Do około 10 tysięcy wzrosła liczba osób zebranych w niedzielę wieczorem, po zamknięciu lokali wyborczych, na budapeszteńskim placu Lajosa Kossutha przed parlamentem Węgier - poinformowała na swojej stronie internetowej rozgłośnia InfoRadio.
Andras Takacs, przedstawiciel Węgierskiego Komitetu Narodowego 2006, jednego z organizatorów trwających od ubiegłego tygodnia protestów antyrządowych, zapowiedział, że demonstranci pozostaną na placu, dopóki premier Ferenc Gyurcsany nie ustąpi.
Wśród demonstrantów są głównie ludzie starsi.
Prezydent Węgier Laszlo Solyom wezwał w niedzielę parlament do przegłosowania wotum nieufności wobec socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsanya. Prezydent wystąpił z przemówieniem do narodu w telewizji węgierskiej tuż po zakończeniu o godz. 19.00 głosowania w wyborach samorządowych.
"Zgromadzenie Narodowe ma teraz możliwość działania. Rząd jest odpowiedzialny przed Zgromadzeniem. To Zgromadzenie decyduje o osobie premiera. To ono przywraca niezbędne zaufanie społeczne. Klucz do rozwiązania leży w rękach większości parlamentarnej" - oświadczył prezydent.
Rzecznik Węgierskiej Partii Socjalistycznej Istvan Nyako zareagował na apel prezydenta przypomnieniem, że "większość parlamentarna już się wypowiedziała: Gyurcsany cieszy się całkowitym zaufaniem".
Solyom nawiązał w swym telewizyjnym przemówieniu do majowego wystąpienia premiera, w którym przyznał on, że okłamywał Węgrów co do rzeczywistej sytuacji gospodarczej kraju, oraz wezwał do zaprzestania tych praktyk i wszczęcia reform.
Ujawnienie wystąpienia "głęboko wstrząsnęło Węgrami. Oburzenie było słuszne(...) Nie nastąpiło jednak katharsis, oczyszczenie (...) Premier wciąż unika wyjaśnienia podstawowej kwestii. Nie uznaje, że użył niedozwolonych środków w celu utrzymania władzy. To podkopuje zaufanie do demokracji" - podkreślił Solyom.
Wyraził przekonanie, że jeśli wydarzenia będą biec dotychczasowym torem, będzie to ze szkodą dla kraju.
"Chciałbym podkreślić, że ja również uważam uporządkowanie spraw finansowych za najpilniejsze zadanie(...) Ale takiego programu gospodarczego nie można z powodzeniem realizować bez zaufania tych, którzy poniosą jego ciężar" - zaznaczył prezydent.
DI, PAP/AFP