10 maja okaże się, czy Węglozbyt zostanie zlikwidowany. Zarząd próbuje ratować firmę. Biegli sądowi mają wątpliwości.
Ważą się losy Węglozbytu, dawnej centrali dystrybuującej węgiel w całym kraju. Pod koniec ubiegłego roku zarząd spółki złożył do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu. Obecnie trwają konsultacje i nie jest pewne, jaką decyzję podejmie sąd gospodarczy w Katowicach.
Według nieoficjalnych informacji sąd na 10 maja zamierza wyznaczyć termin posiedzenia w sprawie przyszłości spółki handlowej.
— Przedstawimy argumenty za upadłością z możliwością układu. Przygotowaliśmy program naprawczy, który stwarza szanse na wyprowadzenie firmy na prostą przy współpracy z Kompanią Węglową (KW) — wyjaśnia Jerzy Góra, prezes Węglozbytu.
KW posiada 70 proc. akcji spółki handlowej, które otrzymała w ubiegłym roku w ramach dokapitalizowania. Od niedawna w radzie nadzorczej zasiada Edward Rupik, wiceprezes ds. handlowych KW, który na ostatnim posiedzeniu, 31 marca, zarządził, aby przebieg zebrania był nagrywany, ponieważ coraz częściej w mediach pojawiają się zarzuty, że to KW, która „nie dawała węgla” doprowadziła do bankructwa Węglozbyt. W ocenie zarządu koncernu są one absurdalne.
Tymczasem biegła sądowa, która zapoznała się z dokumentami finansowymi Węglozbytu, wydała druzgocącą opinię.
— W ocenie biegłej sądowej brak jest podstaw do ogłoszenia upadłości naprawczej. Interesy wierzycieli zostaną lepiej zabezpieczone, kiedy zapadnie decyzja o likwidacji spółki — ujawnia Mirosław Możdżeń, nadzorca sądowy.
Z drugiej strony nie jest tajemnicą, że były zarząd spółki (odwołany w październiku 2004 r. po przejęciu kontroli przez KW) wykazywał zyski, a nowy ujawnił gigantyczne straty sięgające 73 mln zł na koniec września 2004 r.