We Wrocławiu luksus tanieje najbardziej

Agata Ałykow
opublikowano: 2008-11-18 00:00

Popyt na mieszkania

REGIONY Tanie mieszkania z rynku wtórnego mają wzięcie

Popyt na mieszkania

we Wrocławiu gwałtownie

spada, ceny też. I tak będzie

do 2010 r. Gwałtownego

wzrostu można się

spodziewać w 2012 r.

Najgorzej radzą sobie deweloperzy oferujący apartamenty i lokale o podwyższonym standardzie. Przykład? Decyzja o wstrzymaniu budowy wieżowca Sky Tower.

— Banki zaostrzyły warunki udzielenia pożyczek nawet tym z naszych klientów, którzy otrzymali promesy kredytowe. Przez pół roku poobserwujemy rynek i postanowimy, co dalej robić ze Sky Tower — mówi Artur Wiza, rzecznik spółek Leszka Czarneckiego.

Niewiele lepiej jest z innymi luksusowymi inwestycjami. Filip Krzemień z BNM Development przyznaje, że oferowane przez firmę luksusowe apartamenty Centauris sprzedają się znacznie gorzej niż kwartał temu.

— Dla klienta mającego pieniądze na taką transakcję to doskonały moment na zakup, bo deweloperzy są skłonni do znaczących obniżek cen; biorą na siebie opłaty notarialne, niektórzy dodają bonusy, np. samochody — twierdzi Filip Krzemień.

Spółka BNM, podobnie jak wielu wrocławskich deweloperów, zawiesiła część projektów.

— Pracujemy też nad inną strategią działania. Na pewno jednak nie obniżymy jakości inwestycji. W żadnym przypadku w grę nie wchodzą tanie materiały, gorsza jakość wykonania czy słaby projekt — przekonuje Filip Krzemień.

Małemu łatwiej

Co ciekawe: deweloperskie mikrusy, którym wróżono czarną przyszłość, prawie nie odczuły kłopotów na rynku mieszkaniowym.

— Budujemy luksusowe apartamenty i szeregówki na kameralnych osiedlach. Sprzedają się bardzo dobrze, więc szykujemy kolejne dwie inwestycje. Na pewno nie przełożymy terminów ich rozpoczęcia — mówi Krzysztof Nikodem, pełnomocnik Vienna Development.

Jego zdaniem receptą na kłopoty jest przemyślane finansowanie inwestycji.

— Nie posiłkujemy się kredytami inwestycyjnymi, budynki powstają za pieniądze firmy i z zaliczek klientów. Do kolejnej inwestycji bierzemy się dopiero wtedy, gdy poprzednia znajdzie nabywców — twierdzi Nikodem.

Z obserwacji agencji nieruchomości wynika, że powraca zainteresowanie wrocławian mieszkaniami popularnymi przed boomem mieszkaniowym z przełomu roku 2005 i 2006.

Wtórny zamrożony

— Doskonale sprzedają się kawalerki i małe mieszkania. Wiele osób kupuje lokale w wielkiej płycie czy w przedwojennych kamienicach, zdając sobie jednak sprawę, że to nie jest najlepsza lokata kapitału. Wybierają je osoby, które muszą gdzieś mieszkać, a dla których oferta deweloperów jest za droga — przyznaje Magdalena Brodziak z biura nieruchomości Jot-Be.

W blokach na odległych Pilczycach za metr kwadratowy płaci się 4,6-4,7 tys. zł. Jednak im bliżej centrum tym drożej: średnio 6,5-6,7 tys. zł za metr. Lokale ekskluzywne, wyremontowane, o ciekawym rozkładzie kosztują 7 tys. zł za metr. Skąd zastój na rynku wtórnym? Wiąże się on naturalnie z utrudnionym dostępem do kredytów hipotecznych. Mimo to właściciele mieszkań na sprzedaż nie są skłonni do redukcji cen.

— Liczą, że zapotrzebowanie powróci. Dlatego proponują ceny z sufitu, nieuzasadnione standardem czy lokalizacją mieszkania — mówi Magdalena Brodziak z Jot-Be.

Często zamiast je sprzedawać, przeznaczają na wynajem. We Wrocławiu takich mieszkań brakuje ze względu na ogromną liczbę studentów, osób przyjeżdżające do miasta w poszukiwaniu pracy czy młodych małżeństw.

Ponure perspektywy

Zdaniem analityków z firmy redNet Property Consulting, badającej polski rynek nieruchomości, generalny zastój na wrocławskim rynku mieszkaniowym potrwa do końca przyszłego roku. W kolejnym sytuacja powinna się normalizować, a zainteresowanie kupnem mieszkań — wzrosnąć.

— Sądzimy, że zwiększy się dostępność kredytów hipotecznych — twierdzi Celina Grabowska, analityk z redNet.

Jej zdaniem firmy deweloperskie powinny skupić się na budowie mieszkań o niższym standardzie.

— Wrocławianie, jak zresztą i inni Polacy, w wyniku zaostrzonych wymagań banków hipotecznych mają obniżoną zdolność kredytową. Wymusza to zainteresowanie tańszym segmentem rynku, a podaż takich mieszkań jest dużo niższa niż popyt — uważa Grabowska.

Deweloperzy, projektując osiedla, nastawili się na zamożnego klienta. Oferowali pseudoapartamenty, któ- re nie spełniały wysokich standardów przypisanych takiemu budownictwu. Osoby naprawdę zamożne, o dużych wymaganiach, nie interesowały się nimi. Ci którzy chcieli je kupić, mieli mniejsze możliwości finansowe. Mieszkania te znajdą w końcu nabywców, ale potrwa to dłużej — do końca bessy.

— Deweloperzy powinni zapomnieć o sprzedawaniu dziury w ziemi. Klienci nie chcą inwestować w nieistniejące budynki. Boją się plajty dewelopera, wzrostu kosztu realizacji inwestycji czy tego, że budowę przejmie inny deweloper i zmieni warunki umowy — uważa Celina Grabowska.

Z prognoz redNet wynika, że do końca tego roku ceny mieszkań we Wrocławiu spadną o 5 proc., w kolejnym roku — o 8 proc. W górę w końcu pójdą, ale dopiero w 2010 r. — i skoczą o 6 proc. Rekordy cenowe wrocławskie mieszkania będą bić na rok przed 2012 r. Zapowiada się wzrost cen o 12 proc. W roku mistrzostw w piłce nożnej ceny się ustabilizują, a nawet lekko spadną.