Budżet dostaje za mało z podatków. Trzeba więc je jeszcze obniżyć
Nawet eksperci węgierskiego parlamentu ostrzegają, że strategia jest groźna. Czy przetestować ją w Polsce?
Rewolucja podatkowa na Węgrzech może doprowadzić finanse publiczne kraju do katastrofy — ostrzega Rada Fiskalna, organ powołany przez tamtejszy parlament do dbania o równowagę finansową państwa. Z jej wyliczeń wynika, że wprowadzane przez premiera Viktora Orbana obniżki podatków dochodowych nie dość, że gospodarce nie pomogą, to jeszcze rozdmuchają deficyt.
Głos na puszczy
— Zmiany w podatkach powiększą dziurę budżetową w 2012 r. o 200 mld HUF (1,3 mld zł), a od 2013 r. będą ją poszerzać o 700 mld HUF (4,7 mld zł) rocznie — alarmuje węgierskich posłów Gyorgy Kopits, przewodniczący Rady Fiskalnej.
Premier Viktor Orban, który ma w parlamencie poparcie dwóch trzecich posłów, uznał, że lekarstwem na deficyt są niskie podatki. W miejsce progresywnego PIT ze stawkami 17 i 32 proc. wprowadza liniowy 16 proc. Podatek dochodowy CIT dla firm małych i średnich ma zmniejszyć się z 19 proc. do 10 proc.
Rząd jest przekonany, że niskie podatki nakręcą konsumpcję i zachęcą przedsiębiorstwa do tworzenia miejsc pracy. Victor Orban argumentuje, że gospodarka potrzebuje przyspieszenia o 4-6 pkt proc. Ekonomiści uważają, że wybrał zła drogę.
— Nie możemy liczyć, że wzrost gospodarczy i zmiana nastawienia podatników zasypią dziurę budżetową. Niższe podatki mogą podnieść dynamikę PKB najwyżej o 0,2 pkt proc. — ostrzega Gyorgy Kopits.
Rada Fiskalna nie wierzy, że deficyt uda się zasypać dzięki uchwalonemu przez parlament w nocy z poniedziałku na wtorek dodatkowemu podatkowi korporacyjnemu, który ma obowiązywać do końca 2012 r. Duże firmy z czterech branż — bankowości, energetyki, handlu detalicznego i telekomunikacji — mają odprowadzać 1,05-6,5 proc. obrotów (w zależności od branży i wielkości firmy). Rząd szacuje, że zbierze w ten sposób 343 mld HUF (2,3 mld zł).
Silna ręka
Rząd i parlament — wbrew przepisom — pominęły Radę Fiskalną na drodze legislacyjnej. Od 2008 r. rada ocenia wpływ każdego nowego aktu prawnego na finanse publiczne. Tym razem zmiany zostały przyjęte nocą, a przewodniczący rady mógł wypowiedzieć się dopiero, gdy klamka zapadła.
— W obecnych warunkach trudno oczekiwać, że podmioty gospodarcze będą podejmować racjonalne decyzje. Muszą bronić się przez stale zmieniającym się prawem — mówi z goryczą Gyorgy Koptis.
Podobne kontrowersje wzbudziły niedawno decyzje premiera o zawieszeniu przekazywania składek funduszom emerytalnym oraz o przejęciu przez państwo — bez wyroku sądu — firmy metalurgicznej, która spowodowała katastrofę ekologiczną.
Ryzykowny krok
— Węgry to nie jest dobry przykład do naśladowania w prowadzeniu polityki makroekonomicznej. Przez ostatnie lata widzieliśmy bardzo szarpane ruchy w różnych kierunkach, uzależnione od nastrojów politycznych — ostrzega Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Węgry, które w szczycie kryzysu stanęły na krawędzi bankructwa i nadal nie uporały się z problemem długu publicznego, wychodzą z założenia, że tradycyjne uzdrawianie finansów (głównie przez cięcia wydatków) przyniosą odwrotny skutek — wepchną gospodarkę w recesję, a to negatywnie odbije się na budżecie. Dlatego obrały przeciwną strategię — chcą obniżyć podatki, co ma pomóc gospodarce i w konsekwencji ulżyć budżetowi.
— To ryzykowna, bardzo odważna decyzja. Rząd w Budapeszcie uznał, że nie ma nic do stracenia. W tej samem sytuacji były kiedyś np. kraje bałtyckie czy Rosja, kiedy wprowadzały podatek liniowy. Zostaliśmy jedynym krajem w regionie bez liniowego PIT — mówi Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte i twórca koncepcji 3x15, z którą Platforma Obywatelska szła do wyborów w 2005 r.
Uważa, że należy rozważyć wprowadzenie podatku liniowego, ale nie obniżać efektywnej stawki PIT, by nie zmalały dochody budżetu.
Ekonomiści ostrzegają, że drastyczne obniżanie podatków wpędziłoby polski budżet w jeszcze większe kłopoty.
— Obniżony podatek nie zawsze wspiera konsumpcję. Węgrzy oparli swoją strategię na złudzeniu, że istnieje prosta zależność: niskie podatki równa się wysoki wzrost. Tej tezy nie da się ani udowodnić, ani obalić, bo nie da się tej zależności poddać empirycznej ocenie — ostrzega Ryszard Bugaj, ekonomista z Polskiej Akademii Nauk.
Strategii Węgier nie zaleca polskiemu rządowi także Janusz Jankowiak.
— Sama obniżka podatków nie jest lekarstwem na deficyt. Żeby miała sens, musiałaby pójść za nią redukcja wydatków publicznych w analogicznej skali — mówi Janusz Jankowiak.