Węglokoks da sobie radę z kopalniami

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-01-23 00:00

Państwowa firma, która przejmuje od Kompanii Węglowej sześć nierentownych kopalni, zapewnia, że wie, jak je uzdrowić

Damy radę — tak sceptykom odpowiada Jerzy Podsiadło, prezes państwowego Węglokoksu, odpowiedzialnego za ratowanie przynajmniej sześciu z czternastu kopalni Kompanii Węglowej. Sceptyków przybyło po tym, jak w weekend rząd podpisał porozumienie ze związkami zawodowymi działającymi w bankrutującej Kompanii Węglowej.

Jerzy Podsiadło, prezes Weglokoksu, wierzy, że sześć kopalni przejętych od Kompanii Weglowej do konca roku wyjdzie na zero. Liczy na dobre relacje ze zwiazkowcami i wzrost cen surowca
Gazeta

Rząd zrezygnował w nim z likwidacji najsłabszych kopalni, odwołał plan zwolnień wśród pracowników dołowych, a pracownikom administracji i przeróbki obiecał wyższe odprawy. Ponadto zmiękczył stanowisko w spawie wprowadzenia sześciodniowego tygodnia pracy (dla kopalni, bo górnik nadal pracowałby pięć dni w tygodniu), pozostawiając go do dalszych negocjacji.

— Nie jesteśmy Caritasem. Już od czterech lat nasza strategia zakłada zakup kopalni, bo rozwój produkcji to naturalny etap rozwoju dla firmy handlowej, jaką jesteśmy. Zakładamy przy tym, że do końca 2015 r. sześć zakupionych przez nas kopalni będzie mieć łączny wynik w okolicach zera — deklaruje Jerzy Podsiadło.

To ambitne zapowiedzi. Plan naprawczy dla KW zakłada, że Węglokoks (a konkretnie spółka zależna Węglokoks Kraj) kupi od KW dwie kopalnie: Piekary i Bobrek (plus ewentualnie Ruch Makoszowy z kopalni Sośnica- Makoszowy), które w 2014 r. miały odpowiednio ok. 81 mln zł i 141 mln zł straty (głównie ruch Centrum, czyli część kopalni Bobrek). Ponadto Węglokoks obejmie 100 proc. udziałóww specjalnej spółce tzw. Nowej Kompanii Węglowej, do której w pierwszej kolejności (prawdopodobnie do końca maja) trafią cztery kopalnie rybnickie: Marcel, Rydułtowy- Anna, Jankowice i Chwałowice.

Związki rozumieją?

Węglokoks ma już biznesplany dla przejmowanych kopalni, przeprowadził też tzw. testy prywatnego inwestora oraz wyceny (nie ujawnia ich, a nieoficjalnie mówi się o kwotach od 1,5 do nawet 2,5 mld zł). Tempo restrukturyzacji będzie jednak zależało w dużym stopniu od współpracy ze związkami zawodowymi. I tu Jerzy Podsiadło jest dobrej myśli.

— Po pierwsze, jestem przekonany, że uda się wprowadzić sześciodniowy tydzień pracy. Związki rozumieją, że to podstawa nowej filozofii górnictwa i bez tego nie da się zwiększyć wydajności. Po drugie, planujemy zmniejszyć zatrudnienie, choć zwolnień faktycznie nie będzie. Będą natomiast naturalne odejścia, np. na emeryturę. Planujemy też zaproponować program dobrowolnych odejść. Po trzecie, pracujemy nad reformą systemu płac tak, aby powiązać część wynagrodzenia z efektami pracy — wylicza Jerzy Podsiadło.

Na razie, jak przyznaje szef Węglokoksu, takie rozważania przypominają dzielenie skóry na niedźwiedziu, bo firma tych kopalni jeszcze nie kupiła. — Jeszcze w styczniu planujemy podpisać umowę przedwstępną i wtedy będziemy mogli rozpocząć formalne rozmowy ze związkami zawodowymi — informuje Jerzy Podsiadło.

W cenach nadzieja

Oczekiwany przez szefa Węglokoksu konsensus ze związkami to jeden z trzech filarów planu, który ma sprawić, że kopalnie zaczną zarabiać. Na drugi filar menedżer ma już większy wpływ, bo jest nim tempo działań naprawczych. Na trzeci filar wpływu nie ma żadnego, bo jest nim stabilizacja lub wzrost cen węgla na rynkach światowych.

— Mamy nadzieję, że do połowy roku ceny węgla będą stabilne, a w drugiej połowie roku delikatnie odbiją — szacuje Jerzy Podsiadło. Większość ekspertów, w tym Mirosław Taras, były prezes Kompanii Węglowej, uważa, że jedynym sposobem na wyższe ceny jest ograniczenie produkcji. Bo węgla jest po prostu za dużo — na zwałach leży 8 mln ton surowca, do tego węgiel importowany z Rosji tanieje, ze względu na słabnącego rubla.

— Jest w tym trochę racji, że mniejsza nadpodaż wzmocniłaby ceny, ale my nie planujemy ograniczania wydobycia. Stawiamy na głęboką restrukturyzację — twierdzi Jerzy Podsiadło.

Styczniowe zaliczki

Kiedy Węglokoks tworzy biznesplany dla przejmowanych kopalni, KW walczy o zachowanie płynności. Po 11 miesiącach 2014 r. ma 1,1 mld zł straty netto i 4,2 mld zł długu. Tu też widać kluczową rolę dla Węglokoksu, który, płacąc za przejmowane kopalnie, zapewni KW przetrwanie.

— Kiedy pod koniec stycznia podpiszemy umowę przedwstępną nabycia kopalni, wówczas otworzy to możliwość do przekazania KW zaliczki — przypomina Jerzy Podsiadło.

Węglokoks, żyjący z eksportu węgla, ma z czego czerpać. Ma ok. 2 mld zł w gotówce lub aktywach łatwych do spieniężenia, a w 2014 r. zarobił na czysto ponad 100 mln zł. Do tego przewiduje, że do poszczególnych inwestycji w kopalniach zdobędzie w przyszłości finansowanie z BGK lub Polskich Inwestycji Rozwojowych. Sama restrukturyzacja nie powinna, według szacunków Węglokoksu, pochłonąć wielkich sum.

— Kilkaset milionów złotych — mówi Jerzy Podsiadło. © Ⓟ

Ratowanie bankruta

Państwowa Kompania Węglowa ma w portfelu czternaście kopalni węgla kamiennego i bankrutuje. Stąd rządowy kilkuetapowy plan ratunkowy. W pierwszym etapie Węglokoks ma kupić od KW dwie kopalnie, Piekary i Bobrek (i może część Makoszowy-Sośnicy), a do tego objąć 100 proc. udziałów w tzw. Nowej Kompanii Węglowej, czyli nowej spółce, do której w pierwszej kolejności trafią cztery kopalnie KW z okręgu rybnickiego: Marcel, Rydułtowy-Anna, Jankowice i Chwałowice.

W Nowej KW akcjonariuszami (pół na pół z Węglokoksem) ma być docelowo energetyka (w grę wchodzą kontrolowane przez państwo PGE, Tauron, Enea i Energa). Jednocześnie KW będzie szukać inwestora dla kopalni Brzeszcze (chętny jest Tauron). W kolejnym etapie (ale prezes Węglokoksu nie chce jeszcze o nim rozmawiać) do Nowej KW wejdzie reszta kopalni. A stara Kompania Węglowa przestanie istnieć. Celem rządu jest zmniejszenie kosztu wydobycia o jedną trzecią, do 200 zł na tonę węgla.

Inni też na krawędzi

Problemy sektora węglowego nikogo nie oszczędzają. Lubelska Bogdanka, należąca do kapitału prywatnego, jest wprawdzie w dobrej kondycji, ale sprzyja jej po prostu korzystna geologia.

Jastrzębska Spółka Węglowa i Katowicki Holding Węglowy, kontrolowane przez państwo, zasygnalizowały jednak już światu, że bez cięć będą mieć kłopoty z płynnością.

OKIEM EKSPERTA

To nie wystarczy

JANUSZ STEINHOFF

były minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka

Sześciodniowy tydzień pracy i uelastycznianie wynagrodzeń to racjonalne działania, ale niewystarczające. Pamiętajmy, że na polskim rynku węgla mamy do czynienia z nadprodukcją wysokości 10 mln ton rocznie, ponadto eksport jest trudny przy niskich cenach surowca na świecie. W tych warunkach zarówno redukcja zatrudnienia, jak i redukcja nierentownych mocy wydobywczych, jest koniecznością.

Generalnie jestem przeciwny powoływaniu Nowej Kompanii Węglowej, bo to nie gwarantuje w żaden sposób lepszego zarządzania kopalniami. Jestem też przeciwny wspólnemu wejściu energetyki do nowej. Lepiej by było wnieść kopalnie do poszczególnych firm energetycznych. I to one podejmowałyby się restrukturyzacji.