Po utracie pozycji lidera na rzecz Mondeleza (dawniej Kraft Foods) przyszedł czas na tłustsze lata. Lotte Wedel przekonuje, że w ciągu dwóch lat powróci na szczyt.
— Nasza sprzedaż poza dyskontami [w styczniu bieżącego roku spółka zniknęła z Biedronki — red.] urosła w tym roku o 19 proc., mimo że rynek (z wyłączeniem dyskontów) urósł w tym czasie tylko o 2 proc. To zdecydowanie najwyższy wzrost spośród wszystkich producentów wyrobów czekoladowych w Polsce. Nakręcił go flagowy produkt, czyli Ptasie Mleczko, oraz czekolady. To dowodzi, że potrafimy rosnąć i powiększać rynkowe udziały. Numerem jeden chcemy być ponownie w 2016 r. — deklaruje Maciej Herman, dyrektor marketingu i sprzedaży w Lotte Wedel.
Zdaniem Piotra Grauera, eksperta firmy doradczej KPMG, pozyskanie nawet 1 proc. udziałów w rynku wyrobów czekoladowych jest bardzo trudne.
— W największych segmentach są silni gracze — światowi i lokalni, a mniejsze nie pozwalają na osiągnięcie skali, więc trudno ugrać wynik na tyle znaczący, by przełożył się na udziały w całym rynku — uważa Piotr Grauer.
Idzie nowe
Największa konkurencja jest w segmencie produktów masowych, czyli czekoladzie w tabliczkach i pralinach.
— W tym obszarze Wedlowi trudno będzie walczyć — rywalami są nie tylko inni producenci, ale też sieci z własnymi markami. Produkt unikatowy, czyli ptasie mleczko, nie wystarczy, by stać się liderem całego rynku — komentuje Piotr Grauer.
Jego zdaniem, w ostatnich latach kilku czekoladowych graczy silnie rozwinęło się dzięki współpracy z Biedronką, inwestując w nowoczesne zakłady i zapas mocy produkcyjnych.
— Pod względem kosztów produkcji trudno ich pokonać. Wedlowi pozostaje odzyskiwanie pozycji w segmencie produktów premium. Górna półka wygląda jednak teraz inaczej niż kiedyś — mocną pozycję ma na niej m.in. Lindt. Można się też spodziewać mocniejszego zaangażowania Coliana, który kupił FC Solidarność m.in. z myślą o rynku czekolady — twierdzi ekspert.
Maciej Herman zapowiada, że Lotte Wedel będzie zmieniać wygląd produktów. Będzie też częściej wprowadzał nowości.
— Ciekawym elementem strategii Wedla jest penetrowanie nowych segmentów rynku. Dotyczy to nawet wyrobów, których sam nie wytwarza. Powrócił na rynek biszkoptów w czekoladzie, których produkcję zleca na zewnątrz, a we współpracy z producentem wódki Chopin zaistniał na rynku alkoholi — z likierem czekoladowym — mówi Piotr Grauer.
Taka taktyka umożliwia Wedlowi testowanie nowych segmentów bez angażowania kapitału, a jednocześnie poszerzanie zasięgu marki.
— Jeśli produkt okaże się strzałem w dziesiątkę, spółka może uruchomić samodzielną produkcję — wyjaśnia Piotr Grauer.
Łakocie ze Wschodu
Podobną taktykę Wedel zastosuje wobec produktów z portfela japońskiego właściciela — Lotte.
Pojawią się na polskim rynku w przyszłym roku. — Na początku będziemy je importować. Jeśli przyjmą się i osiągną odpowiednią skalę, podejmiemy decyzję o produkcji na miejscu — twierdzi Maciej Herman. Szczegółów asortymentu firma nie ujawnia, jednak w mniejszych sklepach można już kupić gumy balonowe z portfela Lotte.
Włączenie do oferty łakoci produkowanych przez japońskiego właściciela firma zapowiada od chwili przejęcia przez Lotte, czyli od 2010 r. Japończycy zapowiadali też wówczas budowę fabryki. Spółka kupiła działkę w Świdnicy, ale zakładu nie zbudowała.
— Plany budowy fabryk w Polsce są aktualne. Od zakupuWedla Lotte zainwestowało w obecny zakład prawie 100 mln zł. W najbliższym czasie planujemy rozbudowę części magazynowej warszawskiej fabryki oraz instalację nowych linii produkcyjnych — mówi Andrzej Pałasz, dyrektor finansowy i IT w Lotte Wedel.