadzieję, że ten scenariusz nie zostanie zrealizowany. Już wcześniej poinformował o rozpoczęciu prac nad nowym programem naprawy stoczni. Liczy również, że wśród urzędników znajdzie wielu takich, którzy sprzeciwią się renacjonalizacji gdyńskiej firmy.