Najwięcej bankructw wśród firm organizujących wyjazdy zdarza się przed pełnią sezonu, gdy muszą one zapłacić z góry za hotele i przeloty. Dlatego ten rok nie jest wcale taki zły — twierdzi Maria Baumgartner z TUI Polska.
„Puls Biznesu”: Dlaczego tak dużo biur podróży bankrutuje w środku sezonu?
Maria Baumgartner: To wcale nie jest dużo. W końcu w Polsce działa 3,6 tys. biur. Połowa sezonu już za nami, a przestało działać dopiero kilka dużych firm. Upadł Aladin — ale to wydarzyło się jeszcze przed sezonem. Zbankrutował Sun Club Banaszek, ale to nie był touroperator, tylko agent. SDS Holiday to jedyny duży organizator wycieczek, który zbankrutował w szczycie sezonu. Na ogół najgorszy okres dla biur to początek sezonu, kiedy muszą zapłacić za hotele i przeloty. Teraz touroperatorzy mają najwięcej pieniędzy od klientów.
Niektóre mniejsze biura skarżą się, że duzi — jak wy — stosują wyniszczające ich ceny. Jak jest z dumpingiem?
Na pewno istnieje. Niestety, nie można udowodnić, że dana firma stosuje ceny dumpingowe, bo nie można zajrzeć do umowy z hotelami i liniami lotniczymi. Zresztą każdy touroperator indywidualnie negocjuje stawki, dlatego porównanie cen nie zawsze może okazać się skuteczne.
Czy to prawda, że wasza firma chce się wycofać z ofert last minute?
Na razie robi to TUI Niemcy. W wydanych już katalogach na sezon zimowy 2003/2004 oferuje upusty na wcześniejsze rezerwacje. Chodzi o to, by zmniejszyć liczbę ofert last minute na rzecz tzw. first minute. To nowy trend. Ale polski rynek jest inny i ten trend na razie się w naszej ofercie nie pojawi.
Czy przynależność biura do izby turystyki wystarcza, by klienci mogli czuć się bezpiecznie?
Nie chciałabym się w tej kwestii wypowiadać.